Wspomnienia z Norwegii cz. 1
Zaraz po zejściu z promu, jeszcze w Szwecji, Skandynawia przywitała nas znakiem ostrzegającym przed łosiami. Dobrze, że nie przed reniferami lub trollami. No, raczej nie sądzę, co jednak oznacza, że państwo potomków Wikingów przywitało nas żartem, chociaż nikt nie spodziewał się po Skandynawach poczucia humoru.
Nasze państwo jest na coś takiego za poważne. Jest tak surowe jak skandynawska pogoda. Zero uśmiechu. Bo my budujemy autorytet państwa karami. Cały czas to powtarzam, że obalenie komunizmu polegało w Polsce na zmianie władzy, ale nie zmianie państwa. Dlatego obca władza zmieniła się na polską, ale traktuje nasze społeczeństwo jak obca.
To jest w nas tak silnie zakorzenione, że polskie władze czują się zniewolone, aby działać w Polsce zgodnie z zaborczą tradycją. Gdy w moim prawie jazdy policja wykryła błędny kod ograniczeń 02.01, nakładający na mnie obowiązek prowadzenia pojazdu w jednousznym aparacie słuchowym bez wady słuchu – wszyscy wiedzieli, że to bzdura i pomyłka, a jednak cała machina państwowa dążyła do tego, aby mnie za to ukarać. Urzędnicy i policjanci wszelkiego szczebla czuli tę presję, że za błąd zostanę ukarany ja albo oni. Lepiej więc ukarać mnie.
Myślę, że dokładnie ten sam przymus czuli urzędnicy carscy wysłani do Polski, aby dozorować polskie społeczeństwo. Oni też czuli presję, gdyż lepiej jest karać niż nie karać.
Tak samo dzisiaj policjanci czują się inwigilowani przez kamery przypięte do munduru. Miało być całkiem inaczej, gdyż teoretycznie kamerki mają pilnować, aby policjanci nie nadużywali swojej władzy, ale w naszym państwie zadziałało to odwrotnie i kamerki inwigilują policjantów, którzy czują się zobowiązani do karania, gdyż ich przełożony może zobaczyć, że bezprawnie komuś darowali winę.
Drugiego dnia Bożego Narodzenia pojechałem wieczorem z psem na spacer do Arturówka i zatrzymałem samochód tam, gdzie zawsze, ale tym razem postawiono tam znak zakazu parkowania. Wracam ze spaceru, a na kole mam założoną blokadę. Ciemno wszędzie, cicho wszędzie, pusto wszędzie, zaczyna sypać śnieg i robi się zimno, a ja nie mogę odjechać z miejsca, gdzie nie wolno stać.
Po dwóch godzinach (bo przecież były święta i nie było wielu strażników na służbie), w środku nocy, przyjechał radiowóz straży miejskiej. Strażnik bezradnie wskazał na kamerę: „Trzeba było nie stawać na wprost kamery, teraz nie można nic zrobić”. Bo ta kamerka inwigilowała jego, ale wcale nie dlatego, aby chronić obywatela, lecz wywierała na niego presję, aby karał. Więc dał mi mandat, a ja mu dziękowałem, mnąc czapkę w ręku jak chłop pańszczyźniany.
To wygląda trochę tak, jakby zaborcy przed odejściem wszczepili nam jakiś mechanizm zniewolenia działający niezależnie od nas. I teraz, działając podświadomie, robimy sobie to samo, co oni robili nam świadomie. Oczywiście można byłoby to zmienić, ale po co to zmieniać, jeżeli się do tego przyzwyczailiśmy?
Bo trochę funkcjonujemy jak społeczeństwo ruskie, któremu brak wolności rekompensuje się marzeniami o potędze. Więc my tak samo – zamiast zmieniać nasze państwo, leczyć się z zaszczepionej w nas czołobitności wobec władzy, wyzwalać społeczeństwo z biurokratycznego zniewolenia, a policję i sądy poddawać terapii, aby pozbyły się traumy po pełnieniu roli organów represyjnych wobec społeczeństwa – rekompensujemy sobie brak wolności marzeniami o pokonaniu Rosji.
Tymczasem Szwedzi przywitali nas żartobliwym znakiem ostrzegającym przed łosiami. Nie obawiali się, że może na tym ucierpieć autorytet władzy. I od razu wszystkim zrobiło się miło na lodowatej ziemi Wikingów.
Zostaw komentarz