Jeśli wierzyć filoputinistom Rosja wczoraj obchodziła Dzień Pamięci i Smutku. Niestety, „pamięć” to nic innego jak tylko stalinowska jeszcze propaganda, za to „smutek” jest jak najbardziej zrozumiały.

To, co „historyk” Putin chce za wszelką cenę wyrzucić ze światowej pamięci – Związek Sowiecki aż do 22 czerwca 1941 roku był takim samym agresorem jak Niemcy. Ba, może nawet gorszym. Agresja Niemiec była bowiem możliwa dzięki dostawom rozmaitych towarów strategicznych oraz żywności właśnie z Imperium Stalina.

Są świadectwa, że ostatnie transporty przekroczyły granicę na kilkadziesiąt minut przed wybuchem wojny.

Dzisiaj prokremlowscy propagandziści próbują z tego uczynić argument za Stalinem. „Wujek Joe” ufał kanclerzowi Niemiec, a ten mu wbił nóż prosto… w nienasycone gardło.

Tyle tylko, że Moskale nie ukrywali swoich zamiarów już wcześniej.

Jeszcze echo powtarzało huk wystrzałów na froncie zachodnim, gdy na łamach Prawdy (Правда) 18 sierpnia 1940 roku generał Georgij Bajdukow pisał:

Ileż szczęścia i radości będą wyrażały spojrzenia tych, którzy tu, w kremlowskim pałacu, przyjmą do rodziny narodów świata ostatnią z republik! Widzę już oczyma wyobraźni te bombowce, które obracają w perzynę fabryki, węzły kolejowe, mosty, magazyny i pozycje wojsk nieprzyjaciela; samoloty szturmowe zasypujące gradem pocisków kolumny wojsk i stanowiska artylerii; okręty desantowe wysadzające nasze dywizje na tyłach nieprzyjacielskich armii.

Potężna i groźna flota powietrzna Kraju Rad wraz z piechotą, artylerzystami i czołgistami wypełnią swój święty obowiązek i pomogą uciskanym narodom uwolnić się od ciemiężycieli!

To nie tak, że uciskane były jedynie ludy państw podbitych przez Niemcy. Na Kremlu najwyraźniej wierzyli, że cały świat jęczał w oczekiwaniu na sowieckich wyzwolicieli.

Tak samo sądził zwykły Moskal.

Dzisiaj zaś putinowscy herstorycy opowiadają duby smolone o rzekomo istniejącym od 23 maja 1941 roku planie zagłodzenia sporej części sowietów. Czyżby jakimś cudem odnaleziono dokumenty Politbiura WKP(b) z planami wywołania Wielkiego Głodu na Ukrainie???

Tymczasem coraz bardziej dostępne źródła historyczne przedstawiają Moskwę w zupełnie innym świetle.

Po wypromowaniu Hitlera na przywódcę Niemiec (odmiennie Grzegorz Braun, polonista, wg którego za wyborem Hitlera na kanclerza kryją się Anglosasi) i umożliwieniu wybuchu II wojny światowej (pakt Hitler-Stalin, popularnie zwany paktem Ribbentrop-Mołotow) Stalin cierpliwie czekał na pokonanie Zachodu przez Niemcy.

Nie tylko czekał.

Zgodnie z koncepcją Władymira Triandafiłowa już we wrześniu 1939 roku rozpoczęła się tajna mobilizacja w efekcie której stan osobowy sowieckiej armii przekroczył wiosną 1941 roku… 5 milionów sołdatów.

Tymczasem do ataku na ZSRS Hitlerowi udało się zmobilizować wg zawyżonych danych niespełna 4 mln żołnierzy, oczywiście wliczając w to sojuszników – Węgry, Bułgarię, Słowację, Rumunię, Finlandię i Włochy.

Wg obowiązujących wówczas standardów (nie wiem, jak teraz, ale w latach 1980-tych też) przewaga atakującego musi być najmniej dwukrotna.

I nie dotyczy to tylko ludzi, ale przede wszystkim sprzętu.

A pod tym względem Sowieci bili na głowę Niemców oraz ich sojuszników. I to nie tylko ilościowo, ale przede wszystkim jakością broni pancernej. Dość powiedzieć, że moskiewskie tanki, jakie 17 września 1939 roku najechały Polskę, były lepszej jakości niż broń pancerna Wehrmachtu 22 czerwca 1941 roku. Jedynie lotnictwo niemieckie dysponowało większą ilością nowszych typów, aczkolwiek przez całą wojnę nie dorobiło się samolotu szturmowego porównywalnego z Ił-2, których w czerwcu ‘41 Stalin na zachodnim froncie miał więcej, niż Luftwaffe bombowców nurkujących Ju-87 Stuka.

