W październiku pisałem o tym, że Berlin i Waszyngton bliskie były porozumienia nawet pod rządami Trumpa. Nasi rodzimi wielbiciele Trumpa zapewne dalej będą śnic swoje historie alternatywne, tyle, że nie ma to już żadnego znaczenia. To, że administracja Bidena porozumie się z Niemcami jest bowiem oczywiste. Innymi słowy pomysł, skądinąd zawsze będący wyłącznie iluzją, zastąpienia przez Polskę Niemiec na mapie amerykańskich interesów jutro – wraz z inauguracją Bidena – zostanie już na dobre pogrzebany. Tak samo jak kilka lat wcześniej pogrzebany został pomysł lewarowania naszej pozycji w UE via Londyn.
Innymi słowy wracamy do tego, co nam zawsze wychodzi jako narodowi najgorzej. O ile bowiem sny o potędze i skokowym wzroście naszego znaczenia wychodzą nam doskonale, to już praca organiczna – mozolne budowanie sojuszy, poprawianie relacji z sąsiadami (nawet tymi trudnymi), sprawna dyplomacja, dobry wywiad etc. wychodzą nam dużo słabiej.
To, że PiS chciał wysoko licytować i miał ambicje w polityce zagranicznej nie jest samo w sobie złe. Problem polega na tym, że licytował nie licząc się z tym jakie inni mają karty, swoje wyceniając ponad ich realną siłę, nie rozumiejąc zasad gry, blef traktując jako stan faktyczny i zdecydowanie za często grając va banque. Jutro iluzja się tymczasem kończy.
Wpis z października
https://www.facebook.com/witold.jurasz.16/posts/1580415275478843
Bardzo ważne przemówienie szefowej niemieckiego resortu obrony (vide link), która potwierdza plotki sprzed okoła miesiąca, że Niemcy i Stany Zjednoczone wracają do bliskiej współpracy i do koncepcji „Partnership in Leadership”. Zarys porozumienia jest w przybliżeniu taki, że Berlin zablokuje pomysły Paryża, zdystansuje się od Moskwy (co niekoniecznie oznacza koniec NS2) i będzie w porozumieniu z USA zarządzał Europą. USA z kolei będą poważniej, niż do tej pory, brać pod uwagę interesy Niemiec. Porozumienia nikt nie będzie z pompą ogłaszał bo nastroje antyamerykańskie w Niemczech i antyniemieckie w USA są jeszcze za silne, ale już od jakiegoś czasu widać, że wzajemna retoryka łagodniała.
Niemcy zrozumiały, że kłótnia z USA ich osłabia, a Amerykanie, że nie mogąc się porozumieć z Paryżem i Moskwą i nie mogąc zarazem polegać wyłącznie na Londynie muszą porozumieć się z Berlinem. Waszyngton idealnie bowiem lewaruje Berlin, a Berlin z kolei idealnie lewaruje Waszyngton.
Innymi słowy pogrzebany zostaje jakikolwiek koncept autonomizacji Europy jako samodzielnego podmiotu, a już tym bardziej jakikolwiek koncept euroazjatycki. Pogrzebane są też przy okazji złudzenia (bo były to tylko złudzenia), że oto Stany Zjednoczone postawią na Polskę jako mocarstwo (swoją drogą zabawne, że ktoś był w stanie uwierzyć, że mając prawie ośmiokrotnie mniejszą gospodarkę możemy zamienić Niemcy jako partner Stanów Zjednoczonych).
Dla naiwnych sądzących, że oto trzeba grać na Europę przeciw USA to zła wiadomość, ale jeszcze gorsza wiadomość jest to dla PiS, gdzie uwierzono, że należy grać na USA przeciw Niemcom. Grać bowiem trzeba było zawsze na Zachód. Dla mnie to satysfakcja, bo zawsze twierdziłem, że spór Waszyngtonu z Berlinem jest zaledwie taktyczny i że obydwa państwa za dużo łączy, by się na serio pokłócić. Swoją drogą zawsze mnie uderzało to, że Rosjanie pisząc o sporach Berlina z Waszyngtonem w tekstach dla ludu pisali o końcu sojuszu, a w tekstach poważnych, że nic się nie zmieni.
https://www.bmvg.de/en/news/speech-akk-presentation-steuben-schurz-media-award-3856630?fbclid=IwAR0o84IS9UBBe-Ioheqe3i35H95k0gPLGAnvHjfda-z6uy3u-BoNjpqcyAY
Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)
Chyba cieszy się Pan trochę na wyrost? Z tym grzebaniem możliwości dalszej dobrej współpracy USA z Polską aż tak przesadzać nie należy bo jak wiadomo USA maja interes by w Polsce być i pilnować dostaw swojego gazu i umacniając strefę wpływu będąc straszakiem dla zapędzającej się w swoje dawne strefy Rosji, a skoro mowa o blefie to z jakiej okazji należy uważać że słowa niemieckiej polityk to tez nie jest blef a jakaś choćby półprawda? Chyba wie Pan równie dobrze ze politycy na ogół blefują, a niemiecka polityka nie ma sobie pod tym względem wielu równych na świecie? Więc niemieccy politycy jak mówią, to mówią prawdę? No to gratuluję poczucia rzeczywistości. To tylko zagranie pod publiczkę – na razie maja (nie)pobożne życzenia, a co z nich wyjdzie i za czyją sprawą to się jeszcze okaże. Ważne będzie to jak umiejętnie strona polska rozegra nowy układ i co na nim zyska. Nic nie jest aż tak jednostronne jak Pan o tym myśli, tylko jak się wierzy w propagandę mediów rządowych i niemieckich polityków to faktycznie można mieć potem dosyć mylny obraz rzeczywistości. A kto z kim się dogada i jak – to inna sprawa.