Dwaj wrocławscy radcowie prawni, o których pisałem w poprzednim odcinku, Skiba i Wojciechowski, na przełomie lat 1990-tych i 2000-tych byli prawdopodobnie najbardziej zaangażowanymi biznesowo prawnikami na południu Polski.  Anna Kaziewicz jest osobą majętną. Prócz lwiej części udziałów w rozdrapanej prawie do końca gliwickiej firmie SILESIA sp. z o.o. jest właścicielką nieznanej z miejsca pobytu Śląskiej Grupy Inwestycyjnej „ACTIV” sp. z o.o. Ongiś we Wrocławiu. Activ została dezaktywowana. Przyjrzyjmy się jej początkom. 

5 kwietnia 2002 roku we Wrocławiu przed notariuszem mgr Czesławem Kazimierzem Pauterem stawił się prezes Wrocławskiego Towarzystwa Skarbowego sp. z o.o. Krzysztof Mieczysław Kułakowski (lat) i w imieniu  tejże powołał nową. Za kapitał zakładowy miała posłużyć część wierzytelności, przysługującej WTS sp. z o.o. wobec banku.

W akcie notarialnym, w § 6 u. 2, wierzytelność jest dokładnie opisana. Tak oto powstała Śląska Grupa Inwestycyjna „ACTIV” sp. z o.o.

 

Wrocławskie Towarzystwo Skarbowe sp. z o.o. to potężna firma. Przynajmniej na papierze. Wpisana do KRS dnia 12 października 2001 roku pod numerem 0000052225 aż razi w oczy kapitałem zakładowym:

23.520.000,- zł.

W całości wniesiony… aportem! Co może być aż tak drogie? Pałac? 200 ha lasów? Ziemia należąca do mieszkańców jakiejś wioski, wszystkich razem?

Tymczasem w rubryce 4 działu 4 widnieje zapis następujący:

Już po niespełna trzech latach działalności firma stała się niewypłacalna? Pierwszy tytuł egzekucyjny pochodzi wszak z 2004 roku. Dwaj główni udziałowcy WTS sp. z o.o., posiadający po 1016 udziałów każdy, to znani już nam radcowie prawni. Trzeci, posiadający jedynie 1 udział, to Piotr Wejchert.

 

Nas jednak w pierwszej kolejności interesuje co innego. Skąd wzięła się tak monstrualnie wysoka kwota dłużna po stronie banku wobec niewielkiej wrocławskiej firmy? Przecież 2.094.000,- zł, jakie rzekomo stanowiły pretensję główną wobec Banku Polska Kasa Opieki SA w 2001 roku to… 20.940.000.000,- zł w 1992.

Suma niewyobrażalnie wielka na owe czasy. A i dzisiaj, po denominacji, dość spora.

Tymczasem z korespondencji, jaką znajdujemy w aktach sądowych, wyłania się nieco inny obraz. Otóż faktycznie doszło do pewnego zawirowania, w efekcie którego zamiast trafić do klienta, zawrócono pewną kwotę dolarów z powrotem do klienta. Ale było to jedynie 43.500,- USD.

Na dodatek bank proponuje rozmowy na temat zadośćuczynienia i pokrycia ewentualnych szkód po ich wyliczeniu. Do czego jednak nigdy nie doszło.

Nawet gdyby przyjąć, że szkoda jest równa kwocie dolarów, widniejącej na piśmie, to nadal trudno zrozumieć, skąd wzięła się tak monstrualna pretensja. Przeliczając 43.500,- USD po średnim kantorowym kursie z listopada 1992 r. ( 15.464,- zł) otrzymamy 672.684.000,- zł. A to stanowi 3,21% kwoty wymienianej w dokumentach rejestrowych! Inaczej – prawem kaduka podwyższono sobie kwotę rzekomej wierzytelności o ponad 3000%.

Nic dziwnego, że ta „wierzytelność” zamiast trafić do sądu i najnormalniej w świecie być zwindykowana rozpoczęła swoje życie jako podstawa kapitału zakładowego innej spółki. Po co?

Co tak naprawdę działo się we Wrocławiu w owych latach?

Skiba i Wojciechowski, gościnnie występujący również na Górnym Śląsku, rzucili się w wir zakładania różnych spółek. Prócz nieznanej z miejsca pobytu i niewidocznej już w wyszukiwarce KRS spółki ACTIV była to np. Everret Investmens Group SA.

Również nie widać.

Ich powiązania sięgają szeregu podmiotów, szczególnie znajdującego się pod tym samym adresem Wrocławskiego Towarzystwa Kapitałowego SA., założonego dnia 29 października 2002 r. z kapitałem 500.000,- zł, a którego prokurentem (prokura samoistna) został Piotr Wejchert. Firma jednak nie ma zarządu, a więc w obrocie gospodarczym po prostu nie istnieje.

