Czyli jak Trump rozmawia sam ze sobą.

Trump mówi, że negocjuje z Iranem zakończenie wojny, ale Teheran temu zaprzecza. Ba, oświadczył nawet, że Iran zaproponował mu przywództwo kraju. Teoretycznie mogłyby gdyby obciął sobie napletek na fiutku i wygłosił szahadę.

Czytając kolejne oświadczenia Trumpa w sprawie wojny z Iranem mam wrażenie, że wygłasza je ktoś zdrowo szurnięty.

Nie jestem psychiatrą więc nie zdiagnozuję Trumpa, i to na odległość, ale jest coś na rzeczy.

Tak czy owak megalomania połączona z niebywałym narcyzmem i tak już wystarczy, choć porządne badanie psychiatryczne też by się Trumpowi przydało, bo trzyma palec na przycisku odpalającym rakiety atomowe.

Gdyby to był jakiś afrykański kacyk albo prezydent lilipuciego państwa na Pacyfiku, nie zwrócilibyśmy na ten bełkot uwagi, ale jest to szef supermocarstwa posiadającego olbrzymi zasoby broni jądrowej i dowódca największej na świecie armii.

Trump stanowi też problem dla klasycznej dyplomacji opartej na prawie międzynarodowym i zasadach.
Przynajmniej teoretycznie.

Jak z takim oszołomem negocjować kiedy zmienia zadnie co pięć minut, a jego wiarygodność jest mniejsza od zera?

Ja osobiście nie wierzę, że gdyby Ruskie nas zaatakowały ten wyśle nam wojska USA na pomoc.

Stan zdrowia psychicznego to w ogóle szerszy problem i nie dotyczy tylko Trumpa.

Przede wszystkim różnych dyktatorów i tych, którzy marzą by nimi być.
Kim są, naprawdę widzimy dopiero gdy zdobędą upragnioną władzę pozwalającą im na rozprawienie się z wrogami i społeczeństwem.

W Polsce również mamy takie „kwiatki”.

Kaczyński, Nawrocki, Błaszczak, Czarnek, Braun i różne małe fuehrerki z fanatyzmem w oczach, jak Macierewicz.

Konkludując by móc jeździć rowerem trzeba zadać egzamin na kartę rowerową, ale by zostać prezydentem kraju nie trzeba żadnych świadectw.

Choć z drugiej strony, gdyby takie badanie stanu zdrowia psychicznego wprowadzono dla kandydatów na prezydenta RP i np. posłów niewielu z nich by je przeszło.