Książka Christophe’a Galfarada, ucznia Stephena Hawkinga, „Wszechświat w twojej dłoni” zaczyna się jak dobry film kryminalny, od trzęsienia ziemi, a właściwie od jej spalenia przez kończące swój żywot, Słońce. Czerwonego olbrzyma. A potem, napięcie nieprzerwanie rośnie.

Na początku opowieści o Wszechświecie, Galfrad każe czytelnikowi odwołać się do jego wyobraźni.

„Wyobraź sobie-pisze, że znajdujesz się na odległej wulkanicznej wyspie. Słyszysz śpiew ptaków. Jest ciepła, bezchmurna noc. Leżysz na plaży, masz zamknięte oczy. Ciepły biały piasek ogrzewa powietrze, w którym unosi się słodki zapach egzotycznych kwiatów. Czujesz błogi spokój”.

Nagle, zwrot akcji.

Dostrzegasz w odległości kilkuset tysięcy kilometrów przemieszczającą się kulę jarzącą się ciemnopomarańczowym światłem. Wirując zbliża się do ciebie. Szybko uświadamiasz sobie, że widzisz planetę, której powierzchnię pokrywają skały w stanie ciekłym. ”
W ciągu minuty zbliżająca się gwiazda podwaja swój rozmiar. Ma teraz czerwony odcień i ze złością wyrzuca w przestrzeń ogromne strugi plazmy, które poruszają się chyba z prędkością światła i mają temperaturę miliona stopni.”

Ale na tym nie koniec.

Gwiazda wciąż rośnie. Jest już sto razy większa niż na początku.

Potem….

„Nagle wybucha, wyrzucając w przestrzeń kosmiczną całą materię, z której była zbudowana.
Przez twoją bezcielesną formę przechodzi fala uderzeniowa, ale samej gwiazdy (czyli Słońca) już nie ma. Podobnie jak planet z naszego Układu Słonecznego.
Kiedy już odzyskałeś świadomość uświadamiasz sobie, że byłeś świadkiem końca naszego świata.

Naszej planety. Naszego Domu już nie ma.

Książka Galfarda jest jedną z niewielu pozycji popularno-naukowych, które pięknym, poetyckim, ale i przystępnym dla każdego językiem odsłania nam tajemnice Wszechświata. Jest mądrą i cudowną podróżą przez przestrzeń i świat. Pozwala czytelnikowi, bez trudnych definicji i skomplikowanych obliczeń, odrywać jego prawdziwe, choć niekiedy przerażające, piękno.
Uświadamia mu jak krucha jest w nim nasza planeta i nasza egzystencja na niej.

Pokazuje, że z perspektywy Proxima Centauri, innej, najbliżej nam gwiazdy leżącej już poza Układem Słonecznym i Obłokiem Oorta w odległości czterech lat świetlnych, nasza „niebieska kulka” jest zaledwie drobiną drobiny kosmicznego pyłu, a nasze ziemskie życie i sprawy, są jak milisekundowe mrugnięcie.

Jakże potrzebna lekcja.

Antoni StyrczulaAutor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl