Jeszcze do niedawna te słowa Lecha Wałęsy używane były jako ilustracja stanu umysłu byłego prezydenta. Tymczasem….

Będąca awangardą ideologiczną Unii Wolności ( i jej późniejszych mutacji) gazeta wyborcza przedstawiła program wyborczy na jesień:

Podejdźmy do tych wyborów odpowiedzialnie, rozważnie i roztropnie. A przede wszystkim znajmy stawkę! W nich nie waży się bowiem tylko przyszłość Ewy Kopacz i jej niewydarzonych najczęściej kolegów partyjnych, ale przyszłość obywateli. Realnym celem w tym roku musi być wybranie Sejmu, w którym nikt nie będzie mógł zmienić konstytucji. Być może PiS powinien przejąć odpowiedzialność za kraj. Ale nie dajmy mu przy okazji wolnej ręki w decydowaniu o naszym życiu prywatnym i osobistym, bo pisanie nowej konstytucji to właśnie może oznaczać. Inaczej będziemy gorzko żałować i pytać: „Jak mogliśmy być aż tacy głupi?”. :http://wyborcza.pl/1,75968,18330961,glosujmy-roztropnie-bo-bedziemy-zalowac.html#ixzz3fiHxq8sH

Jak zatem, pan nadredaktor Michnik rozumie czekające nas 6 września referendum?

Wszak najważniejsze pytanie to:

Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej?

Warto więc przypomnieć panu Michniku, że taka zmiana ordynacji wyborczej wymaga przede wszystkim zmiany Konstytucji.

Projekt nowelizacji konstytucji może złożyć co najmniej jedna piąta ustawowej liczby posłów, czyli 92, Senat lub prezydent. Najpierw projekt zmian w konstytucji trafia do Sejmu; pierwsze czytanie może odbyć się nie wcześniej niż 30 dnia od złożenia go w Sejmie. Konstytucję można zmienić w drodze ustawy uchwalonej w jednakowym brzmieniu przez Sejm i następnie w terminie nie dłuższym niż 60 dni przez Senat.

Ustawę o zmianie konstytucji uchwala Sejm większością co najmniej 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów oraz Senat bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Jeśli Senat nie poprze ustawy o zmianie konstytucji uchwalonej przez Sejm, ustawa taka przepada. http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/870521,wprowadzenie-jow-ow-w-wyborach-do-sejmu-wymaga-zmiany-konstytucji.html

Nawet jeśli w referendum weźmie udział wymagana ilość wyborców i większość odpowie na wyżej przedstawione pytanie twierdząco, to i tak Sejm, a potem Senat, podejmą decyzję. Tyle, że poddanie pod referendum zmiany Konstytucji jest w sposób oczywisty sprzeczne z obowiązującym prawem! Nie może więc obowiązywać.

Ustrojodawca wprowadził jedynie unormowanie szczególne dotyczące referendum fakultatywnego ratyfikującego zmianę Konstytucji – art. 235 ust. 6. W świetle tej regulacji należy stwierdzić, że art. 125 nie może być podstawą dla przeprowadzenia referendum konstytucyjnego – tzn. dotyczącego zatwierdzenia całkowitej lub częściowej zmiany Konstytucji.

Tak więc 6 września czeka nas szopka całkowicie będąca na bakier z obowiązującą Konstytucją.

Jak mówi nowe polskie przysłowie – Komorowski nawet brzytwy się chwytał. Ale to łapanie ostatniej szansy na wygranie drugiej tury wyborów będzie nas kosztowało ok. 100 mln zł. Te pieniądze będą wyrzucone w błoto – jedynie krewni-i-znajomi-króliczka w zblatowanych drukarniach zarobią na nikomu niepotrzebnych kartach referendalnych.

Nawoływanie organu Michnika świadczy niezbicie, że grupa trzymająca władzę doskonale zdaje sobie sprawę z tego, czym była propozycja ustępującego prezydenta. Hucpą obliczoną na przyciągnięcie do urn wyborców.

Zamiast powiedzieć wyborcom: przepraszam, PO-myliłem się, ugrupowanie Bronisława Komorowskiego brnie dalej w bezprawie licząc, że jakimś cudem nikt nie rozpozna ich matactwa konstytucyjnego. Kosztami niekonstytucyjnego referendum należałoby obciążyć tych senatorów, którzy za nim głosowali. I ustępującego prezydenta.

Bo zamiast strażnikiem Konstytucji okazał się być jedynie małym człowieczkiem, za wszelką cenę broniącym swojego koryta.