Marcin Palade pisze: „Jednym z powodów rozpadu koalicji rządowej w Niemczech jest brak zgody FDP na kontynuację, w dotychczasowym kształcie, polityki klimatycznej. Przy nowym rozdaniu w Waszyngtonie będzie łatwiej, bo tam zwolenników tego wariactwa będzie teraz jak na lekarstwo„.
Oczywiście!
Komisja Europejska pod przywództwem Ursuli van der Leyen podjęła szereg katastrofalnych decyzji strategicznych. W szczególności – pomimo narastającego zagrożenia rosyjskiego a ostatecznie wojny na Ukrainie i „zagęszczającej się” z tygodnia na tydzień atmosfery międzynarodowej, Komisja nie była w stanie urealnić swoich fatalnych w skutkach polityk klimatycznych.
Mówiąc wprost – postawiona wobec trylematu:
kontrakt społeczny – polityki klimatyczne – obronność
Unia Europejska zdecydowała się docisnąć ile wlezie komponent klimatyczny oszczędzając na obronności i dobrobycie obywateli.
Kosztem okazała się spadająca na pysk produkcja przemysłowa i malejąca konsumpcja – czyli realnie zubożenie społeczeństw a w konsekwencji – spadek dochodów państw. Jeśli dodać do tego szalone polityki imigracyjne lewicy – mamy gotowy przepis na narastanie konfliktów społecznych, co właśnie obserwujemy w całej Unii w postaci gwałtownego wzrostu poparcia dla prawicowych partii populistycznych.
Jednym słowem – z powodów ideologicznych oraz bezwładności systemu Unia Europejska nie wykonała w porę koniecznej aktualizacji swoich polityk obliczonych na „dobre czasy” i radośnie brnęła w bagno.
Stąd ogromne nadzieje pokładane w Kamali Harris – jej prezydentura miała dać Unii perspektywę utrzymania polityk klimatycznych we wmiarę niezmienionym kształcie za cenę dalszego wsparcia wojskowego udzielanego przez USA. Wygrana Trumpa de facto przekreśliła te plany i mamy tego pierwszy efekt w postaci upadku koalicji „świateł drogowych” w Niemczech.
Co będzie dalej?
Ponieważ w europejską transformację energetyczną zostały zaangażowane wielkie interesy i kapitał polityczny kluczowych graczy – będziemy świadkami wielkich napięć w UE. Codziennie będziemy wysłuchiwać też umoralniających tyrad wyjaśniających, dlaczego musimy za wszelką cenę „ratować klimat” (tak, jakby kilkuletnie opóźnienie miało tu jakiekolwiek znaczenie) rezygnując z dobrobytu. Zarazem – koszt i ryzyko związane z obronnością będzie przerzucane na kraje naszego regionu a za wszelką partycypację krajów Europy Zachodniej będzie nam wystawiany suwerennościowy rachunek: Oddajcie nam władzę nad polityką zagraniczną! Oddajcie nam władzę nad polityką obronną! Itd.
Bruksela dołoży wszelkich starań, aby działając w logice doktryny szoku zmusić nas do ponoszenia jeszcze większych kosztów „federalizacji” za cenę wyzbycia się kompetencji decyzyjnych w kluczowych dla nas obszarach, w ten sposób ratując znajdujące się w coraz większym impasie liberalno-lewicowe elity państw Zachodu.
Normalny rząd próbowałby temu przeciwdziałać prowadząc samodzielną politykę wobec USA, ale nie rząd Tuska! Już teraz słyszymy głosy polityków Koalicji, że zwycięstwo Trumpa oznacza dla nas konieczność „zacieśniania” współpracy w Europie, przy czym współpraca ta jest zawsze nader jednostronna.
Kompletny brak asertywności rządu Tuska na forach europejskich wynika przede wszystkim ze świadomości prostego faktu: możliwość utrzymania się lewicy liberalnej u władzy w Polsce zależy wprost od politycznego poparcia Brukseli. Załamanie się dominacji lewako-liberałów w UE pociąga za sobą w prosty sposób koniec karier tych wszystkich Jachir, Spurków, Bodnarów i reszty tego tałatajstwa, więc będą robić wszystko, aby utrzymać swoje kompradorskie rządy.
Zostaw komentarz