Jeszcze rok temu obecny wówczas wiceminister sprawiedliwości w rządach PO – Michał Królikowski ostro wypowiadał się dwa dni po głośnej akcji ABW i prokuratury w redakcji „Wprost” po publikacji tekstu ujawniającego, że w restauracji Sowa i Przyjaciele byli nagrywani urzędnicy państwowi i politycy. Mówił wówczas: „Co do zasady podzielam pogląd mówiący o tym, że prokurator miał prawo działać w celu zabezpieczenia nagrania i że miał prawo w sytuacji radykalnej odebrać ten nośnik za pomocą przymusu bezpośredniego „. Dla przypomnienia śledczy chcieli podczas akcji w redacji „Wprost” przejąć siłą jego komputer, w czasie tej czynności doszło do szarpaniny. Sylwester Latkowski naczelny tygodnika nie wydał wówczas ani komputera ani innych nośników, bo to mogłoby zidentyfikować źródła dzienikarzy – tak uzasadniał. Pan wiceminister jednak uznał, że prokurator powinien być przygotowany na szybkie i skuteczne działanie pozwalające na uzyskanie dostępu do tych nośników i przekazanie ich do kancelarii tajnej w sądzie. Wg orzecznictwa europejskiego : (Wielka Izba Trybunału Praw Człowieka) w 2010 r. orzeczono, że wydanie nośników z nagraniami organom ścigania narusza interes publiczny ochrony źródeł dziennikarskich. Dziś czytamy, że wcześniejszy wiceminister sprawiedliwości w rządzie PO ma pracować w kancelarii Andrzeja Dudy. To jest skok … prawdziwie króliczy…

fot. wiadomości.wp.pl