Zdjęcie piranii, jakie wyróżnia poprzedni tekst, nie jest przypadkowe. W gabinecie prezesa, którego pośmiertnie starano się uczynić capo di tutti capi, akwarium zajmowało prawie całą ścianę.
Mirosław Ewiak osobiście karmił pływające w nim piranie. Czasem, z uśmiechem na twarzy, opowiadał, jak to zdarzało mu się zapomnieć nakarmić je na weekend. A w poniedziałek jednej, czasem dwóch, zwyczajnie brakowało.
Obraz niczym z kiepskiego filmu o gangsterach, prawda?
Jednak osoby, które gościły w pomieszczeniach BROKERA FINANSOWEGO CARBOTECH-POLAND klną się, że rzeczywisty.
Ewiak karmiący piranie, które, gdy głodne, pożerają się wzajemnie.
Do 16 czerwca 2000 roku jest normalnie.
CARBOTECH zaciąga kredyty, którymi spłaca należności powiązanych firm. Gdy sam ma problemy, to one gaszą je kredytami.
Cisza przed nadciągającą burzą?
Czy też piramida finansowa lada chwila musi się zawalić?
Jeszcze 9 czerwca, tuż przed wyjazdem, obaj wspólnicy, Mirosław Ewiak i Józef Gąsior, zawierają umowę restrukturyzacyjną z PROSPER-BANKIEM.
Chodzi o ponad 500.000,- zł, które otrzymali z tytułu tzw. dyskonta weksli, które okazały się fałszywe.
Mieli je niezwłocznie spłacić (w sierpniu).
Zagrożone były również kredyty, zaciągnięte przez obu wspólników.
W każdej chwili mogła ruszyć lawina roszczeń, związanych z fałszywymi wekslami pewnego banku (jeden z nich posłużył jako kapitał zakładowy spółki, wchłoniętej potem przez SILESIA sp. z o.o. w Gliwicach), a także tych pochodzących z afery wekslowej PKP.
Chmury zbierały się również nad wierzytelnościami wobec Skarbu Państwa, jakie firma oferowała dzięki Krzysztofowi K. z Opola, przyjacielowi i współpracownikowi Sławomira R., od wielu lat mieszkającego i działającego w Warszawie.
Tymczasem „Irek” (taką ksywę nosił Ewiak) jak gdyby nigdy nic wyjeżdża na Mauritius z kochanką, młodszą od żony o około 10-15 lat.
Takie odprężenie po ciężkiej pracy polskiego biznesmena?
Wg wspólników oraz organów ścigania ma ze sobą 10 milionów dolarów.
My wiemy, że to niemożliwe, bo neseser musiałby być wielkości skrzyni ładunkowej „Żuka”.
Jednak ta wersja zdarzeń obowiązywała, jak się wydaje, w gliwickiej prokuraturze aż do października 2012 roku, kiedy to Ewiak został uznany za zmarłego 16 czerwca 2000 r..
I znowu, kolejna już, wyraźna przesłanka, pominięta przez prokuraturę.
Ani wdowa, ani dzieci Mirosława nie przypominają sobie, by ktokolwiek z rzekomo oszukanych wspólników Mirosława Ewiaka pytał o niego (nawet telefonicznie) po 16 czerwca 2000 r.
Ginie 10 mln dolarów, i nikogo to nie obchodzi?
Jedyna reakcja na wiadomość o zaginięciu „Irka” wraz z dorobkiem 10 lat pracy obu wspólników to życzliwa rada Józefa Gąsiora, by żona Mirosława Ewiaka zabezpieczyła mieszkanie, zagrożone egzekucją!
Czy tak zachowuje się oszukany wspólnik?
Rozmowa miała miejsce na początku lipca 2000 r., dwa tygodnie po „zaginięciu” Mirosława.

