Zastanawiam się, czy w te brednie „pandemiczne” ktoś jeszcze w ogóle wierzy. W te kolejne, planowane, fikcyjne fale. W tę jakąś dziwaczną, nielogiczną „deltę”, która to niby szerzy się przez antyszczepionkowców, atakując jednak niemal wyłącznie zaszczepionych. W cały ten kabaret, który wciąż utrzymywany jest w mediach!
Nawet najbardziej – ehm – ufni, poprawni politycznie obywatele stracili już chyba tę niezłomną wiarę, jaką przez wiele miesięcy w sobie pielęgnowali. Wiarę w media. W polityków – nawet partii, której niby wprost nienawidzą. Wiarę w dobry, uczciwy, opiekuńczy system…
Nawet najwytrwalsi w swej grzeczności i posłuszności w końcu znudzili się tą „straszną pandemią” (której wokół za pierona nie widać) i zmęczyli długotrwałym zadręczaniem się w imię ratowania świata. Zaczynają dostrzegać, że najzwyczajniej w świecie zrobiono z nich durniów.
Skąd taka opinia? Cóż. Widzę to po zachowaniu i słyszę w wypowiedziach znajomych. Widzę w sklepach, gdzie noszenie masek powoli zaczyna stawać się jakby mniej powszechne, a obsługa już jedynie bardzo rzadko zwraca na tę sprawę uwagę. Wreszcie – chciałoby się powiedzieć…
Pytanie – dlaczego dopiero teraz? Co było tym punktem zwrotnym? Tym, co przeważyło szalę…
Może paradoksalnie – zbawcze szczepionki?
Spójrzmy bowiem z perspektywy.
Mniej więcej rok temu (może nieco dłużej) zaczęto obiecywać ludziom, że tylko szczepienia są drogą powrotu do normalności. Tylko szczepionki nas wyzwolą. Niemała część ludzi w to uwierzyła. I grzecznie i chętnie, gdy przyszedł czas, zaszczepiła się.
Teraz widzą, że to na nic!
Przyszła rzeczona „delta” i szczepionki na marne. Chcieli wrócić do zagranicznych wczasów. A tu kolejne kraje się zamykają. Nawet jeśli wpuszczają zaszczepionych, to nie są oni zwolnieni z większości „obostrzeń”.
Szczególnie wyrazisty jest przykład Izraela. Pamiętacie niedawno obrazki, jak to cały naród „wyszczepiony” i wraca normalność?! Ludzie tańczą na ulicach. Maski won. Godzina policyjna – do lamusa. A tu proszę. Delta atakuje i na szczepionych w szczególności dybie… Zamykamy państwo znowu.
Pytacie Kochani starsi bracia w wierze:
– Ale zaraz! Przecież… O co chodzi? Przecież byliśmy grzeczni. Zrobiliśmy, co kazaliście. Przyjęliśmy szczepioneczkę…
I to akurat ten a nie inny naród. Akurat ten właśnie Naród Wybrany. Na co ta edukacja. Na co nauka historii. Na co obowiązkowe wycieczki izraelskich uczniów do „polskiego obozu śmierci” niedaleko Krakowa…
No widać – jak w przysłowiu:
„Historia może i jest nauczycielką życia, ale widać bardzo słabą, bo jeszcze nigdy nikogo niczego nie nauczyła”.
No ale wróćmy do naszej ojczyzny. Dalej maski nosić każą. I straszą, że już w sierpniu znów nas pozamykają. I to na tak twardym lockdownie, jakiego jeszcze nie było. Wybitny specjalista medycyny na stanowisku ministra zdrowia zapowiada istny Armageddon za miesiąc z kawałkiem. No nie ma siły. Czwarta fala musi być. Takie są widać odgórne zalecenia…
Kolejne pytanie, jakie się rodzi. Jakie co chwila wraca. Co dalej? Do czego to prowadzi? Kto i jaki ma cel w dalszym ciągnięciu tego globalnego cyrku…
Nie powiem, by żadne wizje nie snuły mi się po głowie. To i tamto przychodzi na myśl. Ponieważ jednak nie jestem oficjalnie prorokiem czy jasnowidzem, te snujące się po mojej głowie obrazki zachowam dla siebie. Tym bardziej, że każdy logicznie myślący człowiek, na podstawie tego, co się od kilku miesięcy dzieje wokół, dojść może, jak sądzę, do podobnych wniosków. I niestety nie jest to wizja kolorowa.
Choć z drugiej strony. Różnie już w dziejach ludzkich bywało. I jakoś z różnych mroków wychodziliśmy. Tak więc i to globalne kłamstwo wszechczasów kiedyś musi przeminąć. Pytanie tylko, jak ciężką drogę będziemy musieli przejść i jak wielkie ofiary ponieść.
Nauczycielka historia, gdy jednak zechcemy jej posłuchać, ma dla nas w tym temacie zaiste bardzo trudną lekcję.