Bicie piany czy faktyczne zarzuty – takie pytanie jawi się, gdy przeanalizujemy news o reklamówkach pełnych pieniędzy przekazanych młodemu Tuskowi przez różny półświatek.

Już w 2014 roku były prezydent Warszawy Paweł Piskorski ujawnił w książce, że struktury byłego Kongresu Liberalno – Demokratycznego były finansowane przez niemiecką CDU. Zresztą to ujawnienie nie pociągnęło żadnych skutków prawnych ani dla Piskorskiego ani dla działaczy byłego KLD, a potem Platformy Obywatelskiej.

Piskorski przekazywał, że Tusk w czasie kampanii wyborczej przyjmował różne „użyteczne przedmioty” (wyrażenie Piskorskiego – za którym idzie choćby to, że były to markowe samochody) od różnych osób.

Wtedy nikt Piskorskiemu nie wytoczył sprawy o zniesławienie, choć podawał on konkretne przykłady „dziwnych” relacji między biznesmenami a najważniejszymi politykami PO. Ci mieli bowiem sprzyjać korzystnym rozwiązaniom gospodarczym (najczęściej przejmowanie społecznych majątków) przez „użyczających” różne przedmioty . Ani też PiS po wygraniu wyborów w 2015 roku nie zajął się tym rewelacjami. Pewnie dlatego, że w Polsce w stosunku do tego typu sytuacji – jak to stwierdziła minister Binkowska – taki mamy klimat.

Dziś wychodzi fura euro załadowana do żulowatej reklamówki z owadem. Dlaczego? Czy dlatego, że jest przedawnienie tych czynów czy dlatego, że zeznający kumpel Falenty ma założony na szyję sznurek, za który jest ciągnięty.

W efekcie ani syn Tuska, ani sam Tusk, nie wystąpią z oskarżeniem o zniesławienie – tym oczyściliby się z podejrzeń (przecież mają dość forsy na adwokatów, a mało jest prawdopodobne, by do procesu doszło. Samo zawiadomienie o przestępstwie niewiele ich kosztuje). A w trybie przypuszczającym jeszcze nieraz do tego PiS powróci.

Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.