Nikt nie wie, po co nam nowa wojna z Iranem. Trump wygłasza jakieś komunały w stylu, że jeżeli reżim irański nie zawrze porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi, to może się zdarzyć coś strasznego. Z tego można wyciągnąć dowolne wnioski. Na przykład, że chodzi o program nuklearny Iranu.

To jednak rodzi kilka wątpliwości. 22 czerwca amerykańskie B-2 zbombardowały ośrodki nuklearne w Iranie i Trump ogłosił, że irański program nuklearny został zlikwidowany lub cofnięty o wiele lat. Czyżby więc to było kłamstwo? Czy ówczesny atak był nieskuteczny?

Atak na Irak w 2003 roku także był uzasadniany obawą, że Irak produkuje broń masowego rażenia. To było kłamstwo, gdyż Irak nie miał takiej broni, ale przynajmniej jasno tłumaczono powody wojny. Jeżeli teraz uzasadnienie dla wojny z Iranem przybiera formę bełkotu, w którym broń masowego rażenia pojawia się jedynie gdzieś na marginesie – jeszcze trudniej jest uwierzyć, że naprawdę chodzi o tę broń.

Być może więc chodzi o ochronę ludności? Irańskie władze brutalnie i krwawo stłumiły protesty przeciwko władzy. Bez wątpienia amerykańskie naciski na powstrzymanie tych represji byłyby uzasadnione – ale miesiąc wcześniej, gdy trwały protesty.

Ponadto nic nie wskazuje, że Stany Zjednoczone szykują się do inwazji lądowej na Iran. Jeżeli więc atak militarny zostanie ograniczony do ostrzału z wody i powietrza, trudno uznać to za korzystne dla ludności cywilnej. Jeszcze trudniej będzie uwierzyć, że doprowadzi to do obalenia rządu ajatollahów i przysporzy sympatii Stanom Zjednoczonym. Raczej należy się spodziewać konsolidacji społeczeństwa irańskiego wokół władzy w postawie antyamerykańskiej.

Wiem, że dla wyznawców Ameryki zrozumienie intencji prezydenta Trumpa nie jest najważniejsze. Ich świat opiera się na założeniu, że każdy pokaz amerykańskiej siły jest korzystny dla Polski. Ja jednak próbuję odnaleźć sens w tej wojnie.

Siłą napędową światowej polityki jest rywalizacja Stanów Zjednoczonych z Chinami, której epicentrum znajduje się na Bliskim Wschodzie. Nawet wojna ukraińska jest dla mnie bardziej wojną bliskowschodnią niż europejską.

Podstawą amerykańskiej pozycji na Bliskim Wschodzie jest sojusz z Izraelem. Pozycję Izraela stabilizował mit niezwyciężonej potęgi militarnej, gotowej do bezwzględnego i nieproporcjonalnego użycia siły w obronie swojego bezpieczeństwa.

Ten mit runął po ataku palestyńskim 7 października 2023 r. Nastąpiło wówczas ujawnienie niepewnej sytuacji Izraela, otoczonego przez morze wrogów, co jednocześnie doprowadziło do osłabienia pozycji Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie.

Nawet najbardziej brutalny odwet wobec Strefy Gazy nie przywróci dawnej wiary w izraelską potęgę. Aby odbudować mit, na którym oparty był system izraelskiego odstraszania – skuteczniejszy nawet od Żelaznej Kopuły – uderzenie odwetowe musiałoby powalić największą antyizraelską potęgę, czyli Iran.

Dysproporcja wielkości powoduje jednak, że Izraelowi trudno byłoby skutecznie uderzyć na Iran przy użyciu broni konwencjonalnej. Myślę, że ten problem był przedmiotem zakulisowych pertraktacji między Izraelem a Stanami Zjednoczonymi. Zawsze powtarzam, że polityka międzynarodowa jest jasna i zrozumiała, a niezrozumiała staje się wtedy, gdy przemilczane jest to, co najważniejsze.

Jeżeli jednak uwzględnimy możliwość, że Izrael gotowy jest do odbudowy wiary we własną potęgę z użyciem wszelkich dostępnych środków – niezrozumiała postawa amerykańska staje się bardziej zrozumiała. Chodzi o powalenie Iranu na kolana metodami konwencjonalnymi, aby uchronić świat przed izraelskim atakiem z zastosowaniem broni niekonwencjonalnej.

Sądzę, że podobny sens miała tamta wojna z czerwca 2025 roku. Pośpieszny atak amerykański na irańskie ośrodki nuklearne miał na celu powstrzymanie dużo groźniejszego ataku izraelskiego. Tyle tylko, że wbrew informacjom medialnym – ten atak był zapewne średnio skuteczny. Być może więc naprawdę chodzi tu o zagrożenie użycia broni masowego rażenia, ale w odwróconym znaczeniu.

Oczywiście ta gra bliskowschodnia jest jeszcze bardziej skomplikowana, gdyż pomijamy tu rolę Chin oraz Rosji, częściowo zneutralizowanej przez wojnę na Ukrainie. Tym bardziej ta gra jest niebezpieczna.

Jak się skończy – nie wiem. Mam nadzieję, że na straszeniu. Bo z powodu Ukrainy wojna światowa nie wybuchnie, ale z powodu Bliskiego Wschodu może wybuchnąć.