W maju 1972 roku byłem po raz pierwszy i ostatni (?!) w Moskwie. Miałem 17 lat i pojechałem tam w składzie harcerskiego zespołu teatralnego z mojego zawierciańskiego liceum. Szkoła ta nosiła ki edyś imię poety Majakowskiego.
Mieszkaliśmy w hotelu Inturist, gdzie ubikacja mieściła się w zasuwanej szafie. W pokoju mieliśmy radio typu kukuruznik, które nadawało same wzniosłe melodie oraz transmisję z przemarszu pionierów.
Przyjechaliśmy tuż po wyjeździe prezydenta Richarda Nixona z Moskwy. Była to przełomowa wizyta bo przecież praktycznie do końca lat 60 tych trwała zimna wojna. Mieliśmy okazję zobaczyć Wodza Rewolucji i to stojąc w krótkiej kolejce dla innostrancow (cudzoziemców).
Wtedy tuż za mauzoleum był jeszcze grób Stalina… Podejmowali nas przedstawiciele Komsomołu, starsi średnio o 20 lat. No cóż, żeby działać trzeba było mieć doświadczenie…
Zapamiętałem wtedy dziwny pomnik Minina i Pożarskiego stojący na Placu Czerwonym przed cerkwią.
Po latach dopiero dowiedziałem się co to za jedni. To byli kupcy, przywódcy antypolskiego powstania, które skończyło się wypędzeniem naszego garnizonu z Kremla w roku 1612. Historia relacji Polski z Rosją i Ukrainą pełna jest zakrętów. Raz na wozie, raz pod wozem. Niestety, ale nadal nam się wydaje, że jesteśmy mocarstwem światowym.
Ten tryb podejścia do życia i polityki pisarz Melchior Wańkowicz nazywał chciejstwem. Przed drugą wojną światową jedynie Marszałkowi Piłsudskiemu udało się zachować równowagę między Niemcami a Rosją. Mój dziadek po kądzieli Jan Wawszczyk (1888 do 1959) był jego gorącym zwolennikiem. Służył najpierw jako Iwan Wawszczyk w armii carskiej będąc blisko stopnia kaprala a w 1920 roku walczył z bolszewikami na Ukrainie.
Niestety, miałem 3 lata kiedy umarł. Zapamiętałem tylko jedna opowieść babci na ten temat. Dziadek stał kiedyś w nocy na warcie i podsłuchał jak ukraińskie małżeństwo chowało w lesie przed polskimi panami chleb.
Pozbierał to wszystko do pałatki i zaniósł kolegom ze swojego 2 pułku piechoty ochotniczej…
Przejdźmy do tego co się dzieje na wschodzie. Albo dziać może. Prezydent Rosji nie ma zamiaru odpuścić NATO i Unii kolejnej flanki. Stracił już przecież kraje bałtyckie. Niemcy zneutralizował biznesem gazowym a Ukraina to przecież wrota do Morza Czarnego. Krym już ma.
W wersji optymistycznej może się skończyć na wymianie ekipy rządzącej w Kijowie. Oglądam telewizję ukraińska i tam jakby za bardzo wojną się nie przejmują. Szczęka mi opadła kiedy zobaczyłem ćwiczenia ukraińskich ochotników prowadzone z użyciem drewnianych karabinów. Atomy i flotę już Moskwa zabrała a więc…
A co z nami? Rosjanie naszej granicy nie przekroczą. W końcu my już NATO, ale co z setkami tysięcy potencjalnych uchodźców? Zasiedlimy nimi Bieszczady?! To już było. I jeszcze jedno – w 1939 roku Zachód nie chciał umierać za Gdańsk.
Czy teraz będzie chciał umierać za Ukrainę i Polskę? Cywilizacje państw wysoko rozwiniętych są zbyt wygodne i zbiurokratyzowane, aby się zamienić w watahę wilków.
Putinowi nie chodzi tylko o geopolitykę. On się nie odcina od przeszłości i tradycji. Nie ma grubej kreski. W tym układzie duma narodowa Wielkorusów o której pisał w nieco innym układzie Lenin może jednak trwa.
Zbigniew Zew Wieczorek
PODPISY

Dziadek Jan Wawszczyk

Przedstawiciele Związku Ochotników Armii Polskiej rok 1935 uroczystość w lesie koło Zawiercia

Autor w roku 1972 – Moskwa
Zostaw komentarz