Mimo sprzeciwu Polski, poparcie przez państwa Grupy Wyszehradzkiej Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej pokazało, że należy zweryfikować dotychczasowe złudne nadzieje na mówienie jednym głosem. Skoro nie możemy liczyć na wsparcie w stosunkowo mało ważnej sprawie, jaką jest wybór szefa RE, to nie miejmy złudzeń – w naprawdę ważnych sprawach nikt za Polskę nie będzie nadstawiał karku, a tym bardziej za nią umierał.

Nie zaskoczyło mnie oddanie głosu przez WB na Tuska. Po raz kolejny okazało się, że „Wielka Brytania nie ma wiecznych sojuszników, ani wiecznych wrogów; wieczne są tylko interesy”. Przecież dla premier Theresy May ważniejsze jest wynegocjowanie jak najlepszych warunków wyjścia WB z Unii. Popieranie Jacka Saryusz-Wolskiego, mogłaby narazić na szwank brytyjskie interesy.

Natomiast zaskoczyła mnie postawa Węgrów. Śmiesznie brzmi uzasadnienie Viktora Orbana, że „Polityka europejska bazuje na zasadzie partyjności a Europejska Partia Ludowa wysunęła kandydata i my go wesprzemy. Nie ma innego kandydata na tę chwilę. Był Jacek Saryusz-Wolski, ale nie jest on w EPL”. To typowa mowa-trawa, takie polityczne ble ble ble. Była okazja pokazać, iż są sprawy fundamentalne, od których nie ma odstępstw. Do nich należy zasada, że każdy ubiegający się o dowolne stanowisko musi mieć poparcie rządu kraju, z którego się wywodzi. Jak widać nawet na niego nie można liczyć, bo najważniejsze są interesy własnego kraju.

Takie działania niosą z sobą konsekwencje. Uważam, że podejmując tę decyzję efektywnie przyczynił się do gwałtownego ochłodzenia poparcia, jakim cieszył się wśród Polaków.

Jako przykład wielowiekowej przyjaźni pomiędzy naszymi narodami od kilku lat kluby „GP” w ramach Wielkiego Wyjazdu na Węgry organizują przyjazd tysięcy Polaków na ich Święto Narodowe. Planowałam kiedyś wziąć w nim udział. Niestety, po poparciu Tuska przez premiera Orbana jest to nieaktualne.

Premier J. Kaczyński zarzuca D. Tuskowi, że jako szef RE łamiąc neutralność „działał przeciwko Polsce, popierał opozycję, która wzywała służby do nieposłuszeństwa, blokowała Sejm, która sama o sobie mówi, że jest opozycją totalną i która mówi, że przejmie władzę przy pomocy ulicy i zagranicy oraz popierał sankcję wobec Polski”.

Wg. prezesa PiS kandydatura Jacka Saryusz-Wolskiego ma na celu zatrzymanie „obniżanie statusu Polski” i (…) „przywrócenie go do stanu, jaki był pod koniec naszych rządów w latach 2005-2007, kiedy to z Polską się liczono”.

Oceniając Jacka Saryusza-Wolskiego stwierdził: „Doskonale zna politykę brukselską od salonów po zakamarki kuchni, (…) w przeciwieństwie do Tuska ,ma również kompetencje językowe do sprawowania funkcji w Unii. Jest jednym z najlepszych znawców spraw związanych z funkcjonowaniem wspólnoty w Europie”.

Zdaniem ministra spraw zagranicznych W. Waszczykowskiego kandydat wystawiony przez rząd jest „to kandydat dający rękojmię bezstronności, który jeśli będzie sprawował urząd międzynarodowy, zajmie się sprawami międzynarodowymi, a nie wtrącaniem w wewnętrzne sprawy państwa, które go wystawiło”.

Premier B. Szydło wysłała list do unijnych szefów rządów, w którym m.in. napisała, że: „nie można pozwolić na stworzenie takiego niebezpiecznego precedensu, gdy demokratycznie wybrany rząd państwa członkowskiego atakowany jest politycznie przez Przewodniczącego Rady Europejskiej”.
O Saryusz-Wolskim napisała, że „to kandydat, który poradzi sobie z wymogiem zachowania bezstronności i wniesie do Rady Europejskiej nową jakość”. Według niej Saryusz-Wolski jest w stanie odnowić i zreformować Unię.

Argumenty, które J. Kaczyński, W. Waszczykowski, B. Szydło uznają za dyskwalifikujące Tuska, są atutami w oczach lewackich elit, a zwłaszcza Niemiec. Nie wzięli pod uwagę tego, że nikt nie chce podniesienia znaczenia i roli Polski w Europie. Polskie rządy mają być jak za czasów PO – na kolanach, uległe i potulne, niedbające o własne interesy w imię przypodobania się Niemcom. Tusk i Kopacz wypracowali wzorce zachowania, które Unia chce wyegzekwować od B. Szydło.

Tusk przy ich cichym i jawnym poparciu ma nie tylko popierać opozycję, ale atakować prawicowy rząd, a nie dawać rękojmię bezstronności i zajmować się sprawami, które za niego będą podejmowane. Niepotrzebny im jest ktoś taki jak J. Saryusz-Wolski będący jednym z najlepszych znawców spraw związanych z funkcjonowaniem wspólnoty w Europie. Również Unii Europejskiej nie jest potrzebna nowa jakość, a tym bardziej jej odnowa i zreformowanie przez Polaka. Od tego są Niemcy i Francja.

Rządzący powinni wyciągnąć wnioski z zaistniałej sytuacji. Nie ma, co liczyć na poparcie Grupy Wyszehradzkiej, gdy nie widzi ona w tym interesu. Poza tym państwom Europy Środkowo-Wschodniej nie odpowiada silna i licząca się w regionie Polska. Dlatego nie oglądając się na innych, rząd B. Szydło powinien zweryfikować dotychczasową politykę i wziąć przykład z V. Orbana. Należy dbać tylko i wyłączne o własne interesy, nie przejmując się, co mówią inni, a zwłaszcza opozycja.