Według Służby Bezpieczeństwa w 1977 roku wespół z młodszym ode mnie o trzy lata osobnikiem podjąłem działalność przestępczą. Inkryminowany proceder uprawiałem razem z rzeczonym osobnikiem właściwie do końca PRL.

Dzięki osobistemu szczęściu, no i trochę sprytowi, nie udało się SB mimo kilkuletniej inwigilacji przyłapać nas na niecnych czynach kolportażu wydawnictw bezdebitowych. Na początku stanu wojennego rzeczonego wspólnika internowano, a mnie z posady w szpitalu psychiatrycznym — ekspulsowano.

W Wolnej Polsce uzyskaliśmy status osób represjonowanych i działaczy opozycji antykomunistycznej. W skali kraju , takich jak my… doliczono się niecałe szesnaście tysięcy.

Rzeczpospolita dba o nas z należną kombatantom czułością, przepycha nas poza kolejką do lekarzy, dokłada do naszych emerytur 565 zł, zapowiada nawet, że da od sierpnia o tysiąc złotych więcej. Na balkonie, gnuśnie się rozciągając na składanym fotelu wśród pelargonii, myślę leniwie, przecież o taką Polskę chodziło!

Byłby to w pełni wpis optymistyczny, żeby nie to, że rzeczony osobnik, z którym w swoim czasie walczyłem i z którym… uwielbiam topić kombatanckie wspomnienia w whisky, chce walczyć dalej i nie idzie mu tej ochoty walki wyperswadować.

Rzeczpospolita go głaszcze, przytula do Ojczyzny łona, a on przebiera w odznaczeniach, o jakiś sądach mamrocze…