Neapol to oczywiście „centrum historyczne” pełne zabytków, tłumów turystów i wszechobecnych knajpek, w których zdzierają z tych pierwszych, aż miło. Ale wystarczy odejść kilkaset metrów od tego miejsca by zobaczyć inny Neapol, ten o niezbyt miłym obliczu.

Mieszkaliśmy w butikowym hotelu #Nunu” przy Corso Umberto I, jednej z głównych ulic miasta.
Mieścił się na pierwszym piętrze XIX wiecznej kamienicy, w której, na pozostałych piętrach mieszkali mieszkańcy.
Zaledwie kilkanaście pokoi, z których każdy, miał dwa balkony służące za palarnię.

Ten, na którym przesiadywałem dużo czasu, nie tylko „na dymka” wychodził na boczną, wąską uliczkę, na której był parking.

Już pierwszego dnia zastanawiało mnie to co robią tam ludzie siedzący od rana do wieczora na krzesłach.

Wyszli popatrzeć na ludzi? Poopalać się? A może czegoś pilnują?

Właściwa była ta trzecia odpowiedź.
Oni „pilnują” zaparkowanych dookoła samochodów.

Byli to parcheggiatori abusivi czyli nielegalni parkingowi.

W tym miejscu było ich akurat czworo.

Zażywny gość, w średnim wieku.

Tleniona blondyna w legginsach i krzykliwych T-shirtach, gadatliwa starowinka (może matka obojga) i „napakowany” obijbok, popijający od czasu do czasu piwo.

Ich „stanowisko” mieściło się pod fantastycznym graffiti ( na zdjęciu) przedstawiającym anioła, pod którym biegł napis „Dzielnica Spinacorona pozdrawia zwycięzców Włoch”.
Chodzi oczywiście o klub piłkarski SSC Napoli, w którym długie lata grał -jak nazywają go Neapolitańczycy, „boski” Diego Maradona.

Choć proceder pobierania opłat od kierowców w zamian „za ochronę” przed kradzieżą lub uszkodzeniem pojazdu, jest nielegalny, to jednak powszechnie akceptowany/tolerowany przez kierowców.

Ba, traktują oni tych „parkingowych” niemal po przyjacielsku.

Oprócz zwyczajowych od 2 do 5 euro w zamian za „popilnowanie” niejednokrotnie starszej pani przynosili a to espresso, a to pomarańczę lub kanapkę z pobliskiego baru.

Niektórzy kierowcy oddawali wręcz zażywnemu gościowi kluczyki od swego samochodu by znalazł im miejsce na ich pojazd.
Pełna komitywa.

Oczywiście można odmówić „parkingowego”, ale wtedy należy się liczyć z zarysowaniem karoserii lub przebiciem opon.
A który kierowca tego chce, więc płacą.

Patrząc na tych niestrudzonych i w sumie poczciwych ludzi, którzy po prostu, tak zarabiają na życie lub dorabiają do nędznych zasiłków lub emerytur, pomyślałem o pijaczkach spod Hali Mirowskiej w Warszawie uprawiających podobny proceder.

Ale gdzie im tam do „wesołej” i gadatliwej gromadki, którą udało mi się podpatrzeć na jednej z uliczek Neapolu.

#Neapol #nielegalniparkingowi #CorsoUmbertoI

Na zdjęciu, wspominany w tekście napakowany młodzieniec pod graffiti „dzielnica Spinacorona pozdrawia zwycięzców Włoch i duża litera „N”, która rozwiewa wątpliwości o jaki klub chodzi