Usłyszałem najpierw od jednej, a następnie od dwóch kolejnych osób, że podobno polska polityka wschodnia jest skuteczna. Nie tak ogólnie, w metafizycznym sensie, ale tu i teraz, gdy właśnie okazuje się, że przegraliśmy na Białorusi wszystko co można było przegrać, a na Ukrainie jesteśmy drugorzędnym graczem.

Co ciekawe podobno polska polityka zagraniczna na kierunku białoruskim również jest sukcesem. Tu i teraz.

Jest zaś nasza polityka sukcesem, gdyż Białorusini… zaczęli się odwracać od Rosji. Już pomijając nawet to, że zmiana jest bardzo nieznaczna i nie wiadomo na ile trwała, to przede wszystkim wolałbym, żeby Białorusini choćby i uwielbiali Rosję, ale żeby na Białorusi nie było rosyjskich baz wojskowych, niż żeby Białorusini Rosję lubili mniej, ale mieli rosyjskie bazy u siebie na terytorium. Okazuje się, że jesteśmy jednak w stanie zakłamać nie tylko historię, ale i teraźniejszość. Gdy zaś ta teraźniejszość stanie się przeszłością na jej podstawie zbudujemy koleje mity. I tak bez końca.

O czym świadczy powyższa „narracja”? Ano o tym, że szykowana jest już opowieść o moralnym zwycięstwie (a te jak wiadomo podobnie jak „danina krwi” są zarzewiem naszych przyszłych „zwycięstw”). To zaś prowadzi do fundamentalnego pytania. Co się zmieni w w polskiej polityce wschodniej gdy (raczej „gdy” niż „jeśli”) Rosjanie już w pełni opanują Białoruś?

Nic.

Nic się nie zmieni, bo za bardzo lubimy wierzyć w usypiające nas bajeczki. Przede wszystkim jednak dlatego, że za dużo ludzi ma interes w tym, by się nic nie zmieniło i za mało ma odwagę cywilną by klęskę nazwać klęską. Jak więc będzie?

Tak samo.

Kadry są, ideologię się dorobi i będzie tak samo. „Kto będzie kim” mógłbym już od ręki napisać na podstawie „kto jest kim” bo to, z nielicznymi wyjątkami, będzie ten sam skład co zawsze. Nawet wiadomo, kto przeprowadzi służących dziś PiS do nowego, postpisowskiego układu. No ew. kilka osób się dyskretnie schowa.

Liczyć się będą moralne racje, a nie wyniki. Zwyciężać będą koncepcje moralnie słuszne, a nie skuteczne. I będzie tak samo. Pewnego zaś dnia powiemy zdumionym Niemcom, Brytyjczykom i innym, że jesteśmy „ekspertami od Wschodu”.

No bo przecież jesteśmy, nieprawdaż?

P.S. tak przy okazji zaś – mądry pozytywizm przegrywa w Polsce z głupotą romantyczno – mesjanistyczno – insurekcyjną nie dlatego, że nie ma pomysłu i programu, ale dlatego, że ludzie myślący są w Polsce gorzej zorganizowani od głupców i dlatego, że zastępy miernot i konformistów zawsze wybierają „romantyków”. Jak się nic nie umie to z natury zmierza się do tych, którzy specjalizują się w tłumaczeniu tego, że co prawda nic nie wyszło, ale ma się moralnie rację.

Autor: Witold Jurasz
(tekst pochodzi z konta Witolda Jurasza na Facebook’u)