Ten wpis proszę potraktować poważnie.
Odkąd kilka miesięcy temu po raz pierwszy korona czeska umocniła się względem złotego tak znacząco, dwa – ceny paliw na polskich stacjach były 15-20% niższe niż w Czechosłowacji, a do tego papierosy stały się równie tanie, masło prawie dwa razy tańsze, a pieluchy Dada w Biedronce znikały z palet w chwili ich wyładowania, tak że pierwszy raz w życiu od 1981 roku widziałem pustą półkę.
Od tego czasu zaczęły budzić się mikronacjonalizmy. Wielu moich rozmówców przypominało mi lata 80. zeszłego wieku, gdy kupując coś po czechosłowackiej stronie, kierownicy sklepów podchodzili do kasy i uniemożliwiali zakup konkretnych produktów. Tak było, sam to pamiętam. Oni kipieli od złościwości. Kiedyś próbowałem przenieść kilo bananów i pół kilo pomarańczy. Jakiś złośliwy celnik kazał mi połowę tego oddać lub zjeść w jego obecności. Zjadłem i od tamtego czasu słabiuej smakują mi te owoce. Czechosłowaccy celnicy to była pierwsza liga świuatowego sukińsyństwa.
Pojawiają się pierwsze kłótnie przy kasie. Rzucane wzajemnie oskarżenia w czasie oczekiwania na odprawę kolejkową. oczątkowo to bagatelizowałem, ale jako badacz konfliktów etnicznych, uruchomiła mi się lampka ostrzegawcza. W Jugosławi i b. ZSRR też zaczynało się od banalnych sprzeczek przy byle okazji. A potem były wojny.
Uważam, że ktoś jeszcze zagra nieprzyjazną dla nas melodię na tym rodzącym się na naszych oczach konflikcie o dostęp do najtańszych produktów żywnościowych. To tylko kwestia czasu. Niestety.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zostaw komentarz