„Stany oskarżają Chiny, Chiny oskarżają Stany, a jak znam życie, to zmontowali to Ruscy”. To cytat z mojego znajomego, który choć dosyć ryzykowny, to jednak wypowiedziany został przez kogoś, kto w podobnym stopniu, a może i większym ode mnie interesuje się dosyć wnikliwie tym, co piszczy w międzynarodowej trawie.

Zostawiając jednak owych „Ruskich” na boku, warto zważyć na pewnie ogólnikowe i dosyć chyba pochopne stwierdzenia jakie już zdążyły się tu i ówdzie ukazać, że Chiny wygrały III wojnę światową i to bez jednego wystrzału. Otóż chyba jednak jeszcze nie wygrały a wystrzał właśnie padł i to nie mały. Kurz po tym wystrzale będzie opadał długo, a wojna to dopiero może być.

Wszyscy wiedzą, a przynajmniej powinni, że najważniejszą rzeczą w biznesie czy polityce, jest – UWAGA – też zaskoczeni jesteście? Wiarygodność! Tak wiarygodność. O ile tzw. masom można cisnąć najrozmaitsze baśnie pod różnymi postaciami w celu, czy to przykrycia niewygodnych faktów, czy też w celu marketingowego przypodobania się, to ludzie podejmujący decyzje w najważniejszych sprawach, sami dla siebie, ale zawsze chcą znać prawdę. Bo tylko prawda pozwala podejmować właściwe decyzje. A ludzie na najwyższym szczeblu oraz milusińskie, co to zawsze gdzieś cieniem chodzą, zawsze dbają o to, aby informacje mieć akurat sprawdzone.

Póki co, coraz częściej dochodzą głosy, że dane z Chin dotyczących ilości zakażeń i zgonów spowodowanych koronawirusem są, już nawet nie mało wiarygodne, co wręcz ponoć kompletnie od czapy. Istnieje domniemanie, że ilość zgonów w Chinach idzie w miliony. Stwierdzono to na podstawie raportów dwóch dużych operatorów sieci komórkowych w Chinach, którym ubyło abonentów. Łącznie coś około 12 milionów. Przeszli do Play? Nie sądzę.

Istnieją uargumentowane teorie, a raczej plany, aby przemodelować system łańcuchów dostaw i przewartościować wagę uczestnictwa w ogólnoświatowej imprezie Chin. Pojawia się wiele głosów, że sytuacja, w której tak potężna ilość produkcji związanej bezpośrednio z ochroną zdrowia jak sprzęt, środki ochrony czy leki, nie mogą być skupione aż tak mocno w jednym miejscu na świecie. Inni z kolei forsują tezę, że udział Chin w szeroko rozumianym procesie podwykonawczym w ramach globalizacji, jest zbyt duży na dużo większej ilości płaszczyzn.

Pytań jest zatem całe mnóstwo. Co będzie gdy to wszystko wreszcie się skończy? Co będzie gdy dojdzie do jeszcze większego zwarcia pomiędzy USA a Chinami? Co będzie gdy dojdzie do zwarcia Euro-Kominizmu-Pacynkowego z komunizmem Chińskim?

Tutaj akurat niewiele należy się spodziewać, bo Unii już nie ma. To, że trwa jako wytwór biurokratycznych umysłów takich gnomów jak Tusek czy reszta wciśniętych na siłę w garnitur cycków, nie ma żadnego znaczenia. ŻA_DNE_GO !!! Ale gra w statki pomiędzy największymi nigdy nie odbywa się bez oberwania rykoszetem tym mniejszym.

Co będzie jeśli rozjuszona Ameryka nałoży nie tylko bardzo wysokie cła, ale wręcz embarga na towary z Chin? Niezależnie od tego czy będą je produkowały amerykańskie firmy?

Politycy wbrew pozorom, nawet w demokratycznych krajach, mają na prawdę duże możliwości. To, że brakuje im żołędzi w spodniach, żeby je wdrażać, to inna rzecz, ale możliwości mają wiele. A co jak co, ale prezydent i administracja największego mocarstwa świata ma do powiedzenia bardzo wiele.

Co jeśli tzw. świat zachodu zamknie się na świat wschodu w dużej mierze? Co jeśli największe biznesy amerykańskie i europejskie zaczną wynosić się z Chin? Na pewno nie zrobią tego wszyscy. Co jeśli globalizacja odwróci się szybciej niż myśleliśmy?

Europa będzie musiała wybierać i wrócimy do stref wpływów. Czy państwa europejskie są w ogóle gotowe na nowy model? Nie są, bo każde państwo europejskie stoi w rozkroku nie tylko wobec świata atlantyckiego i Euro-Azji. Państwa europejskie stoją w sprzeczności wobec siebie wzajemnie.

Francja i Niemcy mają nawet między sobą odmienną wizję nurtu prowadzenia polityki kontynentalnej. Czechy w ostatnich dniach wyraziły zdecydowane niezadowolenie polityką Unii. My – wiadomo. Grupa Wyszehradzka – widzi co się dzieje. Gdzieś tam w tym wszystkim pląta się jak zwykle Kreml. Ameryka naciska, Chiny nie pozwalają się nacisnąć, Ruscy siedzą cicho (a to nigdy nic dobrego nie wróży), Europy nie ma. Kraje tzw. bliskiego wschodu podnoszą głowy, oswobodzone lekko spod nieudolnego zarządzania Ameryki w regionie. Kocioł, kocioł, kocioł.

Wojna to dopiero może być. I owszem, może i odbędzie się bez jednego wystrzału, ale politycznych trupów i systemowych ofiar będzie raczej sporo. I prawdę mówiąc nie uważam, aby Chiny wybitnie na tym skorzystały. Chociaż who knows . . .

Gdybym był filozofem po UJ i czerpał z energii kosmicznej, to pewnie znałbym odpowiedzi na te wszystkie pytania, a tak . . . Pozostaje jedynie dumać.

Autor: Artur Świątek