Również pod tym samym adresem mieści (mieściła?) się Geoma sp. z o.o. Wg wpisu – nie posiada zarówno zarządu, jak i …wspólników! Kto nie wierzy, niech sprawdzi KRS 0000136338.

Po cholerę dwóch wrocławskich prawników tworzy podmioty, których olbrzymia wartość na papierze tak naprawdę nie sięga więcej niż 3-4 tys. zł?

Jeśli ktoś nie wie, albo nie pamięta – za taką cenę można było wtedy kupić założoną świeżo spółkę z o.o., która jeszcze nie rozpoczęła działalności. Po prostu sam papier, czyli sądowy wpis ii numer w rejestrze. Opieczętowany rzecz jasna. Ale to nie jedyna korzyść. W obrocie przedsiębiorca mający kilkaset tysięcy (a nawet ponad milion) kapitału o wiele łatwiej uzyska dogodne warunki zapłaty. W tym nawet tzw. termin, co umożliwia bezinwestycyjne rozpoczęcie działalności.

Albo… przewał.

 

Tymczasem zaprzyjaźnione jaskółki, które przesiadując tu i ówdzie słyszą rzeczy godne kelnerów z „Sowy” oraz pewna wiedźma, która przez przypadek wywołała ducha nieżyjących wspólników, twierdzą zgodnie, że idea wrocławskiego „dilu” była inna. Te wszystkie, wyposażone w potężny kapitał zakładowy, spółki, miały uwiarygodniać sukcesywnie wprowadzane do obrotu wierzytelności wobec banku.

Przecież właśnie na przełomie lat 1990-tych i 2000-nych pojawiły się weksle własne PKO. Cena była wyjątkowo przystępna – w hurcie (minimum 50 sztuk) nie sięgała nawet 30%. Niestety, dość szybko okazało się, że weksle były fałszy we.

Tak więc wrocławski „dil” miał posłużyć uwiarygodnieniu weksli oraz wytworzenia złudnego poczucia bezpieczeństwa u  nabywcy. Przecież w razie gdyby coś poszło nie tak, to Wrocławskie Towarzystwo Skarbowe sp. z o.o. o kapitale 23.520.000,- zł zwróci te 300.000,- zł. A zarobić na tym można przecież ponad dwa razy więcej. Ryzyko zatem jest praktycznie zerowe. Na podobnej zasadzie działał w Warszawie Sławomir Rawski, oferując nieistniejące długi Skarbu Państwa wobec Pofamu.

Ale to nie jedyny „dil”.

Powołana chyba tylko po to, aby umocnić stan posiadania (wtedy jeszcze) małżonków Kaziewicz w firmie SILESIA sp. z o.o. wydmuszka Śląska Grupa Kapitałowa ACTIV sp. z o.o. podwyższała swój kapitał zakładowy w oparciu o odsetki generowane przez nieistniejące zobowiązanie! Do ponad miliona złotych.

Jak szaleć, to szaleć.

 

Anna Kaziewicz wprowadziła jako aport wrocławską spółkę do SILESII sp. z o.o. Jak bardzo był to wątpliwy „dil” świadczy to, że zaraz po opublikowaniu tekstu o tej prostackiej zagrywce Kaziewiczowie wycofali się. Nie do końca, bo Anna Katarzyna Kaziewicz figuruje jako jedyny wspólnik Śląskiej Grupy Inwestycyjnej Activ sp. z o.o. I to wspólnik posiadający 1030 udziałów po 1000,- zł za udział. A że w praktyce aporty, na których zbudowany jest kapitał, nie istnieją? Kogo to obchodzi, i kto to sprawdzi, skoro spółka jest nieznana z miejsca pobytu?

Chociaż, wzorem innego dziwnego tworu, towarzystwa finansowego FUNT z Gliwic, pewnie objawi się niespodziewanie. I będzie dalej wprowadzał w błąd innych, epatując nieistniejącym w realu kapitałem.

Jak wiele osób oszukały firmy założone przez Skibę i Wojciechowskiego?

To pytanie zasadnicze, jakie powinni postawić sobie śledczy i zbadać rzeczywistą przyczynę ich zgonu. Bo nagła śmierć dwóch radców prawnych, takich radców, sugeruje ingerencję osób trzecich. Być może był to ktoś, kto stracił dorobek swojego życia. Ale ktoś taki raczej działał by bardziej spontanicznie.

Jaskółki, i znajoma wróżka, mówią co innego. Skiba i Wojciechowski poczuli, że jako skupiający zbyt dużo informacji, powinni być lepiej opłacani. Znajomy wróbel jednak kręci głową i mówi, że zostali usunięci na wszelki wypadek. Jako potencjalni świadkowie w nie dającej się przewidzieć przyszłości. Tak działa mafia na całym świecie.

c.d.n.

 

_____________________________________

* Ucieczka przed komornikiem, cz. II