Słowo roku 2016 dla liberalnej lewicy w Polsce? Pucz? Niekoniecznie. Demokracja? Raczej nie. Parasolka? Też niespecjalnie. To może „obsesja”? Niemożność uwolnienia się od natrętnych myśli, obrazów i wykonywania tych samych czynności. Tu chyba dotykamy istoty problemu. Obsesja, która wbrew najłatwiejszej z możliwych narracji, nie jest spowodowana „oderwaniem od koryta”. Grono dotkniętych jest szersze od tych, którzy byli beneficjentami bliskich relacji z władzą. Na szczęście, prześladująca ich natrętna wizja ma realną i spersonalizowaną formę. Jest nią oczywiście Jarosław Kaczyński, źródło cierpień całego naszego liberalno-lewicowego świata dziennikarzy i polityków. Do czego doprowadziły jego rządy?

Samotny, starszy pan, spędzający życie w odziedziczonym po rodzicach mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu. Mieszka z kotem, z którym – jak mówią złośliwi – wspólnie planują przejęcie władzy nad światem. Sąsiedzi oglądają go z rzadka, bo większość czasu spędza w pracy. 67-letni inteligent, może jeden z ostatnich polskich polityków, których można jeszcze opisać tym słowem. I jednocześnie ten, który „podpalił Polskę”. Niemal rok temu polemizowałem na łamach Wirtualnej Polski z Ziemowitem Szczerkiem, który chwilę po wyborach parlamentarnych pisał, że Jarosław Kaczyński to najlepszy prezent dla Władimira Putina. Prezydentowi Rosji zależy na osłabianiu NATOUE, a prezes PiS i jego – jak pisał Szczerek – „wyznawcy” są tego najlepszym gwarantem. Próbowałem oczywiście udowadniać, że nie ma się czego obawiać i nie taki Kaczyński straszny, jak go malują. Przyznaję jednak ze skruchą, myliłem się wówczas, a rację miał mój znakomity adwersarz.

Minął zaledwie rok, a rządy PiS-u już doprowadziły do tego, że muszę pisać niemal w całkowitych ciemnościach, w wyziębionej ziemiance ukrytej gdzieś na rubieżach naszej ukochanej ojczyzny. Realizowane przez PiS obietnice wyborcze doprowadziły w końcu do otwartego konfliktu. Wraz z nim przyszedł całkowity upadek jakichkolwiek wartości. Nawet posłowie zmuszeni są dziś do grzebania w prywatnych rzeczach należących do innych posłów. Zupełne zdziczenie. Wszystko przez to, że zbagatelizowaliśmy słowa proroków, którzy podobnie jak Szczerek, ostrzegali przed konsekwencjami naszych wyborów. I tak najpierw dzikie hordy barbarzyńców zaatakowały polskie wybrzeże, a później już chamstwo wylęgło z każdej dziury w „tymkraju”. Problem najpierw dostrzegły elity III RP. To nie powinno dziwić, wszak są to ludzie, którzy na co dzień trwożą się o los najuboższych. Aktorzy, reżyserzy, muzycy, działacze społeczni i żyjący z pieniędzy publicznych pracownicy fundacji, które zajmują się organizowaniem szkoleń dla innych fundacji dotyczących tego, jak żyć z pieniędzy publicznych. Ci wszyscy mądrzy ludzie już dawno temu przestrzegali, żeby nie lekceważyć zagrożenia. Ale my zachłysnęliśmy się tym karnawałem i nie zauważyliśmy, kiedy wściekłe zastępy „wyznawców” Kaczyńskiego przejęły nasz kraj.

