W nocy z czwartku na piątek, tuż za pomnikiem rdzewiejącego cesarza Józefa II w Parku Pokoju zagnieździł się średni Wołoch, z miejscowości Câmpu Cetății we wschodnim Siedmiogrodzie. Jego legowisko było niemal identyczne jak w przypadku starego Rumuna, złożone z dwóch worków słomy, plandeki oraz zminiaturyzowanych na potrzeby podróży owcy i kozła, bo prawdziwi Rumunii inaczej nie podróżują, nigdy nie odłączają się od swoich zwierząt. Więź jaka przez wieki wytworzyła się między wołoskimi pasterzami a owcami i kozłami jest w pewnym sensie transcendentalna. Ta metafizyczna symbioza, w której pasterz i owca (bo kozły są tak tylko dla dekoracji), upodabniają się do siebie w procesie uczłowieczania owcy i uzwierzęcania człowieka, stanowi wielką wołoską tajemnicę.

Kuśtykając o kulach w stronę legowiska średnego Wołocha, z pewnej odległości pozdrowiłem go po rumuńsku, a zbliżywszy się do niego na wysięgnięcie kuli zapytałem:

– Co Cię do naszego parku sprowadza średni Wołochu?

– Stary Rumun. Zasiedział się u was zanadto. – powiedział średni Wołoch. – My go też u siebie potrzebujemy. Stary Rumun to nie maskotka! Tam u nas ma liczne grono dzieci, wnucząt, ale przede wszystkim stada owiec i kozłów, które beczą za nim nielitościwie. To ich zawodzenie doprowadza nas do granic szaleństwa. Wielu z nas już nawet z tego powodu zwariowało, niektórzy biorą tak silne antydepresanty, że na co dzień rozmawiają wyłącznie z duchami swoich przodków. Część wioski się fundamentalnie rozpiła. Wyobraź sobie pan całą halę owiec i kozłów wyjących z żalu na okrągło. Nawet w nocy. Jedyny plus z tej całej sytuacji jest taki, że żyjący u nad od pokoleń Węgrzy nie wytrzymali i wyjechali ze wsi na zawsze.

– Rozumiem, rozumiem – mówiłem sam do siebie głośno i obmyślałem co odpowiedzieć średniemu Wołochowi, bo uświadamiałem sobie właśnie, że Park Pokoju w Cieszynie bez starego Rumuna już nigdy nie będzie takim, jakim się stał dzięki staremu Rumunowi. – Widział pan jak pięknie zakwitły magnolie? – postanowiłem desperacko zmienić temat.

– A one są jadalne – zapytał średni Wołoch?

– Nie, ale są piękne. – odrzekłem.

– Piękne to są owce i kozły na hali, porządek w chałupie i posłuszna, robotna baba – powiedział bez namysłu średni Wołoch. – Wy miastowi zakochujecie się w rzeczach bez znaczenia, w sytuacjach, chwilach, wspomnieniach, które nie mają ostatecznie większego znaczenia. Ułuda i jeszcze raz ułuda, jak powiadam – w ostatecznym rozrachunku liczą się tylko hale zapełnione owcami i kozłami. To jest sens życia!

– Robotna bada, powiedziałeś? – zapytałem.

– Owszem, u nas w rumuńskich Karpatach kobieta zna swoje miejsce w ekosystemie wołoskim. Ma umieć gotować, rodzić dzieci, ogarnąć gospodarstwo i nie pozwolić skisnąć mężowi, wiadomo jakimi sposobami – wyraźnie uradował się średni Wołoch.

– To fantastyczne! – zakrzyknąłem. Wszystko takie poukładane i spójne.

– Gdzie jest teraz stary Rumun? – zapytał średni Wołoch. – Muszę się z nim rozmówić.

