Pan Piotr Gil napisał w dyskusji pod moim wpisem o kantyzmie (czytaj) coś, co jest szalenie ważne, więc pozwalam sobie przekleić to do osobnego wątku. To znakomita glossa, która zasługuje na wyróżnienie:
——————–
Problem leży właśnie w owym, „układaniu” polityki oraz sensie tegoż. Jest to w pewnym zakresie związane ze wspomnianym przez Zbigniewa Szczęsnego bezpieczeństwie ontologicznym (dzięki za wzmiankę o tym!).
W telegraficznym skrócie: idzie o to, że bezpieczeństwo to i dążenie do jego osiągnięcia oparte jest o fakt posiadania przez każdego, jednostkę czy zbiorowość, partykularnej (o ironio) wizji czy też koncepcji świata, samego siebie oraz Innych (o ironio II).
Wizja (koncepcja) ta z kolei musi być podtrzymywana w drodze realizowania zrutynizowanych praktyk. Pozwala to na rozumienie świata, siebie oraz Innych, redukuje niepewność i niepokój co do biegu wydarzeń, dostarcza gotowych rozwiązań problemów oraz wyznacza kierunki działań.
A teraz jak to się ma do meritum. W przypadku Zachodu uniwersalistyczny racjonalizm stanowi jedno z fundamentalnych założeń co do rzeczonej wizji rzeczywistości oraz wszystkiego (i wszystkich) co się na nią składa.
Dlatego problemy takie jak migracja, reformy polityki energetycznej wynikające z dążenia do zatrzymania zmian klimatycznych, rywalizacja z Rosją i Chinami są postrzegane i rozwiązywane (po anglikańsku brzmiałoby to idealnie „acted upon”) przez pryzmat owych uniwersalistyczno-racjonalnych metazałożeń.
Na przykład Polska nie może bronić „bezpieczeństwa narodowego”, cokolwiek miałoby to znaczyć z punktu widzenia zachodniej wizji rzeczywistości, bo jest to sprzeczne ze składającymi się na nią elementami takimi jak: otwartość i tolerancja, różnorodność kulturowa, poszanowanie praw człowieka, znoszenie granic i barier, antykolonializm i antyrasizm etc.
Z tych samych przyczyn nie można potępiać Rosji (nawet jeśli ta rękami wagnerowskiej barbarii ścina głowy ukraińskim żołnierzom i rakietami eksterminuje dzieci chowające się w przedszkolach w ukraińskich miastach) i żyrującej jej wojenną politykę Chin, bo w myśl zasady konwergencji jeśli będziemy z nimi współpracować, robić interesy, podpisywać kontrakty, to jakoś się dogadamy i będzie git.
Zaś Ameryka próbująca rywalizować z tymi krajami jawi się jako byt z dawnych złych czasów, w których panował narodowy szowinizm, kolonializm, imperializm i inne złe rzeczy, o których Zachód chce „zapomnieć” (to swoją drogą ciekawa kwestia, bo chodzi nie tylko o wstępowanie na „wyższe piętra” postępu cywilizacyjnego, lecz także o zbiorową pamięć kształtującą tożsamość [kluczowy mechanizm wg OntSec Theory]).
Przykłady takie można mnożyć.
I to właśnie m.in. z tej przyczyny zawsze będą istniały spory oraz nie będzie możliwości porozumienia między uniwersalistycznymi państwami Zachodu oraz nominalistycznymi (innymi słowy, o zgrozo, partykularystycznym) krajami takimi jak Polska, Estonia czy Rumunia, która to nominalistyczna i partykularystyczna postawa (stanowiąca większe zagrożenie niż islamscy terroryści czy putinowska Rosja, bo podważająca zachodnią ontologię świata, a to z punktu widzenia zachodniego Europejczyka gorsza rzecz niż zarżnięta kobieta na ulicy Frankfurtu czy zdekapitowany ukraiński żołnierz na przedmieściach Bachmutu) czyni z tych krajów „Innych”, quasi-Europejczyków, tworząc niezbędną dla zachowania (partykularnej! ale to się wytnie) tożsamości przez państwa Zachodnie hierarchię i związaną z nimi „dystynkcję”.
—————-
Od siebie tylko dodam, że USA są tu „okrakiem na barykadzie” – z jednej strony, jako zwornik zachodniego ładu liberalnego występują jako jego „młot” – światowy policjant gwarantujący pro-zachodni porządek światowy, lecz z drugiej – są głównym „producentem” ideologii, która takie zachowanie piętnuje i delegitimizuje. W wyniku tego pozostają w stanie coraz głębszego wewnętrznego rozdarcia, aporii, która ostatnio staje się już bardzo trudna do ukrycia, co ma wpływ na osłabienie pozycji międzynarodowej USA i możliwości sprawcze tego kraju.
Zostaw komentarz