Długo szukałem nazwy dla tego uczucia, które zawsze czuję na pustyni. I znalazłem w artykule Paula Bowlesa pod tym samym tytułem opublikowanego w magazynie „Holiday” ponad 70 lat temu. Jak napisał – „Jest to unikalne doznanie nie mające nic wspólnego z samotnością, bo ta zakłada pamięć”.
Byliśmy z żoną już na wielu pustyniach. W Egipcie, Maroku, Tunezji, Indiach, Iranie, Chile – na pustyni Atacama. Ilekroć na niej jestem doświadczam za każdym razem tego samego uczucia. Właśnie- jak określił je Bowles – „le bepteme de la solitude” (fr.) czyli chrztu samotności.
Dwa były najbardziej intensywne. Na Dżabal Musa, na Półwyspie Synaj dwadzieścia lat temu i na Pustyni Daszt e-Lut w Iranie, kilka lat temu.
Niebo
Doświadczenie zaczyna się wieczorem kiedy potężne świetliste niebo zaczyna ciemnieć. Jaskrawe złoto, od którego bolą oczy, zastępuje purpura blednąca tuż nad horyzontem w miarę opadania słońca za horyzont. Po chwili jest to tylko cienki, lekko przydymiony pas nad linią horyzontu. Gdy cała jasność zniknie, usiane gwiazdami sklepienie wciąż ma ten intensywny, błękitny odcień. Najciemniejszy tuż nad głową i blednący w miarę zbliżania się do ziemi co powoduje, że noc nie jest nigdy całkowicie czarna.
Cisza
Ogarniała mnie wtedy absolutna cisza. Przesycała powietrze wokół mnie i nade mną. Napierała wręcz na mnie, na mą skórę, oczy, jakby była jakąś niewidoczną siłą. Tylko od czasu do czasu słyszałem gdzieś z oddali jakby szept wiatru wyjącego pomiędzy skałami i na wydmach. Jakby krzyk konających z pragnienia wędrowców, którzy na tych bezdrożach zagubili drogę. Psichariego, Antoine de Saint Exuperiego, beduinów pędzących wielbłądy w karawanach przewożących złoto, kość słoniową, jedwab, a także sól i żywicę z Sokotry. Jeszcze dziś jak ktoś się dobrze przypatrzy oczyma wyobraźni może dostrzec na piasku ich zawiewane przez piasek ślady. I tak od tysiącleci. Wędrowcy przemierzają pustynne szlaki, od oazy do oazy, które zaraz po ich przejściu znikają pod tonami piachu i skał naniesionych przez pustynne wiatry. Dżiny wszystkich pustyń na świecie.
Chrzest samotności
W swym artykule Bowles pisze – ” wtedy wędrowcowi nie zostaje nic poza własnym oddechem i biciem serca. Rozpoczyna się dziwny, nienależący do przyjemnych proces reintegracji”. Ja doświadczałem wręcz zaniku mojego „ja”. Wszystkich myśli, wspomnień, pragnień, relacji z innymi. Słyszałem tylko swój oddech, ale jakby ktoś inny oddychał, nie ja. Patrzyłem na swoje ciało, które z sekundy na sekundę, traciło swe kontury i rozpływało się w ciemności. Jedynie dotykiem mogłem sprawdzić, że rzeczywiście jestem „tu i teraz” choć było to raczej bezcielesne trwanie, a nie aktywne uczestnictwo.
Trwało to jakiś czas. Nie wiem dokładnie jak długo. Kiedy ten stan minął położyłem się na gorącym jeszcze piasku i zasnąłem.
I pomimo bólu, który wywołuje chrzest pustyni, ilekroć na niej będę chcę go przeżyć.
Autor: Antoni Styrczula
Opinii publicznej kojarzę się jako rzecznik prasowy Prezydenta RP, a także dziennikarz radiowo-telewizyjny i prasowy. Od wielu lat zajmuję się szkoleniami i doradztwem w zakresie public relations i marketingu politycznego. Jestem ekspertem w kreowaniu wizerunku firmy w e-przestrzeni i social mediach oraz zarządzaniu informacją w sytuacjach kryzysowych. W wolnych chwilach podróżuję. Przede wszystkim do Azji. Więcej tekstów autora przeczytacie na blogas24.pl



Zostaw komentarz