– Poszedł do sklepu „Społem” po kanapki. Ale on ich tam nie kupuje – dodałem – ale zaczarowuje ekspedientki. Ma kasę, jeszcze jakieś 900 lei ale nie idzie na łatwiznę. Wchodzi do sklepu w swoim wołoskim kożuchu, wraz z miniaturowymi zwierzętami: owcą i kozłem, i wypowiada zaklęcia w języku protorumuńskim, a jego tembr głosu jest porażający. Zawsze dostaje tyle kanapek ile zażąda, a ekspedientki padają przed nim na kolana. Na kolana, rozumiesz pan? Podobno jedna z nich przy jego zdjęciu codziennie wieczorem zapala świeczkę.

– A jak wróci, to jaki ma plan na dzisiaj? – zapytał średni Wołoch.

– No to akurat da się przewidzieć. Kupuje w „Żabce” trzy puszki piwa „Imperator”, każda po 12 volt. Siada na najbardziej nasłonecznionej ławce i zawsze, ale to zawsze, zanim otworzy pierwszą z nich mówi sam do siebie: a jak tam moje owce i kozły w Câmpu Cetății? Kto się nimi zajmuje? Jak ciężkim jest życie starego Rumuna… – wypija jedno piwo, potem drugie, przy trzecim nuci hymn rumuński zaczynający się od słów: Przebudź się, Rumunie / Otrząśnij się ze śmiertelnego snu / W który wpędzili cię Okrutni tyrani. / Teraz lub nigdy / Weź los w swe ręce / Zdobądź uznanie u wszystkich / Nawet u swych wrogów.

– A potem? – dopytuje niecierpliwy średni Wołoch.

– A potem jak zwykle zaczepia przechodniów mówiąc do nich łamaną polszczyzną. Ale wszyscy się już do niego tu przyzwyczailiśmy. Stał się częścią naszej społeczności. Nie jak te żule spod „Kauflanda”. Wszyscy rozumiemy, że on nie pije by zapomnieć, ale pije po to by być poetą. A to jest fundamentalna różnica. Bardzo go tu wszyscy polubiliśmy, nie zabieraj nam go pan do Rumunii! – poprosiłem.

– Jasne, Park Pokoju w pełnym rozkwicie, a nasza wioska na skraju załamania. Nie może Park Pokoju karmić się nieszczęściem peryferyjnej siedmiogrodzkiej wioski. – powiedział stanowczo średni Wołoch.

– Rozumiem i współczuję jednocześnie – powiedziałem bez przekonania, ale czy możemy ponegocjować wydanie starego Rumuna tak do jesieni tego roku. Potem sam go wsadzę do pociągu do Klużu, a stamtąd odbierzecie go konno lub samochodem?

– OK, ale co dostaniemy w zamian na ten czas, w którym nie będzie z nami starego Rumuna, który ma u nas wiele dzieci, wnucząt, owiec i kozłów?

– Pieniędzy nie mam, żyję głównie z zapomogi, którą nasz rząd wypłaca nauczycielom co miesiąc nazywając to wynagrodzeniem za pracę. Ale mogę zaproponować fantastyczne leki, z których nie korzystam, a które maksymalnie spowalniają myślenie, a nawet je wyłączają. Kupowane tylko na receptę. Mam tego całą szufladę. Jak społeczność waszej wioski zacznie je zażywać, zobojętnieje na brak starego Rumuna. A jak zafunkcjonują skutki uboczne, to wielu z was o nim całkowicie zapomni, co otworzy pole do dalszych negocjacji w kwestii pozostania starego Rumuna w Parku Pokoju.

– Dzieci też to mogą brać? – zapytał średni Wołoch.

– Dzieci niech lepiej pograją sobie w piłkę, ja bym ich tych leków nie dawał – szczerze odpowiedziałem.

Po tygodniu średni Wołoch zwinął obóz i z workiem leków psychotropowych, które posiadam z racji sąsiedztwa trzech gabinetów psychiatrycznych piętro pod moim mieszkaniem, udał się w drogę powrotną do Câmpu Cetății, do Rumunii. Tym samym obroniliśmy naszego starego Rumuna przed przymusową repatriacją.