„Z chwilą, kiedy wymyśliłaś plan zapasowy – przyznałaś się, że nie osiągniesz sukcesu.”
Taką sentencję wygłosiła w szczycie popularności Elizabeth Holmes, prezeska firmy Theranos, której „biznes” okazał się wielką ściemą i która została niedawno skazana na 11 lat więzienia (wyjdzie góra po pięciu – zapewniam!).
Gdyby taką mądrość wypowiedział Elon Musk czy Jeff Bezos, zostaliby przez liberalno-lewicowe media zlinczowani. Słowa te byłyby uznane za potwierdzenie ich psychopatycznej osobowości, przykład „syndromu hybris”, czyli – po polsku – doktryny „po trupach do celu”.
Jednak kiedy wypowiedziała je kobieta, te same media były zachwycone! Był to bowiem dowód, że kobiety są „równe” mężczyznom, że tak samo jak mężczyźni potrafią „mieć plan” i konsekwentnie dążyć do jego urzeczywistnienia nie zrażając się trudnościami.
Współczesna wrażliwość lewicy liberalnej systematycznie przypisuje całe zło świata mężczyznom (przypominam cytowaną przeze mnie niedawno wypowiedź niemieckiego europosła Damiana Boeselagera) i z taką samą dezynwolturą zwalnia kobiety ze wszelkiej odpowiedzialności widząc w nich jedynie „ofiary systemu”.
Podczas procesu, linia obrony Elizabeth Holmes polegała właśnie na przedstawieniu jej jako pasywnej ofiary: napastowania seksualnego w szkole średniej, przemocowego nakłaniania do „przewałów” przez biznesowego partnera Ramesha „Sunny” Balwaniego, i wreszcie – „przesadnych” oczekiwań rynków finansowych, które „wymuszały” na niej nierealistyczne deklaracje.
Dziwnym trafem, Elizabeth Holmes nie zdecydowała się na zaatakowanie mediów, które – mogła przecież to powiedzieć – wywierały na nią taką presję związaną z wizerunkiem „kobiety sukcesu”, że nie miała śmiałości uznać porażki!
Plan-B był – mogłaby kontynuować – niemożliwy, bo okazałby się sprzeczny z lansowanym przez media głównego nurtu przekonaniem, że kobiety są po prostu lepsze: bardziej zdolne od mężczyzn, bardziej od nich pracowite, lepiej się komunikujące, uwzględniające więcej okoliczności i wreszcie – mniej skłonne do psychopatii, która ma być w narracji tych mediów cechą nieomal wyłącznie męską.
Jednak obrona Elizabeth Holmes nie zdecydowała się na taką linię argumentacji. Zapewne uznano, że byłaby skazana na porażkę, gdyż – sprzeciwiłyby się jej same media.
Konkluzja:
Mamy do czynienia z sytuacją, w której elity – realizując własne przekonania – na wielką skalę narzucają nam kompletnie wypaczony i fałszywy światopogląd, używając w tym celu kontrolowanej przez nie potężnej machiny medialnej.
W konstruowanym przez nie świecie wszystko jest fałszywe:
– „Czarne” charaktery są obsadzone nieomal wyłącznie przez białych, heteroseksualnych mężczyzn,
– Prawdziwymi herosami są wyłącznie postacie z grup „dyskryminowanych”,
– Kobiety są zawsze lepsze, mądrzejsze, sprawniejsze, wrażliwsze od facetów,
– Geje są zawsze super,
– Czarni są zawsze super,
– „System” jest zawsze zły – pokonują go wykluczeni outsiderzy obdarzeni szczególną „mocą” wynikającą z ich pozornej słabości.
Prymitywna, wręcz chamska dydaktyka tego wali w oczy, lecz w niczym nie zraża to twórców tego projektu. Jedynie kolejne katastrofy finansowe chłodzą nieco rozpalone głowy progresywnych scenarzystów.
Konsekwentnie, kompletnemu zatraceniu ulega historyczne imaginarium. Biała, chrześcijańska, budowana na patriarchalnych zasadach Europa nie jest już wystarczająco interesująca.
Joanna d’Arc musi być dziś grana przez czarną aktorkę Condolę Rashad, lecz nie do pomyślenia przecież byłoby, żeby biały aktor zagrał Zulusa Czakę! Byłby to wyraz jakiegoś skrajnego rasizmu!
Prawdziwą „głową” wymyślającą Teorię Względności musi być pierwsza żona Alberta Einsteina – Mileva Marić. Bez pomocy kobiety Einstein nie mógłby – oczywiście – niczego tak przełomowego wymyślić!
Kobiety, osoby rasy innej niż biała, geje i lesbijki są w popularnych kreacjach celowo wprowadzane jako integralne postacie w opowieściach bazujących na tradycyjnych mitach, zastępując oryginalne charaktery. Odrzuca się każdą możliwość wiarygodnego istnienia historycznej przestrzeni zamieszkałej wyłącznie przez rdzennych Europejczyków. W szczególności – mityczne role mędrców, wyroczni, bogów olimpijskich, i podobne – są w adresowanych do masowej publiczności produkcjach nieomal wyłącznie obsadzane przez aktorów kolorowych i kobiety.
Etos męski jest tu integralnie niepełny – musi być uzupełniony przez nadający mu „właściwe” proporcje etos kobiecy czy gejowski. Pozytywne postacie mężczyzn sprowadza się to do roli pośledniej – może i poczciwych, ale zawsze trochę durnowatych pomocników właściwego „przywódcy” – nieomal zawsze kobiety.
W niedawno opublikowanym wywiadzie nawet sam Bogusław Linda powiedział:
„W zawodach artystycznych wydaje mi się, że jesteśmy równi. Zarobki zależą od wielkości ról, talentów plastycznych, wokalnych i tak dalej. Wydaje mi się, że znajdziemy tu wiele przykładów, gdzie kobiety zarabiają więcej od mężczyzn. I bardzo dobrze, bo mają więcej talentu i więcej do powiedzenia. Jeżeli jesteśmy równi, to po co jakieś nadzwyczajne działania?”
Czujecie? – Niby jesteśmy równi, ale kobiety są równiejsze. Nie wystarczy proste zrównanie – współczesna kultura wymaga tego dopowiedzenia: „mają więcej talentu i więcej do powiedzenia”!
Panowie – do garów!
Zauważam, że Bogusław Linda stał się obiektem ataków ze strony środowisk „progresywnych” za to, że we wcześniejszej wypowiedzi zakwestionował coraz bardziej popularną politykę parytetową, która mocno weszła do przemysłu filmowego. Wybór był prosty: zniszczenie przez dominujące media lub… przyznanie się do winy! Czy go to uratuje? – Wątpię. Cancel culture nie zna wybaczenia…
W ogóle – w takiej atmosferze trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś śmiał skrytykować taką Elizabeth Holmes zanim wyszły na jaw jej przewały. Kobiet-herosów nie wolno krytykować! No może jedynie za to, że są – psia kość – białe!
Jeśli dziś już wiemy, że Elizabeth Holmes okazała się zwykłą kutą na cztery nogi oszustką, która latami wyłudzała pieniądze z funduszy inwestycyjnych, karmiąc je sfałszowanymi danymi, to… wina leży zapewne w jej kaukaskich genach! Gdyby była czarna czy czerwona (ale nie żółta! – żółci są jak biali!), to na pewno takie szalbierstwa nie przyszłyby jej do głowy! Ktoś, kogo przodkowie wyznawali animizm czy szamanizm i byli „ofiarami” podbojów białych ludzi „organicznie” nie może być zdolny do takich bezeceństw!
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz