Po obejrzeniu programu pani Anity Gargas (program bardzo dobry mimo mojego udziału oraz…ale to zostawmy) potwierdził tylko wszystkie moje podejrzenia. Potwierdził coś jeszcze, niestety. Ta sprawa skończy się podobnie jak wszystkie, czyli niczym określonym dokładnie przez różne popularne media „europejskie”. Dlaczego? Dajmy temu spokój. Mam dwie uwagi:

Uwaga pierwsza: służby specjalne (wywiad i kontrwywiad, a nie organizacje policyjno- fiskalne) winny się zająć „rozrywkami dla Herrenvolku” jako jednym z zadań głównych (KChT) i nie może to być „wątek poboczny”. Jeśli służby te uważają się za „ważne” dla takich celów, to niech idą na naukę do FBI lub wywiadu i kontrwywiadu brytyjskiego oraz niech nauczą się co to jest KChT i jak się tworzy materiały nacisku.

Uwaga druga: nie przesądzam i nie oceniam roli klubu Grey. Pracownicy tego klubu skontaktowali się ze mną, mówiąc o „niesprawiedliwej ocenie”. zaproponowałem występ w moim programie i przedstawienie własnych wersji oraz stanowiska. Nie chcą. Mam nadzieję, że się zdecydują. Mam, natomiast, jedno pytanie do nich:

Czy prawdą jest, iż poprzez różne „łańcuszki” właściciele klubu Grey powiązani są z firmą handlującą złotem o dźwięcznej nazwie „Mennica Wrocławska”? Taką informację otrzymałem i chcę ją zweryfikować.

Wszyscy, którzy maja dość szumu w tej sprawie powiem jedno: media zaraz znajdą inna historie, a takie sprawy pozostaną zamiecione pod dywan. Dlatego trzeba robić szum, by władza w końcu zajęła się problemem Herrenvolku. Nie należy tylko robić cyrku, jak to czynią niektóre agencje…nie napiszę jakie, bo są one zaprzeczeniem profesjonalizmu.

Mojego postu opublikowanego na FB o walce z Herrenvolk nie wzięliście poważnie. Niestety, czasem tylko publikowanie sygnałów o jego działaniach jest jedyną możliwością tej walki. I to chcę teraz zrobić. Ogólnie, bo nikt nie chce rozmawiać na temat, który opiszę poniżej.

Dostałem kilka informacji o aresztowaniu w ubiegłym tygodniu przez policję śląską osoby złapanej w pułapkę pedofilską. Mężczyzna ten, lat około 60, umawiał się przez Internet z dziesięcioletnim dzieckiem. Na spotkanie przyszła kobieta i policja. Zarzuty postawiono, lecz o sprawie cicho, a obwiniony twierdzi oczywiście, że „padł ofiarą prowokacji”, mimo, że wiedział, iż jego rozmówca internetowy, prowadzący dość frywolne rozmowy, jest dzieckiem. Dlaczego cicho? To tez oczywiste w naszej rzeczywistości. Chodzi o dobro ofiary. Tak się zawsze mówi, lecz chyba nie w każdym przypadku.

W tej historii chodzi o „dużo mogącego” etatowego działacza jednego ze związków zawodowych, działających w jednej ze śląskich fabryk (nie kopalni) należących do potężnego koncernu.

Też zakładam, że może to być prowokacja przeciwko związkom, lecz komputer to maszyna i nie potrafi kłamać. Logi mówią prawdę, a zbyt często po roku 1990 działalność związków zawodowych, etatyzm i cyniczne dogadywanie się z pracodawcami, szczególnie wielkimi i czasem wbrew tym, których związki powinny bronić, powoduje, iż wątpię w taką prowokację. To też jest Herrenvolk. Przynajmniej na poziomie szefów. Nota bene znam przypadek człowieka, który kiedyś zgubił broń, tak twierdzi, i dzięki układom stał się nagle działaczem związkowym, prominentnym i popieranym przez dawny mainstream. I nikt nie pamięta, że kiedyś te związki zwalczał pałą.

Postanowiłem zacytować komentarz z postu o aresztowaniu na Śląsku.

„W „pułapce pedofilskiej” nie ma żadnego przestępstwa bo złapany „pedofil” nie umawia się z żadnym dzieckiem tylko z osoba udającą dziecko na czacie. Jest to podżeganie do przestępstwa. Paradoskalnei to „łowca pedofili” może osiągać pewne podniecenie seksualne wcielając się w rolę dziecka ,”łowca” też może być nienormalny”

Paradoks polega na tym, że zgadzam się z tym komentarzem do pewnego stopnia. Oczywiście, że jest to „zaproszenie do przestępstwa”, ale prowokacja policyjna istnieje jednak w procedurach działania. Oczywiście, że „łowcom pedofili”, szczególnie tym „słynnym” przyjrzałbym się dokładnie, gdyż ich działalność często służy szantażom i neutralizacją osobistych wrogów. To jest sprawa na inny post i pomijam to teraz.

Jest jednak jedno „ale”. W „pułapkę pedofilską”, organizowaną przez policję nie wpadają ludzie „czyści”. Najpierw muszą istnieć jakieś podejrzenia, jakieś ślady, które potrzebują wsparcia. W kontrwywiadzie nazywaliśmy to kombinacją operacyjną. Chodzi także o świadomość. Jeśli ktoś ogląda w Internecie określone strony i natrafia na dzieci w seksualnych pozycjach. Widzi obraz i zaczyna dość frywolnie z tymi dziećmi rozmawiać, a następnie świadomie umawia się z postacią z internetu, której zdjęcie widzi i wie, że jest to dziecko, a także definiuje cel spotkania, to chce popełnić przestępstwo, a nawet już je popełnił, gdyż pornografia dziecięca jest przestępstwem, a on w nim uczestniczy. Mógł przecież wyłączyć się lub zgłosić stronę odpowiednim organom.

Dostaję całą masę zaproszeń. Jeśli widzę zaproszenie od „call girl” lub od dzieci, to usuwam, oznaczam jako spam, a gdy owo dziecko ma zdjęcia sugerujące seksualność, to zgłaszam profil do administracji FB. Jestem świadom tego, co robię, nie wiem czy to prawdziwy profil, nie rozpoczynam dyskusji i staram się go „spenalizować”, bo jest to czyn zabroniony.

W naszym przypadku tak się nie stało.