Już z daleka widział lekko rozkołysaną postać pani Zosi. Szła w szeroko rozwianym płaszczu, za którym płynęły w powietrzu liście uniesione podmuchem jej przejścia. Tak musiała wyglądać pani Jesień. Bez wątpienia robiła urocze wrażenie, a jednak pan Tomek nie potrafił powstrzymać się od myślenia o tym, jak musiała wyglądać pani Zosia, gdy wyglądała jak wiosna.

– No więc, panie Tomku, dzisiaj będzie na poważnie… koniec ze śmiechami i chichami… bo wczoraj byłam na spotkaniu… ja chodzę na spotkania… byli wspaniali ludzi… rozmowy na wysokim poziomie… nie dla każdego… bo to była wyższa klasa… większości nawet nie rozumiałam… ale nie trzeba wszystkiego rozumieć… wystarczy czuć to sercem… ja to czułam. I wie pan co, panie Tomku, pomyślałam sobie wtedy o panu. Tak, tak, o panu. Nie ma co się głupio uśmiechać. Bo ja wiem, że pan nie jest taki głupi, chociaż gada pan głupoty. Więc teraz mam do pana poważne pytanie: dlaczego pan nie jest po właściwej stronie?

– Może dlatego, że ja wszystko widzę od drugiej strony. Nigdy normalnie. Tak zawsze mówiła moja mama.

– Ale ja pytam poważnie. Przecież pan dużo bardziej pasuje do właściwej strony niż do tamtej. Gdyby myślał pan poprawnie, zapewne byłoby panu lepiej. Bo patrząc na pana, to dobrze nie jest.

– Może ma pani rację, pani Zosiu. Może nawet chciałbym myśleć tak jak pani, ale jak? Jak się biorę do myślenia, to zawsze jest nie tak. Pani jest moją ostatnią deską nadziei. Nie znam nikogo innego, kto mógłby mnie nauczyć poprawnego myślenia.

– Sama też o tym myślałam. Kilka korepetycji w zakresie prawidłowego myślenia na pewno się panu przyda. Zacznijmy od czegoś prostego. Proszę powiedzieć, co pan widzi?

– Zapewne to samo co pani. Olbrzymi korek samochodów. Rozkopano im drogę, więc wpadły w pułapkę. Ani do przodu, ani do tyłu, ani żadnej drogi ucieczki, gdyż wszystkie drogi są rozkopane. Niektórzy kierowcy nie wytrzymują nerwowo i próbują się wycofać. Ich rozpaczliwe manewry potęgują zamęt. Część samochodów zamiast na wprost stoi w poprzek. Tak samo jest tu całymi latami. Dlatego wydaje mi się, że celem tego remontu nie jest naprawienie drogi, ale finansowanie niekończącego się remontu…

– No i widzi pan, panie Tomku, sam pan widzi, co pan wyprawia.

– Ale co? Przecież pani widzi to samo. Pani też tu mieszka. Więc pani pamięta, że zanim zaczął się ten remont, przed nim był tamten, a wcześniej jeszcze tamten w wersji poprzecznej. Kiedyś mieliśmy nadzieję, że to się skończy, że jest jakiś cel. Ale proszę mi powiedzieć z ręką na sercu, czy jeszcze pani wierzy w mityczny koniec remontu? Oby następny remont nie zaczął się, zanim skończy się ten remont, bo się zaklinują, gdy jedni zaczną odkopywać to, co drudzy będą zakopywać.

– Aż mi ręce opadają, panie Tomku. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale nie aż tak. Odłóżmy na razie na bok istotę sprawy. Zacznijmy od prostego wyjaśnienia. Patrz pan jak prawdziwy ćwierć intelektualista, umysłem, a nie oczami.

– Ale powiedziała pani, że mam powiedzieć, co widzę.

– No właśnie! – niemal wykrzyknęła pani Zosia, unosząc palec wskazujący ku niebu – ale ma pan widzieć właściwie. Dlatego musi pan widzieć to, co panu powiedzą, bo oni wiedzą lepiej. Jeżeli pan widzi to, czego nie widzą ci, którzy wiedzą lepiej, to jest klasyczny objaw szaleństwa.

– Więc co pani tu widzi, pani Zosiu, poza olbrzymią dziurą w błocie?

– A widzi pan. Ja tu widzę nowoczesną drogę szybkiego ruchu z nowoczesnymi tunelami, jak w Alpach Szwajcarskich. Widzę, że tu się wykuwa rozwiązanie problemów komunikacyjnych łódzkiej aglomeracji. W tym miejscu będzie najpiękniejszy w całej Europie przystanek metra, którym będzie można przejechać na drugą stronę Łodzi, aż do Andrespola. Ja to widzę!

– Łoo matko, Matko Boska. Jak pasterka z Fatimy.

– Oczywiście, że tak. I widzę to tak wyraźnie, że boli mnie, jeżeli ktoś myśli inaczej. Dlatego ochrona praw człowieka czwartej generacji powinna polegać na zmuszeniu takich jak pan do poprawnego myślenia, aby nie szkodzili takim jak ja, którzy myślą właściwie.

– Ale przecież pani też tu kiedyś widziała zgliszcza. Pamiętam, jak pani o tym mówiła.

– Oczywiście, że tak, panie Tomku. Bo jest jeszcze jedna zasada. Zanim pan zacznie patrzeć, musi pan sprawdzić, kto rządzi. To jest tak, jakby nastawienie prawidłowej ostrości widzenia w lornetce. Po prostu musi pan wiedzieć, jak widzieć. Czy wie pan, kto teraz rządzi w Łodzi? A kto rządził przedtem?

– Tak.

– No właśnie. To teraz proszę do tego dostosować ostrość widzenia.

I urocza pani Jesień odeszła, a pan Tomek został i obserwował liście wirujące w powietrzu po jej przejściu. Próbował też zobaczyć przepiękną wizję, którą roztoczyła przed nim pani Zosia. Chyba jednak pierwsze korepetycje to za mało. Nadal widział czarną dziurę, wchłaniającą niebotyczne pieniądze ku chwale ojczyzny.