Dziś nie ma już niczego, co wyznaczałoby kierunek. Nie ma nikogo, kto odważyłby się na nowo nazywać rzeczy i pojęcia. Brałeś coś, co nie należy do ciebie? Jesteś zwyczajnym doliniarzem. Ale być może tylko realizowałeś społeczną powinność wynikającą z braku dziennikarzy w sejmie i informowałeś ludzi o ważnych społecznie sprawach? Nie wiadomo. Prawda przecież nie istnieje. Nawet memy w Internetach są już tylko nośnikiem postprawdy, służą tylko manipulacji i coraz rzadziej śmieszą. Zresztą, i tak niewielu z nas ma teraz dostęp do internetu. Ja sam wychodzę na powierzchnię tylko okazjonalnie. W zasadzie ostatnio robię to głównie po to, żeby narwać trochę szczawiu i mirabelek dla dzieci, które większość swojego czasu spędzają na tajnych kompletach. Tam poznają prawdę o dawnych dziejach Polski, bo Kaczyński i jego „wyznawcy” zafałszowali historię naszej ojczyzny. Zwykły człowiek już dawno pogubił się już w tym wszystkim. Czy Wałęsa to jednak bardziej Bolek, czy Wałęsa? Grał w Lotto czy ogrywał ubecję? Nie wiadomo. Czy ten i inny towarzyszysz, to wciąż generał, czy już nie? Kto w tych trudnych i ostatecznych czasach jest jeszcze człowiekiem honoru? Od kogo trzeba się odpieprzyć, a od kogo odpieprzyć się nie wolno?

Są tacy, którzy mówią, że w stolicy budzi się ruch oporu. Ponoć powstają, niczym feniks z Rubikonu, ludzie prowadzeni przez światłych przywódców. Tylko oni mogą jeszcze raz spróbować podźwignąć ten wielki, dzielny naród z niewoli. Wszak buntują się przeciwko nieprawości, wszak pieśnią i pasztetem podnoszą siebie i innych na duchu. To w nich nadzieja, że jeszcze będzie w Polsce normalnie, jeszcze będzie przepięknie. Nie będziemy jak ten wściekły „wrzaskun” drażnić naszych europejskich przyjaciół, tylko zaczniemy w końcu żyć tak, jak Pan Niemiec przykazał. A to będzie możliwe tylko w silnej i stabilnej Unii Europejskiej. Tylko tam człowiek może czuć się bezpiecznie na ulicy, tylko tam wie, co czeka go wówczas, kiedy wybierze się z przyjaciółmi do kina czy teatru. Tylko tam jest prawdziwie wolny od „wyznawców” tego czy innego satrapy.

Ale nie mówcie, że was nie ostrzegano, ze nie grożono i nie pokazywano palcem. Na 53 zaprezentowane w ubiegłym roku okładki „Newsweeka” aż 11 poświęconych było Jarosławowi Kaczyńskiemu. Rzadziej pojawiał się prezydent Duda, który był bohaterem lub współbohaterem okładki 5 razy. Premier Szydło 3 razy, minister Ziobro 4 razy. Oprócz tego kilkanaście razy tematem numeru był sam PiS, który z okładki „Newsweeka” „dzielił”, był „Kiepskim”, „szalonym”, prowadził „wojnę z Polską”. Okazał się też „fałszywym obrońcą zwykłych ludzi”. Mało? A tysiąc wpisów Krystyny Jandy na Facebooku? W nich też ostrzegano was przed tym, że to się tak właśnie skończy. W setkach wywiadów udzielanych obiektywnym publicystom przestrzegał was Jerzy Stuhr i syn jego, słynny aktor Maciej z Cedyni. Ileż razy przed groźbą utraty demokracji i wojną przestrzegali was w swoich tweetach Zbigniew Hołdys i „dziadek” Kuczyński? Ileż razy konsekwencje waszych wyborów pokazywał wam słynny niezależny publicysta Tomasz Lis? Ile razy swoim pełnym mądrości dwugłosem rozświetlali wam jaskinię Radosław Sikorski i Anne Applebaum? I co? Nic. Niczego się nie nauczyliście.

Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli. Na koniec zostanie wam już tylko świt zimowy. I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta. Albo ten słynny, tradycyjny wigilijny pasztet. Smacznego!

Autor: Artur Ceyrowski
Dziennikarz, publicysta, bloger.

Źródło: tekst pierwotnie opublikowano na portalu wPolityce.pl