Ja w ogóle nie jestem optymistą, świat uważam za miejsce niebezpieczne, w którym jak tylko człowiek się na chwilę zapomni i „wyluzuje”, to natychmiast zdarza się coś złego. Jak w grze komputerowej wyskakuje skądś „zjadaczek” i robi „kuku”…
No i w tej swojej dość podatnej na mizantropię osobowości wypracowałem sobie jakąś niszę, w której żyję i z której oglądam świat nie bez niepokoju.
Od pewnego czasu do różnych procesów, które wpływały na mój dość minorowy nastrój, doszła rosnąca świadomość upływu czasu.
Ten upływ czasu początkowo nie był jakoś przesadnie dostrzegalny, ale ostatnio zauważam u siebie objawy pewnej paniki. Tempo przemijania stało się galopujące. Dzień leci za dniem. Jak wodospad Niagara spadają kartki z kalendarza…
Od niedawna zaś proces ten jeszcze przyspieszył. Wydaje się, że ludzie wcale nie umierają w równym tempie. Ludzie odchodzą falami. Tak jakby rany zadane przez śmierć jednych przyspieszały śmierć drugich. Łapię się na tym, że ciągu kilku miesięcy odchodzi nagle cała jakaś grupa ludzi, którzy ukształtowali moją wyobraźnię i wrażliwość w dzieciństwie i młodości. Jakby powiał wiatr i pogasił świeczki.
Śmierć Vangelisa mnie zabolała. Przypomniała mi, że od trzech lat nie ma już wśród nas Rudgera Hauera. Jak mam powiedzieć, że filmów mi się już nawet trochę nie chce oglądać, skoro wiem, że nie zagra już w nich Rudger Hauer?
Im więcej ma się lat, tym szybciej czas wymazuje to, co nas ukształtowało. Nasza pamięć staje się coraz bardziej samotną wyspą, gdyż morze upływającego czasu zabrało lądy, które poznaliśmy, a na ich miejsce wyrastają nowe, których już nie poznamy…
Choćbyśmy się nie wiem jak starali – życie odpycha nas od siebie. Mam w sobie taki lęk, że nastąpi kiedyś dzień, w którym włączę radio i już niczego nie zrozumiem. Bo wszystko się już tak zmieni, że choćbym się nie wiem jak napinał – istota nowych czasów będzie już dla mnie nie do pojęcia. Że nadejdzie dzień, w którym zostaną mi już tylko dawno przeczytane książki…
Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.
Zostaw komentarz