1. Mija właśnie 15 miesięcy od kiedy Polska nie ma ambasadora w Pradze. Pewnie by się przydało, byśmy mieli ambasadora w Pradze, ale rzecz w tym, że miłościwie nam panującym wybranie kandydata zajęło równo rok. Nie wiem czy odwołana ambasador jest winna będącego powodem jej odwołania mobbingu czy nie (do wyroku w postępowaniu nakazowym został wniesiony sprzeciw, co oznacza, że musi odbyć się normalna rozprawa), ale wiem, że w sprawie odwołanej ambasador nie chodziło o mobbing, ale o zemstę na W. Waszczykowskim. Mobberów w MSZ jest skądinąd tylu, że można byłoby odwołać sporą grupę ambasadorów i dyrektorów, więc tym bardziej skoro uderzono w jedną tylko osobę to jasne jest, że nie o żaden mobbing chodziło. Skoro zaś tak to można było – zakładając, że były po temu powody – odwołać ambasador, ale tak, by następca był już wyłoniony i trafił do Pragi niemal na „zakładkę”.

2. Polska, skądinąd po raz kolejny, ma nieobsadzoną ważną placówkę. Dowodzi to indolencji kierownictwa MSZ. To, że takie przypadki miały miejsce również wcześniej nie jest żadnym usprawiedliwieniem.

3. Nowy ambasador musiał poczekać na agrement. Wcześniej bowiem Polska z zupełnie nieznanych przyczyn opóźniała wydanie agrement ambasadorowi Czech. I o to, z tego co wiem z rozmów z moimi czeskimi przyjaciółmi z MSZ w Pradze, a nie o żaden Turów chodzi. Chodzi o to, że Czesi mają dość traktowania ich z góry przez Polskę. Kwestia agreement dla ich ambasadora była bowiem jedynie jedną z wielu spraw, w których Praga poczuła się traktowana bez szacunku. I dlatego, mimo, iż Czesi wiedzą, że ws. Turowa przelicytowują, nam nie odpuszczą.

4. Tyle a propos pisowskiej wizji Polski jako lidera regionu.

Fot: Materiał prasowy PGE GIEK

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)