Pisząc dziś teksty, posługiwałem się skrótami nazw komunistycznych służb represji — SB, UB, WSW — i popłynąłem w dygresje, które od dawna krążą mi po głowie.
Od lat nurtuje mnie pytanie: jak to się stało, że Niemcy — kraj, który przez dekady trząsł Europą swoją siłą i organizacją — pozwolił, by kontynent został zalany falą migrantów? A dziś nie tylko sam sobie z nią nie radzi, ale próbuje rozdzielać konsekwencje swoich decyzji na inne kraje, w tym Polskę.
W moich refleksjach coraz częściej wracam do pewnego porównania, które kiedyś traktowałem pół żartem. Dziś coraz częściej brzmi jak ponura diagnoza: Unia Europejska to Związek Radziecki w wersji „soft” — bez KGB, ale z podobną potrzebą kontroli. I choć nie widać jeszcze struktur jawnej przemocy, to coś się rodzi. Obserwując procesy, jakie zachodzą w Unii, zaczynam rozumieć, że system ten — jeśli ma się utrzymać — potrzebuje swojej wersji policji politycznej.
I wtedy doznałem olśnienia: tą nową siłą represji będą nie służby, lecz migranci. Ludzie całkowicie zależni od państw i struktur unijnych, lojalni nie z przekonań, lecz z konieczności. To nie będą mundurowe oddziały, jak kiedyś ZOMO. To będą luźne grupy społeczne, gangi, organizacje religijne, „sąsiedzi z innego kręgu kulturowego” — legalni, nieuchwytni, chronieni przez poprawność polityczną.
Pod pozorem „spontanicznych zamieszek” — czy to na tle rasowym, czy religijnym — będą pacyfikować niepokornych, marginalizować opornych, zastraszać i wykluczać tych, którzy myślą inaczej. A system pozostanie nietknięty. Eurokraci będą mieć czyste ręce, oficjalnie „demokracja kwitnie”, a społeczeństwo obywatelskie samo siebie „uczy szacunku i tolerancji”. Nikt nie będzie winny, nikt nie będzie odpowiedzialny. Układ doskonały.
Lenin miał marynarzy z Kronsztadu. Eurokraci mają migrantów. Różne czasy, różne narzędzia. Ale cel ten sam: zdusić bunt zanim urośnie, zanim złapie wspólny język. I tak jak dawniej rewolucja pożerała swoje dzieci, tak dziś Europa może się obudzić w świecie, którego sama już nie rozumie — i nad którym nie panuje
Zostaw komentarz