Każdy, kto chociaż trochę interesuje się polityką wie, że koalicja PO-PSL z premier Ewą Kopacz na czele nigdy nie dbała o interesy Polaków i Polski, a pilnowała niemieckich. Słynne słowa E. Kopacz o tym, że „Polska przyjmie tylko tyle uchodźców na ile będzie nas stać i ani o jednego więcej” są tak samo prawdziwe, co twierdzenie, że na słońcu kwitnie życie. Jak sama przyznała, nasze realnie możliwości przyjęcia imigrantów wynoszą 2000 osób, a zgodziła się na przyjęcie około 7000, gdyż „absolutna większość naszych postulatów została spełniona”.
Chciałabym wiedzieć, na czym konkretnie według premier polega spełnienie postulatów:

• oddzielenie imigrantów ekonomicznych od uchodźców,
• określenie listy krajów bezpiecznych, do których „będziemy twardo i konsekwentnie odsyłać” imigrantów ekonomicznych,
• wzmocnienie zewnętrznych granic UE,
• pełna kontrola nad procesem weryfikacji przybyłych pod kątem bezpieczeństwa tak, by być pewnym, że nie żywią wobec krajów, do których przyjdą, złych intencji.

Strefa Schengen się nie sprawdziła. Okazało się, że podczas likwidacji granic wewnętrznych zlikwidowane zostały również zewnętrzne. Do Europy według szacunków napłynęło ponad 500 tys., imigrantów, a codziennie napływają nowi. Unia Europejska ma siły i środki by zdecydowanie położyć temu kres uszczelniając granice. Według pojawiających się nieoficjalnie informacji władze Unii chcą wpuścić do Europy około 35 mln imigrantów. Podobne jak R. Ziemkiewicz uważam, że ukrytym celem tych działań jest zniszczenie państw narodowych i demokracji, a tym samym złamanie oporu narodów Europy sprzeciwiających się stworzeniu europejskiego państwa. Dlatego markują, że chcą jak najszybciej ten problem rozwiązać, a kompletnie nic nie robią. Zamiast tego trwają spotkania, konsultacje, narady, debat, a czas płynie, płynie, płynie, a z nim ku zadowoleniu unijnych władz muzułmańscy najeźdźcy.

W swoich wypowiedziach E. Kopacz ani słowem się nie zająknęła, że jest to pierwsza transza, a ponadto każda z przyjętych osób będzie mogła w ramach łączenia rodzin sprowadzić pozostałych członków rodziny. By nie przerażać Polaków liczbą, 12 tys. i stworzyć wrażenie, że jej głos bardzo się liczy i jest brany pod uwagę przez władze Unii, z planowanego podziału 120 tys. rozdzieliły tylko 60 tys. Przekaz dla społeczeństwa jest taki; na kwotowe przyjęcie imigrantów, zgodziliśmy się tylko ten jeden raz, ponieważ Zachód jest w kryzysie i oczekuje od nas solidarności, której kiedyś i my doświadczyliśmy.

Jest to klasyczne kłamstwo, ponieważ w Unii stosowane są precedensy. Skoro raz się zgodziliśmy, to następnym razem nikt się nas nie będzie pytał o zgodę. Każdorazowo przypadnie nam około 7 % rozpatrywanej puli. Ale tego oczywiście społeczeństwu nie powiedziała. A dziś tj. 24.09 br A. Merkel podczas przemówienia w Bundestagu oficjalnie zażądała wprowadzenia stałego mechanizmu rozdziału imigrantów między kraje członkowskie UE. Jestem bardzo ciekawa jak zachowa się E. Kopacz, po tym bezczelnym żądaniu?

Mieliśmy szansę się postawić razem z grupą Wyszehradzką, ale tego nie zrobiliśmy. Wielu polityków i ekspertów przekonuje nas, że na przestrzeni lat każdy członek grupy dbał o własne interesy i nie oglądał się na pozostałych. To prawda, lecz jest małe, ale. Kwestia narzucania limitów dotyczy wszystkich członków, więc wystąpiła wspólnota interesów, którą mogliśmy wykorzystać. Jak można szanować Polaków, skoro po wcześniejszym uzgodnieniu stanowiska, ku zaskoczeniu wszystkich w decydującym momencie zmieniamy zdanie, zgadzając się na kwoty, zostawiając innych na lodzie? Czy tak postępuje rząd dbający podobno o wiarygodność i swój wizerunek? Widać, że co innego E. Kopacz mówi Polakom, a co innego robi podczas głosowań w Brukseli.

Wczoraj tj. 23.09. oglądałam program „Debata. Polska dla imigrantów”, który w założeniu miała być debatą. Kolejny raz telewidzowie mogli zobaczyć jej karykaturę. Wśród zaproszonych gości sami zdecydowani zwolennicy ich przyjmowania. A gdzie są zdecydowani przeciwnicy, skoro na telesondażowe pytanie „Czy Polska powinna przyjmować uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi?” 74 % odpowiedziało NIE. Dlaczego bez ustanku bombardowani jesteśmy tylko argumentami zwolenników, a niedopuszczane są argumenty przeciwników?

Przecież telewizja publiczna powinna być forum ścierania się różnych idei i poglądów, a nie tubą rządu, wszelkiej maści lewactwa i wrogów Polski. Gdy podczas „debaty” usłyszałam, że imigranci są wstępnie weryfikowani w krajach, do których dotarli, to mnie zatkało. To się nazywa jechać po bandzie aż iskry lecą.

Widząc, jakie opłakane skutki przyniosła idea multi-kulti na Zachodzie, rząd powinien bronić polskiej racji stanu, którą jest dbanie o to, by Polska była narodem jednorodnym etnicznie. Jest to największa z wartości zapewniająca spokój i stabilność w kraju. Okazuje się jednak, że to wg J. Muchy PiS szkodzi polskiej racji stanu, bowiem nie chce zgodzić się na przyjęcie imigrantów i stworzenia w Polsce piekła. Jak donoszą zachodnie środki przekazu idzie kolejna fala imigrantów. Imigranci na wyspie Kos dostają mapki z trasami dotarcia do Niemiec przez Polskę.

Po naradzie z udziałem m.in. przedstawicieli MSW, MSZ oraz Straży Granicznej premier poinformowała, że „Niezwłocznie po tym, gdy otrzymam komunikat o jakiejkolwiek groźbie dla Polski, polskie granice zostaną objęte kontrolą”

Jeżeli już pojawiają się informacje o napływie imigrantów przez Polskę, to czy E. Kopacz będzie bezczynnie czekać aż ta fala przyjdzie i nas zaleje? Dlaczego gdy tylko ruszyła inwazja muzułmanów nie podjęła decyzji o wzmocnieniu granic, stawianiu zapór, przesunięciu jednostek wojskowych i policji bliżej południowej granicy? Czy dlatego, że to obciach dbanie o interesy własnego narodu, mimo, że wszyscy to robią? A może, dlatego, że źle by się mówiło o pani premier w Brukseli i co powiedziałby na taką decyzję D. Tusk? Zastanawiam się czy wyciągnęła wnioski i nie dopuści do tego, by w Polsce pojawiły się problemy związane z ich napływem, jakie mają Węgry i Niemcy.

Skoro państwa te nie oglądając się na innych zamknęły swoje granice, na co pani premier czeka? Czy myśli, że problemy same się rozwiążą lub wierzy, że my damy sobie radę lepiej od nich, bo jesteśmy „zieloną wyspą”?