Jesteśmy na co dzień bombardowani niezliczoną ilością medialnych informacji, czy też sprawozdań m.in. ze spotkań sportowych, czego wymownym exemplum jest mundial 2022r rozgrywany w Katarze. Docierają do nas także szlagiery piosenkarskie, a część ich tekstów zapada w naszej głębokiej pamięci i bywa często przywoływana przy różnych okazjach np. spotkań towarzyskich czy innych okolicznościowych uroczystości z cyklu rocznice urodzin, ślubów, imieniny czy też stypy. Nie bez kozery warto zatem w tym miejscu przypomnieć chociaż jedną zwrotkę tzw. piosenki biesiadnej pt. Jak szybko mijają chwile:

Upływa szybko życie, jak potok płynie czas,

Za rok, za dzień, za chwilę, razem nie będzie nas.

I nasze młode lata popłyną szybko w dal,

A w sercu pozostanie tęsknota, smutek, żal.

Zapewne niejednemu biesiadnikowi ochoczo przystępującego do gromadnego śpiewu tejże piosenki zdopingowanego uprzednim wypiciem „małego co nieco” zakręci się w oku nostalgiczna łza, a na licu lekko zaczerwienione policzki wykreują element wzruszenia, a nawet pewnej ekstazy. Z reguły najczęściej nasze wspomnienia ukierunkowywane będą i zarazem odnosić będziemy do czasów naszego dzieciństwa oraz młodości jako kojarzące się z najszczęśliwszym okresem naszego człeczego żywota. Jakże chwytliwie szarpiące serce i duszę są wspomnienia o pierwszym młodzieńczym amorycznym zauroczeniu, pierwszych skradzionych pocałunkach, wyczekiwanych randkach czy nieśmiałych, a oczekiwanych wzajemnych pieszczotach. To także niezapomniane młodzieńcze balangi zwane onegdaj prywatkami w trakcie których w upojnym zapomnieniu dochodziło czasami w ciemnych lub słabo oświetlonych kątach do znamiennych inicjacji.

Gdzie się podziały tamte prywatki ,

Gdzie te dziewczyny, gdzie tamten świat,

Gdzie się podziały tamte wspomnienia,

Tamtych szalonych, wspaniałych lat

Można z dużą dozą prawdopodobieństwa skonkludować, że w latach 60 i 70-tych ubiegłego wieku ta „prywatkowa” piosenka wykreowana została na ponadczasowy szlagier wielekroć w różnych konfiguracjach radośnie wykonywany. Luzacka atmosfera, wino marki wino, młodzieńcza spontaniczność i niczym nieskrępowany humor (chata wolna, starych nie ma; oj będzie bal!!) wyryły w naszej pamięci niezatarty ślad. Wielekroć przy jakowyś rocznicowym spotkaniach np. 50 rocznicy zdania matury takowe wspominki w sposób wręcz automatyczny stanowią swoiste clou towarzyskich rozgaworów. Ponieważ pamięć nieraz już szwankuje; w wyniku takiej wymiany wspomnień wielości ich uczestników, następuje ich stosowna korekta, a także wyfantazjowany rozbudowany legendarny już komentarz. Staramy się przy tym dawne zaistniałe zdarzenia uwznioślać i przedstawiać jako (z naszej temporalnej perspektywy) absolutnie niepowtarzalne.

Antyczni Rzymianie ukuli wszem i wobec wszystkich znane stwierdzenie, że: audaces fortuna iuvat, czyli: śmiałym szczęście sprzyja. Natomiast my możemy w kontekście tytułu felietonowego określającego kolokwialnie, a zarazem w sposób prozaicznie dosadny; uzupełnić to powiedzonko o niezaprzeczalną konkluzję, że życie po prostu trwa aż do: usranej śmierci!! Fajniaste określonko co nie…??? Inaczej się tego nie da w sposób surogatyczny określić, gdyż tenże autentyczny, słowny wulgaryzm oddaje paradoksalnie swoisty smaczek (nomen omen) takowej wypowiedzi…….

