Jestem nie tyle zbulwersowany, ile przygnębiony. Moja 87-letnia siostra porusza niebo i ziemię, aby uratować przed zamknięciem Dom Pielęgnacyjny, którego jest założycielką i mimo podeszłego wieku nadal pełni funkcję dyrektora społecznie, bez wynagrodzenia. Placówce grozi likwidacja z powodu braku środków na dalsze funkcjonowanie.
Tymczasem czytam, że właściciele portali organizujących internetowe zbiórki potrafią osiągać wielomilionowe przychody czy prowizje dzięki ludzkiej hojności i poruszającym serca apelom o pomoc. Oczywiście usłyszymy, że jest to biznes jak każdy inny, wymagający pomysłu, inwestycji, technologii, marketingu i sprawnego zarządzania. Rozumiem także, że utrzymanie serwerów, obsługa płatności, bezpieczeństwo danych i wynagrodzenia pracowników kosztują.
Problem nie tkwi jednak w samym fakcie pobierania opłat. Rodzi się raczej pytanie o proporcje i o to, dlaczego tak często ogromne środki finansowe krążą wokół pośredników, podczas gdy instytucje wykonujące bezpośrednią pracę na rzecz ludzi pozostają na granicy przetrwania.
Najbardziej boli mnie to, że współczesny świat zdaje się częściej nagradzać tych, którzy potrafią skutecznie organizować przepływ pieniędzy, niż tych, którzy przez całe życie poświęcają się służbie drugiemu człowiekowi. Nie znaczy to jednak, że wartość pracy mojej siostry jest mniejsza. Wręcz przeciwnie. Są rzeczy, których nie da się przeliczyć na prowizje, zyski ani bilanse finansowe. Dziesiątki lat opieki nad ludźmi starszymi, chorymi i potrzebującymi należą właśnie do takich wartości.
Dlatego odczuwam nie tyle gniew, ile smutek i niepokój. Boję się, aby wysiłek całego życia mojej siostry nie został zaprzepaszczony z tak prozaicznego powodu jak brak środków. Trudno pogodzić się z myślą, że dzieło budowane przez dziesięciolecia może upaść wtedy, gdy wokół nas przepływają miliony złotych przeznaczane na rozmaite inicjatywy.
Wiem, że gospodarka rządzi się swoimi prawami. Wiem również, że dobro nie zawsze idzie w parze z rentownością. Nie zmienia to jednak faktu, że ludzie tacy jak moja siostra są moralnym kapitałem społeczeństwa. I właśnie dlatego tak trudno patrzeć obojętnie na ich zmagania.
Zostaw komentarz