Nie wiem jak to Henel zrobił, że w stosunkowo krótkim czasie po przyjęciu uzyskał właściwie … status szpitalnego rezydenta. A przecież , startował z możliwie najniższego poziomu psychiatrycznej drabiny — pacjenta detencyjnego. Do niedawna przecież przebywał w wiezieniu, gdzie był przez innych więźniów szczególnie, jako były funkcjonariusz Ube poniżany. Był tam, używając grypsery … najmarniejszym cwelem. Bity, gwałcony, traktowany nieludzko.
Jednak po pewnym czasie przypuszczam — wyciągnęli go również stamtąd jego byli koledzy z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, uzyskując dla niego zamianę kary więzienia — na zamknięcie w oddziale podsądnym szpitala psychiatrycznego.
Na początku tam pobytu Henel też był ograniczony jak w kryminale, który niedawno opuścił: rygor zamkniętych drzwi, kraty w oknach, przepierzenia z krat ogradzających odcinki z bardziej gwałtownymi pacjentami… z których każdy miał na swoim kącie poważne przestępstwo: zabójstwo, gwałt itp. Wizjery ze szkła pancernego w drzwiach izolatek -dopełniały więziennego wrażenia.
A jednak …cicha, solidarna i niezwykle skuteczna zmowa funkcjonariuszy policji politycznej – wyłuskała również Henela z tego miejsca Został przeniesiony na oddział z chorymi chronicznie, i stamtąd posłano go w ramach terapii zajęciowej do pracy we wspomnianej już wyżej tkalni.
Od tego momentu — otworzył się w jego życiu rozdział, o którym nawet wcześniej nie mógł marzyć…!
Nie musiał już ciężko, jak to dotąd w jego życiu bywało – pracować. Dostawał ubranie, jedzenie, a nawet kieszonkowe. Miał wygodne łóżko, pewny dach nad głową.
Swoją serwilistyczną postawą, zjednywał sobie przychylność personelu, pochodzącego przeważnie z okolicznych wsi, a więc ludzi, których rozumiał, których zachowania i reakcje mógł przewidzieć.
W dodatku: od czasu do czasu — przychodziła pani, albo pan w okularach i w białych kitlach i … dociekliwie pytali go, w jakich okolicznościach i kiedy mu staje prącie ?
Praca w tkalni, pośród szumu i stukotu dziewiętnastowiecznych maszyn, napędzanych pasami transmisyjnymi. Obracających się trybów, przekładni, czółen – dawała mu szczególne poczucie postępu życiowego, jaki osiągnął. Niesłychanego w jego sytuacji awansu technologicznego, który zastępował jego mięśnie — przyzwyczajone dotąd do wysiłku: kopania, okopywania, przerzucania widłami niekończących się kup gnoju, gór kartofli, czy też — noszenia 80-kilogramowych worków ze zbożem.
Co było dla niego też bardzo ważne — wytwarzał zgrzebny samodział, z którego przecież, na wsiach szyto kobiecą bieliznę.
Był na swój sposób szczęśliwy! Zwolniony z obowiązku zapewnienia sobie podstawowej egzystencji, coraz więcej czasu zaczął poświęcać sobie i swoim coraz to dobitniej upominających się o zrealizowanie — upodobaniom. Stąd się wzięły te karteluszki zawierające jego seksualne fantazje.