26 lipca 2000 roku Józef Gąsior sprzedaje należące do niego udziały w gliwickiej firmie SILESIA sp. z o.o. żonie niewiele znaczącego wówczas swojego pracownika – Annie Kaziewicz.
Po 13 latach otwarcie stwierdza:
W momencie składania oświadczeń na umowie, wola stron nakierowana była na upozorowanie sprzedaży udziałów w celu uniemożliwienia wykonania czynności egzekucyjnych. Zarówno pozwana, jak i ja, działaliśmy w celu wprowadzenia w błąd i przedstawienia umowy zawierającej skwitowanie zapłaty i datę pewną potwierdzoną przez urząd skarbowy. Wszystkie te działania miały na celu upozorowanie przed innymi osobami sprzedaży udziałów w celu niedopuszczenia do ich wyegzekwowania należności na rzecz moich wierzycieli. W wyniku nieformalnego, tajnego porozumienia pozwana mała przepisać zwrotnie na mnie udziały objęte umową pozorną. Pozwana jednak chce mnie oszukać i zatrzymać udziały.
(pozew z 7 stycznia 2013 r.)

29 lipca tego samego roku Anna Kaziewicz obejmuje kolejne 1769 udziałów o wartości 176.900,- zł, którą to kwotę wpłaca do kasy spółki gotówką dnia 8 sierpnia 2000 roku, jak twierdza ówczesny zarząd.
Dzięki powyższym operacjom finansowym (na papierze, bo wszystkie wymienione wyżej kwoty były przekazywane z ręki do ręki) Józef Gąsior przestał być wspólnikiem SILESII, a udział Mirosława Ewiaka (wtedy jeszcze uznanego za zaginionego) znacząco zmalał.
Wszystkie te działania miały na celu niedopuszczenie do wyegzekwowania należności wierzycieli Gąsiora i ograniczenie zaspokojenia wierzycieli Ewiaka.
Jednocześnie wydany zostaje nakaz zapłaty na rzecz dwóch wrocławskich prawników na kwotę 174.200,- zł.
Zaraz po jego wydaniu (7 lipca) reprezentowani wyłącznie przez Józefa Gąsiora pozwani wspólnicy CARBOTECH-POLAND zawierają umowę ze Skibą i Wojciechowskim (12 lipca). W punkcie 2 umowy podkreślone jest, że wydany 5 dni wcześniej nakaz zapłaty jest dla CARBOTECH-u bezsporny!
28 lipca 2000 roku Skiba i Wojciechowski składają we wrocławskim sądzie pismo, w którym powołują się na powyższe, nadto żądając opatrzenia nakazu zapłaty klauzulą wykonalności. Kolejnym pismem, z 8 sierpnia żądają opatrzenia nakazu klauzulą zabezpieczenia do czasu uzyskania klauzuli wykonalności.
Wreszcie o nadanie klauzuli, tym razem na siebie, występuje Grzegorz Kaziewicz – 27 grudnia 2000 r.
Wg oświadczenia miał kupić wierzytelność stwierdzoną nakazem zapłaty.
Z różnych przyczyn, nie tylko natury biurokratycznej, Kaziewicz obejmuje udziały Ewiaka w 2006 roku.
W tym czasie obaj radcowie prawni od dawna już nie żyją. Jeden ginie w wypadku samochodowym, drugi umiera na zawał. Obydwaj są jeszcze przed czterdziestką.
Andrzej Czyżewski, główny świadek w tzw. aferze „ORLEN-u”, twierdzi, że obaj stanowili ważne ogniwo tzw. mafii paliwowej.
Brak jest jakiegokolwiek dowodu, że Kaziewicz zapłacił za wierzytelność im, bądź ich spadkobiercom.
Z danych ujawnionych w aktach rejestrowych wynika, że rok 2000 był wyjątkowo dobry dla małżeństwa Kaziewiczów.
Gorszy, i to zdecydowanie, dla wierzycieli Gąsiora i Ewiaka, którzy do dzisiaj prowadzą bezskuteczną egzekucję.
Przejmowanie majątku zagrożonego komorniczą licytacją za pomocą innego wyroku sądowego i innego komornika, nazywana jest często „wrocławskim przewałem”, albo też „metodą Skiby i Wojciechowskiego”.
Teoretycznie działa w każdych warunkach.
By udowodnić przewał należy sprawdzić causę przysporzenia, jak mawiają prawnicy nieco starszej daty, bo dla tych, wykształconych w III RP, słowa te są niezrozumiałe.
Po ludzku mówiąc trzeba sprawdzić, dlaczego został wystawiony weksel.
Co kryje się za abstrakcyjnym na gruncie prawa cywilnego zobowiązaniem.
c.d.n.

23/24.09 2015