Jak pamiętamy sowieckie „kroniki wojenne” miały one w początkowym okresie wojny rozgromić armię czerwoną.

Sowieckie samoloty myśliwskie były ciut wolniejsze, ale zdecydowanie lepiej uzbrojone. Ba, i łącznie było ich więcej, niż dysponowała Luftwaffe razem z sojusznikami (w tym Włochy i Japonia) wszystkich typów, czyli razem z maszynami bombowymi, łącznikowymi, szkolnymi i transportowymi.

Ale najdziwniejsze jest zupełnie co innego. Sztabowcy sowieccy już od jesieni 1940 roku zaczynają ćwiczyć… atak na Niemcy. W szeregu rozmaitych gier wojennych dopracowywano ataki na Kraków, odcięcie od Rzeszy Prus Wschodnich itp.

W planowanej ofensywie zamierzano wykorzystać tzw. cypel białostocki, czyli część okupowanego przez Sowietów terytorium II RP wcinające się na ponad 100 km w linie niemieckie. Podobne wybrzuszenie było w okolicach Lwowa, skąd sowiecka ofensywa miała iść prosto na Kraków i dalej w kierunku Wrocławia i Budziszyna.

Nic dziwnego, że opowieści najemnych lub tylko będących użytecznymi idiotami pismaków o „zaskoczeniu” wojną społeczeństwa sowieckiego i Stalina są bzdurne po prostu. Chyba, że zaskoczeniem był niemiecki atak, a nie wybuch wojny jako takiej.

Tak czy owak nie da się jednak obronić „zdradziecko” zaatakowanego Stalina, miłującego pokój. Bo nie da się przemilczeć dziesiątek tysięcy pocisków poukładanych wzdłuż granicy w prowizorycznych barakach, oczekujących na przybycie artylerii.

Ani gotowych szybowców desantowych, ani też milionów egzemplarzy map artyleryjskich, obrazujących co do przysłowiowego kamienia przy polnej ścieżce obszar należący do III Rzeszy.

Wypisywanie głupot o jakoby istniejącym spisku anglo-amerykańskim, mających skierować agresję Hitlera na Wschód, to niestety tylko pokłosie stalinowskiej propagandy. I to nie z czasów wojny, ale już z lat 1950-tych.

Wcześniej zbyt mocna była pamięć o sojuszu, który od czasów Rapallo (układ sowiecko-niemiecki 1922) pozwolił na remilitaryzację Niemiec. Ba, pamiętano też o pomocy, jaką Hitlerowi w 1932 roku udzielił Stalin tak, że mógł się stać następnego roku kanclerzem Niemiec.

Pamiętano tez o sowieckiej benzynie, jaką spalały w powietrzu niemieckie samoloty w Bitwie o Anglię.

Przykłady można by mnożyć.

Ot, choćby budowanie lotnisk sowieckich czasem w odległości strzału karabinowego od granicy z III Rzeszą.

Albo zwożenie na granicę szyn kolejowych i zapasów węgla.

Na początku czerwca 1941 roku Wanda WasilewskaTeodor Dreiser na łamach Prawdy (czytanej obowiązkowo również we Lwowie!) wieszczyli, że już niedługo Armia Czerwona przyniesie wolność Europie.
Całej Europie,
a zatem również Hiszpanii, Portugalii, Szwecji i Szwajcarii.

Jak ta wolność w praktyce miałaby wyglądać doskonale wiedzieli Polacy, którym jakimś cudem udało się przeżyć pierwszą sowiecką okupację.

Do jakiego stopnia sowieci byli okrutni świadczy najlepiej to, że wkraczające oddziały Wehrmachtu były witane często kwiatami, a kiedy starczyło czasu stawiano nawet bramy triumfalne.

Gdyby Hitler nie był równie ortodoksyjnym socjalistą co Stalin mógł wojnę na Wschodzie wygrać. Wystarczyło tylko uzbroić jeńców i skierować ich przeciw Stalinowi.

Ale zatriumfowała ideologia.

