Jedni mówią o nim „Baligrodzki Rudy”, dla miejscowych to po prostu „nasz czołg”. Jedno jest pewne – czołg stojący na postumencie na stałe wpisał się w historię Baligródu. Do lat 70. stał tam T-70. Historia tego zabytku o mało nie doprowadziła do poważnego konfliktu, ale nie uprzedzajmy faktów.
Lato 1975 roku. Mieszkańcy Nowosiółek i Zahoczewie od dłuższego czasu starają się o zgodę na budowę świątyni. Jednym z najbardziej zagorzałych przeciwników budowy kościoła był funkcjonariusz MO Kazimierz Litera. Gdy mieszkańcy gromadzili budulec, powiedział, że prędzej padnie, niż powstanie tu kościół. Pod koniec lipca 1975 roku, goniąc włamywaczy, zostaje śmiertelnie pobity. Funkcjonariusz umiera po kilku godzinach w szpitalu w Krakowie. Pogrzeb odbywa się 2 sierpnia.
Aby zapobiec dalszym reakcjom ze strony władz, mieszkańcy wystosowują apel do funkcjonariuszy. Pomimo wszelkich przeciwności postanawiają nie czekać na decyzję i biorą sprawy w swoje ręce. Zaledwie kilka godzin po pogrzebie, około godziny 22, na plac budowy zaczęły nadciągać grupy ludzi. Po godzinie 23 uwijało się tam już ponad 500 osób. Pracowano przy latarkach elektrycznych, wszyscy działali jak w ukropie. Rankiem 3 sierpnia budowa była ukończona.
Na miejscu zjawiło się UB, które nakazało rozebrać kaplicę. Zaciągnięto warty, by pilnować świątyni. Na nic zdały się zakazy zatrzymywania się na drodze. O godzinie jedenastej, 3 sierpnia, odprawiona zostaje pierwsza msza święta.
Ale to nie był koniec problemów. Po okolicy wieść niosła się lotem błyskawicy. W kierunku kaplicy jedzie… czołg. Zauważono, że saperzy budują przeprawę. Nie dali rady słownie, więc wysłali wojsko z czołgiem. Błyskawicznie zorganizował się ruch oporu. Ustalono plan obrony. Grupa kobiet miała położyć się przed czołgiem, mężczyźni szykowali butelki z benzyną. Wielu z nich pamiętało walki, jakie się tu toczyły, i brało w nich udział.
Kolejny dzień miał być decydujący. Ktoś jednak podsunął pomysł, aby spróbować negocjacji. Na początku żołnierze zasłaniali się tajemnicą wojskową, lecz kilka butelek samogonu wyjaśniło sytuację. Przyjechali zabrać unikatowy egzemplarz czołgu. Na tej zamianie mieli tylko zyskać. Wojsko miało wybudować chodniki, boisko oraz ogrodzenie szkoły. I tak dobito targu.
Co prawda władze nie odpuściły. Właściciel gruntu przez dwadzieścia lat musiał płacić grzywnę w wysokości 7200 zł. Dwóch księży sprawujących tam posługę skazano na kary więzienia, oba wyroki były w zawieszeniu.
Pomimo zawirowań politycznych zarówno kaplica, jak i czołg do dziś stoją na swoim miejscu.
Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz