– Mężu ostatnio nigdzie nie bywamy. Opuściliśmy się towarzysko i kulturalnie też jesteśmy do tyłu – powiedziała Cesia – spoglądając na mnie z wyrzutem.
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom żony, zaproponowałem rodzinne wyjście do „Zachęty”.
Już dawno chciałem odwiedzić wystawę malarstwa Ignacego Czwartosa, zorganizowaną pod prowokacyjnym tytułem – „Malarz klęczał jak malował”. Teraz znalazłem dobry powód, żeby pod pretekstem zaspokojenia kulturalnych potrzeb małżonki, uraczyć się pisowską sztuką.
Termin wizyty ustaliłem na czwartek, bo w czwartki – wiadomo – jest wstęp jest wolny.
Dawno nie byłem w Zachęcie, więc trochu się stropiłem, kiedy przed zwiedzaniem wstąpiłem do muzealnej toalety, żeby opróżnić pęcherz. Z rozdziawioną gębą stanąłem przed wejściem, oznaczonym tabliczką z postacią, która jedną połowę ciała miała ubraną w sukienkę, a drugą w spodnie.
Stałem dobrą chwilę pod drzwiami z ikonką babo-chłopa, czekając kto je otworzy. Ale się nie doczekałem, więc wysikałem się w męskiej i trochu rozczarowany, ale nie zmieszany ruszyłem do sal wystawowych.
W pierwszej sali dominowoły autoportrety mistrza z szalikami. Pomalowane w czerwono-złote pasy szaliki są znakiem rozpoznawczym kibiców drużyny Korony –Kielce, której malarz kibicuje. Czwartos nie wstydzi się, wręcz przeciwnie epatuje widzów kibolską symboliką, która w minionym okresie była piętnowana i wyszydzana przez mieszczański salon. W opinii liberalnych elit kibice futbolowi zwani pogardliwie kibolami byli synonimem: narodowego szowinizmu, faszyzmu i chuligaństwa.
Wyklętej kibicowskiej kulturze malarz chce przywrócić dumę i znaczenie. Kibicowanie to nie faszyzm, lecz pełnowartościowy patriotyzm lokalny – pierwszy stopień świętej miłości kochanej ojczyzny – mówi artysta.
Patriotyzm połączony z kultem tradycji i religijnością stanowią wiodącą tematykę obrazów Czwartosa.
Ta tematyka dominują w ostatniej sali wystawowej, gdzie wiszą dzieła przedstawiające martyrologię żołnierzy wyklętych. Poetyka obrazów nawiązuje do twórczości Andrzeja Wróblewskiego i jego cyklu Rozstrzelań. Prace malowane są w gipsowo-niebieskiej kolorystyce, a nienaturalne rozczłonkowanie postaci ofiar przeczy prawą anatomii. Na obrazach Czwartosa, w przeciwieństwie do prac Wróblewskiego są pokazani także oprawcy. Mają trupio-sine oblicza i mundury funkcjonariuszy NKWD-e.
Ale dzieła Czwartosa nawiązują nie tylko do historii najnowszej, bo także do sarmackich portretów trumiennych i do naiwnej sztuki ludowe. Zaś współczesnymi patronami sztuki kieleckiego malarza są: Malewicz i Rotko, lecz przede wszystkim Nowosielski. Prawie każdy obraz Czwartosa sygnowany jest mniej lub bardziej dyskretnym znakiem cerkiewnej geometrii Nowosielskiego.
Osobną grupę tworzą obrazy poświęcone kwestii niemieckiej. Są to okrutno-ironiczne kompozycje nawiązujące do hitlerowskiej przeszłości naszych zachodnich sąsiadów. Każde dzieło opatrzone jest zapisanym gotycką czcionką przewrotnym komentarzem. Tak więc obraz przedstawiający postaci doktora Mengele i preparatora zwłok von Hagensa puentuje napis – Deutsche Qalitaet, a portret pary esesmanów nosi tytuł zaczerpnięty z opowiadania Borowskiego – „Proszę państwa do gazu”.
Taka ostentacyjna bezpośredniość nie wszystkim przypada do gustu. Ale mnie malarstwo Czwartosa się podobało, bo oprócz walorów formalnych posiada rzadką we współczesnej sztuce intencję moralną. Dlatego zachęcam, idzcie do „Zachęty” , ponieważ czasu zostało niewiele, o czym informuje Was – zachęcający nauczyciel wspomagający.
Autor: Marek Szarek
Zostaw komentarz