Co prawda w czasie walk okazało się, że Słowianie nie są wcale takimi podludźmi, jak „nauczał” Rosenberg itp., a pewne typy uzbrojenia były poza zasięgiem wyobraźni dowódców niemieckich (np. czołg KW-2 z haubicą 152 mm) lub też były pieczołowicie kopiowane (moździerz 120 mm), ale to w żaden sposób nie spowodowało zmiany nastawienia do podbitych.

Kiedy więc Naród miał do wyboru „swoich” komisarzy, mówiących zrozumiałym językiem, a komisarzy szwargoczących po niemiecku, wybrał to, co znał.

Na szczęście dla świata kręgosłup czerwonej bestii był już przetrącony. Szybki postęp niemieckiej ofensywy doprowadził do utraty źródeł aluminium – wielka huta i elektrownia wodna została zajęta jeszcze jesienią 1941 roku.

Gdyby nie pomoc aliantów Stalin co najmniej byłby skłonny zawrzeć pokój, jeśliby go wcześniej swoi nie utłukli jak potem w 1953 r.

Stąd właśnie wziął się ten dzisiejszy „smutek”. Wszak łatwo wyobrazić sobie, że wskutek jakichś nadzwyczajnych okoliczności niemiecki atak został przełożony na połowę lipca. A może też niemrawa wielka stalinowska armia ciut wcześniej pojawiła się nad granicą i, zgodnie z istniejącymi od 1940 roku planami, uderzyła pierwsza.

Wtedy to Niemcy byliby przyłapani podczas koncentracji wojsk, a zatem w najbardziej niedogodnej sytuacji, jaką można sobie podczas wojny wyobrazić.

Atak Czerwonej Armii po dwóch dniach tzw. bitwy granicznej doprowadził do rozdzielenia i okrążenia oddziałów Wehrmachtu stacjonujących prze granicy sowiecko-niemieckiej.

Kliny pancerno – kawaleryjskie (czołgi BT-7 i gwardyjskie oddziały konne, podobnie jak pod Stalingradem rok później) po 4 dniach osiągnęły dawną granicę polsko – niemiecką.

W ciągu 7 dni Poznań i Wrocław zostały odcięte od reszty Niemiec.

W Berlinie wybucha pucz, kierowany przez agentów Stalina ukrytych w najwyższych warstwach NSDAP.

Na jego czele stanął Martin Bormann.

Hitler zostaje zabity podczas próby nocnej ucieczki.

Tymczasem pancerno-kawaleryjska grupa sowiecka dotarła do Renu.

Żołnierze Wehrmachtu kierowani rozkazami otrzymanymi od Martina Bormanna, szefa NSDAP, w przyszłości zaś pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Niemieckiej Republiki Sowieckiej, nie walczą.

Armia Czerwona zatrzymuje się dopiero na wybrzeżach Kanału La Manche. Nieświadomi tego, co się naprawdę stało, Brytyjczycy świętują koniec wojny.

Równolegle do ataku na Kraków sowieci atakują na południu. Na kierunku rumuńskim najpotężniejsza armia świata, X uderzeniowa, zajmuje tereny roponośne i odcina III Rzeszę od źródła paliwa.

To już jest koniec.

Jedynie walczą oddziały we Włoszech, likwidując resztki oporu zwolenników króla.

Czy sowieci postanowili „wyzwolić” również Hiszpanię?

Najwyraźniej tak. Wszak pośród oficerów wojsk powietrzno-desantowych znalazł się syn hiszpańskiej działaczki rewolucyjnej, Dolores Ibárruri Gómez (La  Passionaria).

A potem Azja, Afryka…

Obie Ameryki i Australia.

Ale w 1941 r. to dopiero przyszłość.

Na razie 7 listopada 1941 roku Stalin stoi na trybunie pod wieżą Eiffla i ogląda manifestację wyzwolonych proletariuszy całej Europy oraz defiladę ich Czerwonej Armii. Obok niego stoi Jean-Paul Sartre, pełniący obowiązki pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Sowieckiej Republiki Francji. Tak właśnie miał wyglądać ROK PIERWSZY.

Moskwa zaś stałaby się MOSKWĄ, z ogromnym Pałacem Rad, przewyższającym nawet budowle, jakie chciał umieścić Hitler w Berlinie po wygranej wojnie.

22 czerwca 1941 roku Hitler pokrzyżował te plany.

Dlatego właśnie w tym dniu Moskale obchodzą Dzień Smutku.

23.06 2023

fot. Bundesarchiv – Łotysze witają wkraczających Niemców (Ryga)