Z większą swobodą mógł się poświecić też obserwacji burz, które od małego go fascynowały jako symboliczna kopulacja żywiołów. Zaczął również wtedy, wręcz zachłannie czytać. Przeważnie książki historyczne, a także baśnie, klechdy, i legendy. Uwielbiał literaturę w której … opisywano przemoc, wojenne okrucieństwa, tortury … akty gwałtu ! Przeczytał chyba wszystkie książki Józefa Kraszewskiego, Henryka Sienkiewicza, Bolesława Prusa.Jedną z najbardziej ulubionych przez niego scen w literaturze była: opisywana przez Stefana Żeromskiego w „Popiołach”… scena gwałtu przez zbójców — kochanki Rafała Olbromskiego, albo oślepienie Juranda w „Krzyżakach”, czy wbijanie na pal Azji. Nie ulega bowiem wątpliwości to, że Marian Henel był socjopatą. Nie był chorym, dotkniętym niezawinionym cierpieniem bliźnim. O nie ! On był niesłychanie zdeprawowanym osobnikiem! Przecież nie każdy rodzi się Robertem Redfordem i nikczemna postura nie jest żadnym tam usprawiedliwieniem dla dewiacji. Henel był przy tym absolutnie amoralny, kierował się w życiu… instynktowną wolą przetrwania, niczym dzikie zwierze żyjące, w pełnej niebezpieczeństw dżungli. Według psychologów miał wysoki iloraz inteligencji. Obcując z nim, zajmując się nim – przybierałem wprawdzie maskę chłodnego profesjonalizmu niby zero emocji, ale niekiedy aż się we mnie wszystko gotowało, kiedy słuchałem jego zwierzeń. Drzemały w nim siły i popędy mroczne, a czyny, o których mi, jakby specjalnie, żeby mnie dręczyć — opowiadał, budziły wstręt i grozę. Jednak nawet teraz po czterdziestu z górą latach, jakie minęły kiedy go poznałem – mam obiekcje, czy postępuję właściwie zgodnie z deontologią, pisząc o nim najzupełniej szczerze – ujawniając jego bezecne praktyki
Drugą jego pasją, poza oczywiście fotografowaniem, i ono również służyło zaspokojeniu jego popędu – było radio. To znamienne, że pacjenci długo przebywający w szpitalu cieszący się jako taką swobodą poruszania się, w określonych godzinach po terenie szpitala, dla podkreślenia swego statusu — kupowali radia tranzystorowe. Marian Henel, który przeistaczał się powoli w totumfackiego salowych … Maniusia, też kupił sobie, przez nieomal rok oszczędzając wypłacane mu wynagrodzenie z tytułu pracy w tkalni — radio.

Szczególnie lubił słuchać audycje poświęcone wsi, tradycjom i obyczajom na niej panujących. Wiejskie przyśpiewki, ludową muzykę, której za czasów Gomułki w radiu było pełno.
Snując niczym pająk pajęczynę zależności … której siecią oplątywał personel, od którego przychylności była uzależniona jego swoboda poruszania się, lepsza sala, to znaczy …z mniej uciążliwymi współpacjentami, a także …możliwość oddawania się swoim zajęciom w oddziałowej łazience gdzie wstawił stół, przy którym rysował i słuchał radia Marian Henel – starał się być dla nich jak najbardziej użyteczny.
Na początku wyręczał ich w myciu podłóg czy też przynoszeniu posiłków z centralnej w szpitalu kuchni. Potem został wciągnięty w system swoistej redystrybucji społecznego mienia przez niższy personel, polegający na tym, że przenosił w garnkach do ich domów, to co oni ukradli przy okazji rozdzielania chorym jedzenia.
Odtąd zaufany, solidny, przy tym …niczym w pracy w UB – absolutnie dyskretny Marian Henel kojarzyć się będzie z menażkami, które były dla niego magiczną przepustką pozwalającą wyjść poza pilnowaną przez umundurowanego portiera bramę szpitala. Ja sam też później w tym systemie uwikłań się znalazłem — łamiąc wszelkie możliwe regulaminy i pozwalając na to, żeby mógł Henel przebywać w pracowni aż do późnego wieczora, nawet po jej zamknięciu, nawet wtedy kiedy już nikogo w niej z personelu nie było. Chciałem go przez to zjednać do tworzenia, do tkania, rysowania projektów. W imię tego — godziłem się na układ, który niekiedy napawał mnie wątpliwościami czy postępuję słusznie.
Zostaw komentarz