Nie tak dawno oglądałem filmik na kanał Pitoń, czy jak mu tam, jak to Seba opowiada, że zadzwonił do niego niejaki Wipler, który sumientował się i mójdusiował (znaczy na mój dusiu) i zaklinoł na wszystkie świyntości, że nie przyłożył swojej zacnej ręki do procederu w którym to żona Pitonia została przegnana z list wyborczych Nowej Nadziei, czy jakieś innej Konfy…

I Seba w tym filmiku stwierdził, że… „MU WIERZY”…znaczy temu Wiplerowi wierzy… noo…

Na zdjęciu Pan Wipler po paru łyczkach złocistego napoju, co to i najbardziej oporni bogowie się temu piwu nie oprzą… właśnie „wrócił do domu ojca”.

Wiara czyni cuda…

Ale… Szanowni, nie byłbym sobą, gdybym nie pojechał trochę Tolkienem, otóż wygląda mi na to, że do chaty Bilbo Bagginsa na znak Gandalfa schodzą się krasnoludy na wyżerę, ale i wytrawny napitek, który organizuje bez limitu Torin-Dębowa Tarcza… planują przy okazji odzyskać złoto i klejnoty, które od lat pilnuje zachłanny i krwiożerczy smok Smaug, który zapach krasnoluda wyczuwa na kilometr. Generalnie tak ma to wyglądać, natomiast tylko wprawny obserwator nawalanki krasnoludów ze Smaugiem wychwyci, że nad tym wszystkim czuwa nieprzerwanie Oko Saurona, które przecież kontroluje wszystkie ich poczynania…

Dobrej nocy.