Tak uważam. Konsekwencje takich awarii mogą być potężne i tragiczne. Prokuratura nic nie znajdzie, jeśli prowadzi to śledztwo sama. Tu nie pomoże policja, ani CBA. To sprawa dla kontrwywiadu, którego nie ma, bo gdyby był do takiej „ćwiczebnej” awarii nie doszłoby w ogóle.

Polska infrastruktura, techniczna oraz instytucjonalna, wrażliwa z punktu bezpieczeństwa państwa, nie ma żadnej instytucjonalnej ochrony kontrwywiadowczej, a jej indywidualny stopień zależy od chęci i zrozumienia szefa danego elementu KChT. Nie istnieje system. Istnieją jedynie bezsensowne dokumenty pisane według bezsensownych ustaw, często ze sobą sprzecznych. W chaosie biurokracji tylko nieliczni, odpowiedzialni za swoje instytucje mają tego świadomość. Tragedią jest to, że w momencie ujawnienia zagrożeń kontrwywiadowczych nie mają się do kogo zwrócić o pomoc, ponieważ odpowiedzialne za bezpieczeństwo instytucje wyprodukują tonę papierzysk i nie opuszczą biur, bo to ryzykowne. W dodatku, potraktują takie zawiadomienie, jako zamach na siebie.

Na zakończenie trochę nie w temacie, chociaż pewien związek będzie. Ostatnio mam do czynienia z wieloma pracownikami SOL, którzy szukają innej pracy. Są gotowi zarabiać mniej i szukają stabilizacji, a także mają dość ciągłych eksperymentów i niepewności. Czy w tej sytuacji polskie lotniska są bezpieczne i właściwie chronione przed ingerencją z zewnątrz? No cóż? Ja się nie znam i nie napisze więcej, bo poczucie odpowiedzialności zdezubekizowanego oficera służb specjalnych nie pozwala mi na to. Nawet na emeryturze.

Czytaj więcej.

Foto: Shutterstock