Wg mnie wszystko powinno przyspieszyć „za chwile”.
To proces, który nie da się już zatrzymać.
Nie ma znaczenia czy ktoś ogłosi sukces negocjacji X czy Y czy nie, to i tak zakończy się to w „niedalekiej przyszłości” III światową.
Nie jest pytanie „czy”, ale kiedy i jak.
Piszę o tym dlatego, że sugeruję wziąć pod uwagę jakiekolwiek przygotowanie się.
Nie chodzi o zapasy, sprzet survivalowy, ale np. o zdrowie, dobre relacje z innymi czy planowanie przyszłości na osiedlu wielkiego miasta przypominający elegancki kurnik.
Nasze życie bardzo się zmieni. Psychicznie poradzą sobie z tym ci, którzy nie wychowali się, nie przyzwyczaili czy nie przywiązują się do komfortu. Bez znaczenia w jakim wieku te osoby są.
Ci, którzy nie potrafią już wyobrazić sobie, że będzie trzeba stać w kolejkach po podstawowe rzeczy, oszczedzać na ogrzewaniu, dojechać gdzieś z innymi (a nie w swoim klimatyzowanym aucie) i co istotne ciężko pracować, nie poradzą sobie z tym.
Mnóstwo osób odkryje, że nie są nikomu potrzebni, nic nie potrafią, nic nie umieją pomimo dyplomów, kursów i dziś nieźle prezentującej się kariery zawodowej.
Wielkie miasta staną się „pułapką”.
Jedni wpadną szybko w biedę (i nie mówimy o biednych którzy byli wcześniej już biedni) a inni nabędą umiejętności jakich po sobie nie spodziewali się wcześniej.
Opadną też maski pozorów między ludźmi i wirtualnej gospodarce, którą mamy przykładowo w sektorach państwowych czy samorządowych (miliony ludzi., którzy przestaną być komuś potrzebni).
Nierealne?
Niby dlaczego nie?
Wystarczy, że ropa i gaz staną się niedostępne czy koszmarnie drogie a handel międzynarodowy, transport załamie się czy zostanie zablokowany na pewien czas.
Sri Lanka – załamanie przyszło nagle z banalnych powodów.
Gdybby nie ratunek z zewnątrz, to byłałby „tragedia”.
Wszystko co mamy teraz jest „palcem na wodzie pisane” i jeszcze bardziej kruche i narażone na zapaść niż to co mieli nasi dziadkowie.

Autor: Diario
Zostaw komentarz