Tylko dwadzieścia lat wystarczyło, aby narracja „islam należy do Niemiec” pokazała swoje realne konsekwencje w życiu społecznym kraju nad Szprewą.
Zeby klarownie przedstawić rozwój tej niemieckiej deklaracji politycznej – trzeba sięgnąć do pierwszego takiego stwierdzenia, wypowiedzianego przez polityka CDU (Wolfganga Schäuble) w roku 2006 podczas inuguracji Konferencji Islamu w Niemczech. Wybrzmialo wówczas właśnie tak; „ Islam należy do Niemiec”.
W następnych latach powtarzali je inni przywódcy rządu berlińskiego ( m.inn. Christian Wulff), ale najmocniej wybrzmiało ono – powtarzane kilkakrotnie – z ust Angeli Merkel, po raz pierwszy w styczniu 2015 po spotkaniu z premierem Turcji w Berlinie. Ex-kanzlerka powtórzyła je w 2018 w Bundestagu – i jeszcze w kolejnych latach. Wywoływało to w niemieckich warstwach rządzących, w tym we własnej partii Angeli Merkel – CDU oraz w koalicji – ożywioną debatę, niezadowolenie, czasem bezpośredni sprzeciw. Jednym z krytyków tej deklaracji byl teolog ewangelicki, były prezydent Niemiec (2012-2017) , znany z tego, że dokonywał próby rozliczenia spuścizny NRD (StaSI – Akten) Joachim Gauck. W maju 2011 w wywiadzie dla tygodnika „Zeit” odciął się on wyraźnie od powyższego´hasła, tak to wyjaśniając: „To muzułmanie, którzy tu mieszkają należą do Niemiec, a nie islam!”, gdyż: „religia jako taka nie może należeć do państwa w taki sam sposób, jak ludzie”. Podobnie krytyczną postawę wyraził członek Bundestagu, polityk CDU Hans-Peter Friedrich. Argumentował on, że tradycja i tożsamość Niemiec są kształtowane przez chrześcijańswo i judaizm, a nie przez islam. Stwierdził, że „państwo nie powinno poświęcać swoich tradycji i obyczajów dla falszywie pojmowanej tolerancji lub szacunku”. Oznajmił, że „„Islam nie jest elementem kształtującym Niemcy”. Debata na ten temat trwa od dziesięcioleci i jest stałym elemenem niemieckiej polityki, w której ścierają się przekonania o chrześcijańskim dziedzictwie kraju z wizją społeczeństwa pluralistycznego. W roku 2011 wyżej wymieniony polityk Friedrich tak ją skomentował: „Czy islam za kilka stuleci stanie się elementem kształtującym Europę lub Niemcy, pokaże historia”
I oto w czwartek, 19 marca br , w religii katolickiej – dzień św. Józefa, Oblubieńca Najśw.Maryi Panny – niemiecki prezydent Walter Steinmeier z racji zakończenia islamskiego święta – ramadanu – ogłosił „Ramadan stał się świętem zakorzenionym również w Niemczech i stanowi część życia religijnego naszego kraju”.
Nie trzeba było więc zbyt długo czekać, żeby historia pokazała, jak zmieniła się struktura spoleczna i fundament państwa, gdzie islam na przestrzeni tylko dwudziestu lat stał się „elementem kształtującym Niemcy”!
Reakcja społeczeństwa tego kraju na oświadcznie prezydenta NRF była zróżnicowana, przewaga jednak odniosła się do tego prezydenckiego credo krytycznie. Duża część opinii publicznej, głównie niemiecka prawica, wyraziła oburzenie. Odebrano te słowa jako prowokację i probę zmiany tożsamości kulturowej kraju. Zarzuca się Steinmeierowi brak związku z realiami życia większości społeczeństwa, pojawiły się komentarze sugerujące, że „Niemcy poddają swój kraj”. Można było przeczytać w prasie komentarze, domagające się zmian politycznych, np. „Natychmiast odwołać – ta władza z dnia na dzień jest coraz gorsza”, zarzucano prezydentowi „wyprzedawanie własnej kultury” Przedstawiciele partii AfD oraz niektórzy politycy CDU/CSU uznali słowa niemckego prezydenta za kapitulację wobec islamizacji kraju lub za próbę sztucznego zrównania tradycji muzułmańskicih z chrześcijanskim fundamentem kultury.
Gdy sie mówi o „islamizacji” – to trzeba tu dodać informację, że w Niemczech cały czas budowane są nowe meczety. Szacuje się, że w kraju istnieje już ok 2700 – 3000 miejsc kultu islamskiego i ciągle powstają nowe, ostatnio w tym roku (2026), mimo protestów społeczeństwa, został otwarty nowy meczet w Efurcie ( Turyngia), krótko przed otworem stoi następny w Karlsruhe (Badenia –Würtenbergia) i w Krefeld (Nadrenia Westfalia). W Niemczech funkcjonują zarówno małe, osiedlowe meczety jak i duże centra, jak w Kolonii –
Poparcie dla islamu –oczywście – wyraziły środowiska lewicowe, i muzułmańskie. Wyszło tu na jaw, jak głębokie podziały społeczne istnieją w Niemczech jeśli chodzi o kwestie integracji i tożsamości narodowej.