Rzecz jasna: ad mortem defecatam nie w pełni, aleć jednak w dużej mierze oddaje treść i sens innej skorelowanym z tą paremią latyńską ludowym powiedzonkiem, a mianowicie, że: życie kołem się toczy….

Człeczy kołowrotek żywota po prostu w odniesieniu do każdego z nas rozpisuje, względnie reżyseruje nam indywidualnie na co dzień określone role do koniecznego spełnienia, które w sposób wręcz fatalistyczny (aczkolwiek nie fatalny) realizujemy z różnym skutkiem. Tak to już po prostu jest i tak …… trwa mać!!!

W przestrzeni publicznej związanej z naszą człeczą egzystencją spotykamy z dawien dawna symptomatyczny zwrot: każdy jest kowalem swojego szczęścia.

W tejże przestrzeni funkcjonują także takowe m.in. stwierdzenia: możesz wszystko, wystarczy tylko chcieć, jak on mógł, to możesz i ty, wszystko jest w twoich rękach. Powstaje jednak dylemat: czy na pewno zawsze tak jest i czy rzeczywiście każdy z nas jest autentycznie kowalem swojego losu? Tenże przedstawiony dylemat oznacza wszak bardzo często spotykaną sytuację, że po prostu nie każdy dostał taki sam młot i takie samo kowadło przy pomocy których mógłby osiągnąć swojego szczęścia cel !!! Każdy z nas startuje bowiem z innej pozycji, posiada odmienne predyspozycje, sytuację materialną, status kultury i uzyskany stopień wykształcenia i wychowania.

Ilustrując to przykładem możemy wyobrazić sobie sytuację dziecka mieszkającego w dużym mieście, w znakomicie materialnie sytuowanej rodzinie, wychowane w miłości, radości i dostatku. Porównawczo odnieśmy się do dziecka ze wsi z rodziny w której występują duże problemy finansowe, a relacje familijne nie należą do wzorcowych. Teoretycznie rzecz ujmując każde z tych dzieci w przyszłości może osiągnąć sukces i spełnić swoje marzenia, ale każde ma zupełnie odmienne platformy startowe i tym samym odmienne możliwości i szanse na życiowe powodzenie.

Oczywistą oczywistością jest fakt, że na przestrzeni człeczych dziejów są znane sytuacje, gdy status milionera względnie człowieka sukcesu otrzymują osoby z miejscowości, gdzie diabeł mówi dobranoc, a koneksje i stosunki rodzinne raczej to wykluczały. A contrario rejestrowane są historie, gdy ktoś posiadał potencjalne wszelkie możliwe szanse na sukces, a je całkowicie zaprzepaścił.

Z całą jednak mocą należy stwierdzić, że nawet posiadając apriorycznie gorszy start, należy brać w swoje ręce przysłowiowe własny młot oraz kowadło i podejmować wszelkie możliwe działania, aby osiągać swoje wyznaczone perspektywiczne cele tj. skutecznie zadbać o swój wszechstronny rozwój duchowy, mentalny, finansowy czy naukowy. To tyle teoria i tzw. pobożne życzenia, a jak to w istocie w praktyce wygląda to po prostu każdy z nas biorąc pod uwagę swoje własne doświadczenia może znakomicie ocenić. Już w początkach swojej młodzieńczej egzystencji stawiani jesteśmy przez życie w sytuacji podejmowania decyzji odnoszącej się do naszej przyszłości. Będąc jeszcze niepełnoletnimi; kierując się określonymi predyspozycjami zmuszeni jesteśmy dokonać najbardziej właściwego wyboru w kwestiach edukacyjnych na poziomie szkoły zawodowej, ogólnokształcącej, a następczo także do obranego kierunku studiów wyższych. Tenże dokonany na tak stosunkowo wczesnym etapie człeczego żywota w znaczącym stopniu determinuje przyszłość tego „elektora” w bardzo szerokim zakresie, przede wszystkim związanym z jego statusem materialnym. Ważna jest także sfera spirytualna (nie spirytusowa!!) obejmująca duchowe przeżycia z dokonanego wyboru np. wysoka satysfakcja lekarza, czy prawnika w niesieniu pomocy bliźnim.

