Co do zasady – prawda!

Oba projekty, zarówno ZSRR jak EU odwołują się do oświeceniowych zasad i wartości Rewolucji Francuskiej. Trzeba pamiętać, że po śmierci Stalina państwo sowieckie zasadniczo odeszło od postulatów twardego komunizmu, dopuszczało w pewnym zakresie prywatną własność środków produkcji oraz prywatną własność rolną. Jego opresyjność wynikała zasadniczo z upowszechnienia się partyjnej dyspozycyjności jako podstawowej kategorii awansu społecznego, przemocowego rugowania alternatywnych koncepcji rozwoju społecznego poprzez mechanizm fasadowej demokracji oraz drenowania zasobów państwa przez wszechwładną nomenklaturę.

Widać tu wiele analogii z systemem UE. Ściśle nomenklaturowo rozdzielane koncesje zostały co prawda zamienione na „obrotowe drzwi” między elitą biznesu i polityki, lecz schemat jest podobny: oderwanie od bazy demokratycznej, sztywny zrytualizowany język polityki unijnej, i rosnąca przemocowość administracji brukselskiej coraz częściej karzącej niesfornych różnymi szykanami i wykluczającej ich z debaty publicznej.

I ZSRR i UE kierują się przy tym specyficzną racjonalnością systemów totalnych, które są gotowe tolerować nawet jawny bandytyzm, jeśli tylko werbalnie podziela on ich „wartości” a są gotowe gnębić każdy przejaw sprzeciwu, jeśli wyrasta on z odmiennego rozumienia tychże „wartości”…

I dla ZSRR i dla UE największym zagrożeniem był/jest własny demos, więc w obu przypadkach skonstruowano ściśle koncesjonowany system pośredniej reprezentacji i kontroli nad mediami uniemożliwiający lub bardzo mocno utrudniający przebicie się opinion dysydenckim, ale oferujący szybką ścieżkę awansu tym, którzy wygłaszają poglądy bliskie elitom.

Prace prowadzone w UE nad prawem przeciwdziałającym tzw. „mowie nienawiści” nieprzyjemnie przypominają ustawy o cenzurze znane z czasów ZSRR. Słowa pani von der Leyen o zagrożeniach płynących ze strony niepoddanych ścisłej kontroli mediów społecznościowych są wręcz kalką z języka partyjnego komunistów.

Wydaje się, że nasze polskie marzenie o wolności skończyło się szybciej niż można było pomyśleć. Nasz kraj zawsze jest zbyt słaby, aby zapewnić sobie niezależność od obcych mocarstw a te zawsze domagają się posłuszeństwa – niezależnie od tego, czy są ze wschodu czy z zachodu. Jedyna różnica taka, że na wschodzie posłuszeństwo wciąż egzekwuje się kastetem i karabinem, podczas gdy na zachodzie wystarczają na ogół limity w koncie bankowym i ograniczenia dostępu do usług publicznych.

Czytaj więcej.