Kilka postów oraz informacji medialnych skłoniło mnie do napisania tego tekstu. Chodzi o ISIS. Zacznijmy od tego, że oburza mnie nazywanie tych bandytów i morderców „państwem”, ponieważ to miano sankcjonuje terrorystów i czyni ich organizmem legalnym, istniejącym na zasadach, do których jesteśmy przyzwyczajeni. To przecież bzdura. Wataha przypadkowych psychopatów z całego świata ma być zorganizowaną strukturą? Z przywódcami i administracją? Półanalfabeci mają tworzyć politykę zagraniczną? To chore, ale pokazuje absolutną niemoc Zachodu w załatwieniu tego problemu.

Drugą sprawą są coraz częstsze doniesienia o mordowaniu przez islamistów Chrześcijan. Tak! „islamistów” małą literą, a nie „dżihadystów”, który to termin ma odróżniać bandziorów z ISIS od tzw. „przyjaznego Islamu”. Nie „bojowników”, jak mówią poprawnie polityczne media, bo ten termin w Polsce ma pozytywne konotacje, ale „bandziorów”, „morderców”, „psychopatów”.

Mordowanie Chrześcijan. Zastanówmy się dlaczego?
Dla mnie odpowiedź jest prosta: Chrześcijan nikt nie broni i oni sami nie potrafią się obronić. Kilka lat temu zabito nepalskich robotników w Iraku. Przez trzy dni, przy biernej postawie władz, a la „kristall nacht”, Nepalczycy „przetrzepali” porządnie swoich muzułmańskich sąsiadów. W następstwie, już żaden Nepalczyk nie został porwany, ścięty, albo zabity. Podobnie Chiny, Japonia, która zakazuje Islamu w ogóle, więc nikt nie ośmieli się tam „żądać” zakazów sprzedawania alkoholu, a żadna władza państwowa nie pomyśli nawet o nakazaniu obywatelom płci żeńskiej ubierania się tak, by czasem nie zrazić wyznawców Proroka. Pekin, Tokio, to nie Londyn i Paryż. Tam dbają o swoje własne korzenie i mają gdzieś „prawa człowieka i obywatela”, wypaczane w Europie i USA do granic możliwości. Wymienił bym jeszcze kilka krajów, których obywatelom nic nie grozi, w tym państwo oczywiste, czyli Izrael. Izraelczycy potrafią oddać. I dobrze, bo tak powinno się czynić w obronie własnych obywateli lub wiary.

My tymczasem, potrafimy jedynie „odnotowywać”, „oburzać się” i lać łzy, krytykując, niszcząc, zakazując jednocześnie wszystkiego, co naszą kulturą stworzyło oraz czyni ją piękną. Powiecie, że jestem nietolerancyjny, a europejska kultura szczyci się tym, że potrafi zrozumieć inne. To prawda. Potrafi i zawsze potrafiła, ale po raz pierwszy podporządkowuje się całkowicie. Dotąd obce wpływy były asymilowane, poprzez przetworzenie ich tak, by powstała nowa jakość, zgodna z naszym, Europejskim oglądem rzeczywistości. To dawało szanse jednakowe gospodarzom i gościom. W ten sposób powstały Stany Zjednoczone, Kanada, Nowy Świat, Australia, a nawet część państw Arabskich. Dziś humanizm przegrywa z ciemnotą wspólnoty plemiennej, dla której człowiek jest tylko członkiem stada, lecz nie unikalną jednostką.

Wiem, że zarzucicie mi, iż nie można tak traktować całego Islamu, a ISIS to wypaczenie. Zgadzam się po części z tym poglądem. Czytałem Koran. To mądra książka. Dyskutowałem z Muzułmanami i były to pełne tolerancji dysputy. Patrząc jednak na to wszystko i ja mam pytanie: z czym kojarzy się obecnie Islam? Czy ze „światłą muzułmanką” i bardzo mądrą profesor z Oxfordu, z którą miałem zaszczyt spierać się wielokrotnie w Londynie, czy może z obcinającymi głowy psychopatami w szlafrokach? Kto ma większe szanse na werbunek nowych wiernych, szczególnie tych z Zachodu? Pani profesor czy brodaty pseudo nauczyciel w brudnym ubraniu?

