Zdaniem S. Michalkiewicza obecne protesty KOD-ziarni to nic innego, jak przyspieszony poligon przeciwników PiS-u, którzy ćwiczą różne „zadymy”, by z nastaniem wiosny przystąpić do decydującego starcia. Stawką w tej grze ma być obalenie rządzącego układu i doprowadzenie do wcześniejszych wyborów. Żeby to osiągnąć, trzeba mieć aktyw i wyszkolone kadry, a te najlepiej kształtują się w boju.

Ostatnio w internecie pokazywane są relacje z różnych miejsc, w jakich odbywały się „spontaniczne” protesty i demonstracje w obronie „demokracji”. Piękne i zasłużone miasto Lublin miało to nieszczęście, że było jednym z tych miejsc, które stało się celem niezdrowej sensacji za sprawą zdjęcia:

pracownik Centrum Kultury w Lublinie, Szymon Pietrasiewicz, „hajlując” trzyma obsceniczny transparent

na którym pracownik Centrum Kultury w Lublinie, niejaki Szymon Pietrasiewicz, „hajlując” trzyma obsceniczny transparent. Transparent niewiele ma wspólnego z kulturą (której krzewicielem –  zdawłoby się – powinien być rzeczony Szymon P.), bo oprócz nader slangowego, środowiskowego napisu-pytania: „Gdzie są wasze jaja?” – zresztą nie wiadomo, do kogo skierowanego – zawiera także rysunek męskiego organu rozrodczego, skierowanego jak pocisk w tarczę, której centrum stanowi krzyż (celtycki?). W zamyśle pomysłodawcy miała to być chyba inteligentna prowokacja, ośmieszająca jakoby bezwolnych i niemęskich przeciwników PiS-u, Kościoła, Radia Maryja (?), których trzeba w ten sposób mobilizować do odważniejszych wystąpień ramię w ramię z aktywistami KOD-u, którzy – jak sugeruje transparent – jaja mają tam, gdzie trzeba.

Nie tylko chamstwo graficzne, ale brak elementarnej logiki transparentu oraz kontekst sytuacji uwiecznionej na zdjęciu wystawia jak najgorsze świadectwo organizatorom. Pośrednio część krytyki dotknie instytucję państwową, jaką jest Centrum Kultury, bo chcąc nie chcąc osobnik przy transparencie został zidentyfikowany jako jej pracownik. I na nic zdadzą się tłumaczenia rzecznika prasowego prezydenta miasta, że p. Szymon brał udział w demonstracji jako osoba prywatna i w godzinach wolnych od pracy. Jako – w pewnym sensie – człowiek Ratusza, musi liczyć się z tym, że jest znany, rozpoznawany i kojarzony. Jest zatem osobą publiczną, więc to, co robi nie jest już od tej pory jego sprawą osobistą. I muszą to brać pod uwagę jego zwierzchnicy.

Druga, wspomniana już kwestia, to zupełna nieczytelność przekazu. Zazwyczaj jest tak, że hasła na plakatach, tablicach, transparentach są „zero-jedynkowe”, np: „Niech żyje wolność!” / „Precz z komuną!” Tu natomiast oprócz „nadawcy” (organizatora manifestacji) jest określony „wróg”, którego można skojarzyć z krzyżem, do którego się strzela (najpewniej środowiska PiS-owskie) oraz tajemnicza trzecia strona „wy”, którą się beszta za niemożność odnalezienia jej jaj. Normalny odbiorca może poczuć się zdezorientowany. Nie dotyczy to uczestników pochodu, którym standardy przyzwoitości i dobrego smaku są najwidoczniej obce.

Jednak najbardziej bulwersująca jest grafika transparentu. Zestawienie genitaliów z krzyżem nawiązuje do najgorszych tradycji tzw. nowoczesnej sztuki i skandali wystawienniczych lat ubiegłych w Polsce. Aż dziw bierze, że są jeszcze ludzie, którzy na taniej sensacji i na sianiu zgorszenia próbują budować opozycję, nienawiść i niezgodę. Z drugiej strony trawestując starożytną mądrość można powiedzieć, że jaka prawda, idea, rzecz (o jaką się walczy), takie argumenty, narzędzia, środki. I to jest jedyny optymistyczny akcent tego żałosnego wydarzenia.