Woźny zasnął tylko z otwartymi oczami. Nigdy ich bowiem nie zamykał, bo zawsze chciał wszystko widzieć.

Wszyscy myśleli, że umarł, ale on nie umarł.

I postanowił wrócić na Uniwersytet. Bo tam miał kilka takich miejsc, gdzie czuł się u siebie. Zwłaszcza w garażu podziemnym. Tak się odnajdywał i rozkwitał. Wtedy stawał się prawdziwym Człowiekiem.

Wieść o nieumarciu Woźnego poważnie zaniepokoiła Rektora pana.

– Jak to nie umarł? – zapytał beznamiętnie. Przecież miał umrzeć.

Ale nie umarł i powiedział, że wróci. Tylko musi odpocząć. Bo niedoszłe umarcie kosztuje wiele sił witalnych.

No i książka pisze się dalej… Niestety.