(komedia mrożąca krew w żyłach, ale tylko na chwilę)
❄️ Rozdział I: Mróz, cisza i… podejrzenia
Ostra zima. Taka, co to nawet pingwiny zakładają swetry.
Mróz trzyma jak teściowa portfel zięcia – -25 stopni i ani myśli puścić.
Wieś zasypana śniegiem po kolana (albo i po pas, zależy kto mierzy).
Kominy dymią, psy szczekają, a ludzie siedzą w domach i nie wychylają nosa.
Ale nie wszyscy.
Wszak i Kloc stoją pod płotem, tupiąc nogami i dmuchając w dłonie.
— Ty, Kloc…
— No?
— Nie widziałeś Gwizdka od kilku dni?
— No nie… i to mnie właśnie martwi.
Spoglądają na jego chałupę.
Cisza.
Brak dymu w kominie.
Okna – całe „pomalowane na srebrno” przez mróz, jakby ktoś tam prowadził lodową galerię sztuki współczesnej.
— To nie wygląda dobrze… — mówi Wszak dramatycznie.
— Wygląda jak lodówka… tylko większa — dodaje Kloc, filozoficznie.
🚪 Rozdział II: Oblężenie drzwi
Postanowione: trzeba sprawdzić.
Pukają.
Potem walą.
Potem… napierdzielają w drzwi przez pół godziny, jakby próbowali wygrać konkurs na najbardziej upartą wizytę towarzyską.
— Gwizdek! Żyjesz?!
— Otwieraj, bo zaczniemy śpiewać kolędy!
Cisza.
Już mają się poddać, gdy nagle…
SKRZYYYYYP!
Drzwi się otwierają.
W progu stoi Gwizdek.
🧥 Rozdział III: Objawienie survivalowe
Wygląda jak skrzyżowanie polarnika z niedźwiedziem:
kombinezon jak na wyprawę na biegun
czapka uszanka tak duża, że ma własny kod pocztowy
broda – poziom „mogę w niej przechowywać zapasy na zimę”
Patrzy na nich półprzytomnie.
— Szo je, chłopci…?
Wszak i Kloc robią wielkie oczy.
— Dumali my, szo nie żywesz!
Gwizdek macha ręką z godnością człowieka, który wszystko ogarnął:
— Mene wodka hrije!
Zapada cisza.
Gdzieś w oddali pęka sopel.
🧠 Rozdział IV: Geniusz objawiony
Wszak zamyśla się głęboko. Bardzo głęboko. Tak głęboko, że aż Kloc musi go szturchnąć.
— Ty, oddychaj.
Wszak nagle unosi palec w górę.
— To… to jest GENIUSZ!
— Kto? — pyta Kloc.
— Gwizdek! To prawdziwy mistrz survivalu!
— Bo… nie wyszedł z domu i pije?
— Dokładnie! Minimalizacja ruchu, maksymalizacja energii! To przyszłość!
Wszak dostaje olśnienia:
— Musimy stworzyć… SZKOŁĘ SURVIVALU!
Gwizdek kiwa głową.
— I warsztaty… z degustacji…
🏕️ Rozdział V: Wielkie otwarcie
Kilka tygodni później.
Na środku zasypanej śniegiem polany stoi szyld:
„SZKOŁA SURVIVALU – WSZAK, KLOC & GWIZDEK”
„Przetrwasz albo przynajmniej spróbujesz”
Zjeżdżają pierwsi uczniowie:
jeden w kurtce z centrum handlowego („do -5 max”)
drugi z termosikiem herbatki
trzeci pyta, czy jest Wi-Fi
Wszak wychodzi przed grupę jak prawdziwy lider.
— Witajcie w szkole survivalu!
Kloc dodaje:
— Dzisiaj lekcja pierwsza: jak rozpoznać, że jest zimno.
Gwizdek wychyla się zza drzwi, trzymając kubek.
— Lekcja druga: jak się tym nie przejmować.
🔥 Lekcja nr 1:
— Jeśli twoje rzęsy zamarzły…
— …to znaczy, że jesteś gotowy na poziom średniozaawansowany.
🍶 Lekcja nr 2 (prowadzona przez Gwizdka):
— Sekret przetrwania?
— (pauza dramatyczna)
— Mene wodka hrije.
Uczniowie notują. Jeden nawet rysuje schemat.
❄️ Epilog
Szkoła działa do dziś.
Nie wszyscy uczniowie przetrwali kurs…
ale ci, co przetrwali—
nigdy więcej nie narzekają na zimę.
Albo… nic już nie mówią. 😄
Zostaw komentarz