Sprawa poważna. Koronawirus i rekacja na niego. Wróciliśmy z Jastrzębiej Góry. Na samej plaży tłok był średni. Ludzie „rozkładali” się na plaży ze swoimi rzeczami – namiotami, by osłonić się od słońca i włożyć do nich swoje rzeczy osobiste, picie, jedzenie itd., zazwyczaj w pewnej odległości – nie ze względu na koronawirusa – tylko ze względu na chęć zachowania trochę prywatności i intymności. Obok rozstawili się Czesi – kilkanaście osób – oni także się odgrodzili parawanami, ale zachowywali się swobodnie.
Generalnie nad polskim Bałtykiem jest bardzo tłoczno, ale nie tak przeraźliwie, jak zwykle to bywało przed tzw. pandemią. Na tyle tłoczno, że wirus musiałby być wyjątkowo niezjadliwy, by się nie przenosić, a jednak dopiero od kilku dni polskie władze podają coraz wyższe statystyki dotyczące tzw. zakażenia nad Bałtykiem. Tłumy są przede wszystkim na tzw. nadbałtyckich Krupówkach, czyli w pasażach handlowych – tam prawie nikt nie nosi maseczek.
Poza tym obostrzenia naprawdę są idiotyczne. Nie mogliśmy zdjąć maseczek na wspólnej jadalni do momentu, gdy nie usiedliśmy przy swoim stałym, systematycznie dezynfekowanym stoliku. Potem ściągaliśmy i jedliśmy, oddychaliśmy – więc w przestrzeń wyrzucaliśmy jakieś wirusy, zarazki i bakterie. Nie ma opcji, by w pomieszczeniu się one nie unosiły i nie docierały do innych. Przecież wirus nie spada na ziemię natychmiast – nie jest tak przecież ciężki.
Obsługa hotelu zachowywał się zgodnie z przepisami – bezwzględnie. Gorzej było z gośćmi – sądząc po rejestracjach – praktycznie cała Polska – najmniej przepisami Szumowskiego przejmowali się warszawiacy. Nie wiem czy to dobrze, czy źle.
No i na koniec – ogólne wrażenie: plaże czyste – to naturalne, że po ich użytkowaniu jakieś tam śmieci się pojawią, ale je sprzątano; ceny pobytu i jedzenia – także w knajpkach i restauracjach – normalne. Jeśli ktoś ma czas i ochotę – to jednak polecam polskie wybrzeże.
Fot. scren YouTube
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
Ciekaw jestem, skąd rząd wie o wzroście zakażeń na Wybrzeżu. Czy zakażeni sami się zgłaszają czy może przy wyjściu z plaży stoi punkt obowiązkowych badań? Wszystkie statystyki zakażonych są wyssane z palca!