Co myślą moi znajomi Ukraińcy, którzy obecnie przebywają na Ukrainie, o awanturze, jaka wynikła w związku z nadaniem przez Zełenskiego imienia „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ”? Odnotujmy, że owi moi znajomi to mieszkańcy centralnej Ukrainy.

Otóż są oni wręcz wściekli na Zełenskiego. Stosunek do UPA mieli zawsze negatywny, bo to nie ich świat. Przy tym wielu z nich ma dziś krewnych i przyjaciół w Polsce i uważają to, co zrobił Zełenski, za coś głupiego. Wojną są zmęczeni, są zmęczeni tym, że co raz nie ma światła, wody… Boją się o krewnych i przyjaciół, którzy są na froncie, bądź którzy mogą tam trafić. Tymczasem Zełenski – jak twierdzą – wywołuje kolejny skandal, który nie pomaga Ukrainie, a wręcz jej szkodzi – że szkodzi nie tylko Ukrainie jako państwu, ale także zwykłym Ukraińcom (przede wszystkim tym, którzy mieszkają w Polsce).

Wcześniej wszyscy oni popierali Zełenskiego, bo on w ich ocenie reprezentował wschodnią i centralną Ukrainę (tę ich), a przy tym nie był prorosyjski, a oni też absolutnie prorosyjscy nie są. Rozczarowanie narastało od jakiegoś czasu i stopniowo, a był to efekt coraz większego zmęczenia i narastającego poczucia zwątpienia. W miarę przeciągania się wojny zapał w nich wyraźnie gasł (a na początkowym etapie wojny był naprawdę ogromy).

Uważają oni więc, że Zełenski się pogubił i że wykonuje nerwowe ruchy. Być może coś w tym jest. Nie podejrzewam, że Zełenski odczuwa jakikolwiek sentyment do UPA, wręcz przeciwnie. Sam pochodzi z Krzywego Rogu, gdzie UPA nie działała, do tego ma korzenie żydowskie… Więc czemu to zrobił?

Albo ktoś mu to podłożył, a on tego nie sprawdził, albo… chciał zrobić na złość Nawrockiemu po spotkaniu, które miało miejsce 13 maja w Bukareszcie. Było to bowiem kolejne spotkanie obu prezydentów, z którego niewiele wynika, gdy chodzi o ewentualną współpracę wojskową (na przykład w kwestii montowania dronów czy innego sprzętu w Polsce), na czym – jak się zdaje – zależy stronie ukraińskiej, a po naszej stronie najwyraźniej nikt się do tego nie pali. W trakcie poprzedniego spotkania, które miało miejsce w Warszawie, prezydent Nawrocki wręczył prezydentowi Zełenskiemu, który to niczego wtedy nie zdołał załatwić, dwutomową publikację Instytutu Pamięci Narodowej pt. „Dokumenty Zbrodni Wołyńskiej”.

Polska od dawna nie odgrywa w tym wszystkim istotnej roli, po prostu w temacie Ukrainy jest poza grą. Wbrew temu, co sądzi większość Polaków. Owszem, początkowo sporo się tu działo, ale – jak to często u nas – był to typowy słomiany zapał.

Tak więc ja bym raczej tu widział przyczynę – że Zełenski postanowił zrobić na złość Nawrockiemu, zwłaszcza, że – jak mógł Zełenski sądzić – żadne szkody z tego nie wynikną, bowiem, jak już wspomniałem, Polska i tak zdecydowała się być poza grą. To mógł być zresztą nawet odruch. Początkowo praktycznie nikt na Ukrainie nawet tego nie zauważył. Ewidentnie nikt na to nie czekał, nikt tego nie oczekiwał. Wydarzeniu nie towarzyszyły żadne imprezy towarzyszące, a głośno zrobiło się o sprawie dopiero, gdy pojawiły się doniesienia o reakcji strony polskiej. Dopiero wtedy zauważono, że takie zdarzenie miało miejsce.

Tak czy inaczej – niezależnie od tego, czy przyczyną było niedbalstwo czy złośliwość i chęć odegrania się na Nawrockim, nie świadczyłoby to dobrze o Zełenskim, a raczej wskazywałoby na to, iż istotnie się pogubił (o ile istotnie tak było, jak napisałem).

Autor: Wojciech Kempa
Polski historyk, dziennikarz. Jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, autorem licznych publikacji historycznych, w tym pięciotomowego opracowania „Okręg Śląski Armii Krajowej”, a także prac: „Co przed Mieszkiem?”, „Na przedpolu Warszawy” czy „Śląscy Czwartacy”. Był kierownikiem produkcji cyklu filmów biograficznych „Siemianowiccy Dowódcy”.