Periodycznie świadomi jako obywatele RP dokonujemy stosownych wyborów elektorskich powierzając nasz los i los naszej Ojczyzny pretendującym na stolce senatorskie i poselskie oraz stolce samorządowe kandydatom różnych opcji politycznych; niestety także głosując na skompromitowane rodem z PRL-u kreatury, ich sparszywiałe pomioty oraz ich aliantów. Takie są wszak wymogi i kryteria demokracji i tzw. poprawności politycznej.

Do granic pewnego wieku zarówno mężczyzna jak i kobieta posiadają status tzw. osób stanu wolnego. Jednak gdy przychodzi kryska na Matyska i ten stan ulega anihilacji w sytuacji zawarcia związku małżeńskiego w postaci tzw. sakramentalnej względnie formuły świeckiej składając stosowne oświadczenie przed kierownikiem USC wybór partnera (ki) jest dokonany w sposób z reguły świadomy i w pełni dobrowolny. Takowe związki posiadają jednak elementy pozwalające na ich przedwczesne (tj nie czekając na śmierć żony czy męża) zakończenie w postaci uznania kościelnego ślubu za nieważnie zawartego względnie rozwodu orzekanego przez Sąd. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest multum, jednak najczęściej jest to dopuszczenie się zdrady, czy też różnego innego rodzaju oszustw czyniących dalsze trwanie związku w kategoriach irracjonalnych. Nie sposób wszak aprobować zachować np. tzw. rogacza, który po uzyskaniu wiarygodnej informacji o dokonywanych ustawicznie ze strony współmałżonki zdradach nadal w takowym związku zamierza egzystować. Czasami jednak tak bywa, jak również z słynnym funkcjonowaniem tzw. syndromu sztokholmskiego, czyli prawie że uwielbianiem i stawianiem na piedestał przez nieszczęsną ofiarę swojego okrutnego ciemiężyciela.

Koniunkcyjne tenże syndrom sztokholmski oraz zjawisko pozostawania wiernym aż do felietonowej zasranej śmierci odnosi się niestety w wielu przypadkach do polactwa oraz członków i admiratorów PEŁO w sytuacji, gdy ich fuhrer Hyrzy Ruj usiłuje bezczelnymi łgarstwami robić w ciula nie tylko całość elektoratu RP, ale przede wszystkim swoich popleczników stawiających go na piedestał.

Trafnie możemy skonstatować, że percepcja estetyczna, dobrego wychowania i przyzwoitości polactwa uległa całkowitej deformacji. Z upodobaniem masochistycznego dewianta uwielbiają po prostu taplać się w rynsztokowym błocku i wszelakich fekaliach. Przy tym jedni jedynie li do kostek, inni do kolan, a pozostali po dziurki w nosie!!! Dla polactwa rynsztokowy fetor w istocie rzeczy przeistacza się w ekspektatywny rześki aromat. Ten stan rzeczy odnosi się do wszelkiej maści zaprzańców, huncwotów, jurgieltników, posesjonatów czerepów z całkowitym zlasowanym umózgowieniem, kolaborantów, kabotynów, autentycznych zdrajców interesów RP, notorycznych łgarzy i całkowicie wyzutych z honoru i nawet minimalnej przyzwoitości osobników (czek), vide: felieton pt: RYNSZTOK z 28.11.2022 r.

BRAFFOOO WYYYY!!!

I to byłoby na tyle jak onegdaj konkludował śp. prof. J. T. Stanisławski.

9.12 2022