I trzecia sprawa.
Pentagon, a za nim nasze szacowne „think tanki”, pochwalił się, iż w Syrii „zginał jeden z przywódców ISIS”. Ale sukces? Zabito watażkę! Osiągnięcie porównywalne ze strzelaniną w slumsach Nowego Jorku, w której policja zabiła szefa lokalnej chuliganerii. Porównywalne, tylko że droższe. Ani to ISIS nie osłabi, ani nie przestraszy, ani nie zatrzyma. Zachód musi jednak pokazać, że coś robi, że walczy. Może więc, rzeczywiście coś by zrobił? Spłacił dług wszystkim zabitym w okrutny sposób, zastraszonym, prześladowanym. Obroniłby pomniki cywilizacji człowieka przed wandalizmem kanibali, powstałych w wyniku rywalizacji dwóch supermocarstw oraz wszechmocnych koncernów i korporacji, instytucji finansowych, które doprowadziły do chybionych interwencji militarnych, a także do bałaganu, zwanego szumnie „arabską wiosną”, ku przerażeniu Izraela, dobrze znającego „demokratyczne aspiracje” tych społeczeństw.

Są dwa wyjścia. Oba niestety niemożliwe i politycznie niepoprawne.
Pierwsze, to ignorowanie i izolacja, czyli pozostawmy ten problem wyłącznie zainteresowanym. Niech swoje sprawy załatwią sami, nawet jeżeli mieliby poważnie uszczuplić liczbę wiernych. Zachód wycofa się całkowicie, zaprzestanie jakiejkolwiek pomocy w jakiejkolwiek dziedzinie, a służby i wojsko z politykami, pilnować będą jedynie, by nikt i nic nie przedostało się przez kordon rozstawiony wokół tego świata. Sami potem przyjdą po prośbie. Może mniej liczni, ale przyjdą. Szybciutko zaakceptują nasze rozwiązania demokratyczne, prawne, kulturowe. Okaże się wówczas, że istnieje światły Islam.

Okrutne to?
Tak, ale mniej niż palenie żywcem ludzi w klatkach, ścinanie kobiet i mężczyzn, by wystawiać ich głowy na widok publiczny, zabijanie dzieci tylko za to, że pochodzą z rodzin innych religii.

Drugi sposób, to zdecydowana akcja policyjna na ISIS, bez oglądania się na lokalne siły, przeprowadzona z powietrza, morza i lądu. Zdecydowana, a więc nastawiona ba bezwzględne i totalne zwycięstwo, a nie na poszanowanie ludzkiej godności lub praw. To nie zabawa w ringu, ale wojna, na której giną zawsze ludzie. Głównie niewinni, lecz inaczej wygrać się nie da. Na pewno nie dronami eliminującymi watażki. Amerykanie zabili Bin Ladena. Pochwalili się na cały świat. Problem Al. Kaidy nie zniknął i nie zniknie tak szybko. To rozwiązanie też nie jest możliwe, bo taka akcja musiałaby poważnie zakłócić spokój bogatych sojuszników USA, zamkniętych w szczelnych i dobrze strzeżonych murem enklawach, podobnie jak ISIS mających w poważaniu demokratyczne prawa świata zachodniego, lecz lepiej się maskujących oraz powstrzymujących od „eksportu” własnych „idei”. Oba są również nieprawdopodobne, bo przecież rachunek strat banków i koncernów każe tolerować zbrodnie. Zysk jest najważniejszy. A jeszcze Rosjanie? Ci, tylko czekają, by odbudować swoją potęgę.

Zdaję sobie sprawę, iż powyższy tekst spowoduje lawinę ciosów pod moim adresem, a każdy politolog wyśmiewać będzie moją głupotę. Trudno! Nie zrobimy nic, a politolodzy będą doradzać, pisać analizy, które według mnie nadają się najlepiej do zawinięcia pasztetowej lub śledzia, przy czym mogą też służyć za obrus, tak, więc teoretycy polityki, służb specjalnych, wojskowości, biegli w wynajdywaniu oficjalnej bibliografii, lecz mdlejący na odgłos strzałów, wspaniale komentujący to, co już się wydarzyło, będą dyskutować zawzięcie, obrzucając się tytułami, a ISIS będzie dalej mordować w bestialski sposób, aż w końcu zamorduje i politologów, doradców oraz polityków. I nic już nie zostanie z naszej Europy, bo wszyscy w Ameryce się nie zmieścimy.

Na koniec powtórzę to, co napisałem wcześniej: zanim usuniemy jakikolwiek symbol naszej tradycji, zanim zachwycimy się nowym trendem, zastanówmy się głęboko, jaki szatan za tym stoi.

Piotr Wroński

Piotr Wroński - fot. Julita SzewczykPułkownik Piotr Wroński, pracownik I Departamentu SB, a w III RP oficer UOP i Agencji Wywiadu jest autorem powieści z kluczem „Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa” odsłaniającej kulisy działalności bezpieki, w tym m.in. morderstwa bł. ks Jerzego Popiełuszki.