O owych podziałach – jeszcze słów kilka. W mediach społecznościowych ukazała się informacja o pewnej szkole na terenie Niemiec, gdzie doszło do sytuacji pokazujęcej, ile racji i troski o przyszłość Niemiec zawieralo – już cytowane pytanie wyżej wymienionego polityka: „Czy islam za kilka stuleci stanie się elementem kształtującym Europę lub Niemcy”. ? Tak, panie Friedrich, minęło zaledwie kilkanaście lat – i już stał się ! Oto w jednej ze szkół ogólnokształcących w mieście Kleve w landzie Nadrenia Północna-Westfalia, która tradycyjnie uważana jest za jeden z najbardziej katolickich landów Niemiec, w placówce, która wcześniej nigdy nie organizowała wspólnych obchodów Bożego Narodzenia – w tym roku zaproszono uczniów i rodziców na szkolne spotkanie z okazji islamskiego iftaru (posiłek, który spożywa muzułmanin po zachodzie słońca w okresie postu ramadan). Muzułmańska młodzież w tej szkole poleciła współuczniom, żeby w czasie tego ich „świętego miesiąca”- również powstrzymali się od jedzenia, a jedzącym w czasie przerw kazano odwracać się tyłem, aby nie przeszkadzać islamskim kolegom. „Polski Obserwator.de” zatytułował swoje komentarze w tej sprawie tak: „Niemiecka szkoła ustępuje muzułmańskiemu ramadanowi. Dzieci mają nie jeść przy kolegach, bo to „prowokacja“. W prasie tak było można przeczytać: „Jedna z matek twierdzi, że jej córka czuje się wykluczona przez część rówieśników. Dziewczynka miała powiedzieć nauczycielce, że podczas przerw jest ignorowana, a niektórzy uczniowie wytykają jej niemieckie pochodzenie.” To już nie ksenofobia Niemców wobec przedstwicieli innych narodowości, to dowód dominacji islamu w przestrzeni publicznej, gdzie szkoła rzutuje na obraz dnia jutrzejszego w tym kraju i kształtuje Niemcy i Europę – czego obawiaö się pan Friedrich w roku 2011.
Wychowywanie najmłodszych zgodnie z narracją prezydenta Niemiec ogłoszoną 19 marca – odbywa się w już nawet w niemieckich przedszkolach, np w Gelsenkichen (Nadrenia-Westfalia) – dzieci uczyły się, jak modlić się w meczecie i jak pisać swoje nazwiska po arabsku.
I w tym miejscu dochodzimy do pytania, którego nie da się już dłużej unikać. Czy mamy do czynienia z naturalnym procesem zmian społecznych — czy też z kierunkiem, który wymyka się spod demokratycznej kontroli i świadomego wyboru obywateli?
Bo historia nie dzieje się „gdzieś obok”. Ona dzieje się tu i teraz — w szkołach, w instytucjach, w codziennych decyzjach polityków. I nie chodzi już o to, czy islam jest obecny w Niemczech. Bo to jest juz fakt. Pytanie brzmi: kto i na jakich zasadach będzie definiował przyszłość tego państwa?
Ps. W pewnym miasteczku w Hesji, (gdzie 4-7 proc to wyznawcy islamu), liczacym 92 tys mieszkancow, w którym mnie przyszło od 30 lat żyć — od lat sześćdziesiątych istnieje wspólnota muzułmańska, stworzona w 1962 przez ówczesnych tureckich studentów.i „gastarbeiterów”. Liczbę wyznających islam podaje się jako 5 – 8 tysi;cy, to niewiele, ale zapewne wystarczająco dużo, żeby posiadać dwa meczety i właśnie budować jeszcze trzeci, którego ukończenie planowane jest na rok 2029. Dodam jeszcze, że w stolicy Hesji – Wiesbaden znajduje się około 15 meczetów lub islamskich stowarzyszeń religijnych. To – jako uzupelnienie obrazu Niemiec, w ktorych obecnosc islamu uznali polityczni przyowdcy tego kraju jako religia „zakorzeniona w Niemczech”
Temat „islamizacja” Niemiec- i innych państw Europy zachodniej jest tak obszerny, że wystarczy na kilka (następnych) moich felietonów. Ten – zakończę słowami: niech czytelnicy cieszą się, jeżeli w ich kraju – jeszcze nie są „zachęcani” przez rządzących od świętowania ramadanu !