„Nie chodzi tylko o to, co i ile posiada wojsko Stanów Zjednoczonych w wielu strategicznych miejscach, ale o to, czy Stany Zjednoczone mają dostęp i zdolność do rozwijania lub redukowania sił w razie potrzeby. Grenlandia i Islandia są kluczowe dla zabezpieczenia mostu transatlantyckiego. Wielka Brytania i Niemcy są kluczowymi węzłami logistycznymi, szkoleniowymi i wsparcia. Polska jest ważna dla przyszłej obecności wojskowej. Wiele krajów – Włochy, Rumunia, Grecja, Turcja i potencjalnie Gruzja – oferuje istotne opcje bazowania i dostępu w regionie Morza Śródziemnego i Morza Czarnego.”
Czytacie?
„Wielka Brytania i Niemcy są kluczowymi węzłami logistycznymi, szkoleniowymi i wsparcia.”
Piszę to od dawna – niezależnie od tego, jak złe są nasze relacje z Niemcami – są one Amerykanom tak samo niezbędne, jak Wielka Brytania, co przekłada się w oczywisty sposób na perspektywę strategiczną.
Polska dyplomacja musi znaleźć „właściwy język”, który wzmacniając naszą pozycję, nie będzie podważał tej fundamentalnej perspektywy.
USA są mocarstwem morskim i jedynie kraje z bezpośrednim i niezagrożonym łatwym odcięciem dostępem do oceanu światowego mogą być dla nich „partnerami alfa”. Polska – jest to tu napisane wprost – staje się bardzo ważnym krajem frontowym (forward presence), ale swoją misję w ramach strategii amerykańskiej może spełniać wyłącznie w oparciu o bazę logistyczną i głębię strategiczną Niemiec.
Zauważam, że pisze to autor związany ze stroną konserwatywną w USA. James Carafano jest w GOP osobą wpływową, która reprezentuje chyba najbardziej sprzyjające Polsce stanowisko wśród amerykańskich Republikanów. Głosów bardziej życzliwych Polsce w Ameryce po prostu nie ma.
Oznacza to, że polska dyplomacja musi być w stanie zarysować Amerykanom takie ukształtowanie sytuacji politycznej w Europie, w której możliwa jest konstruktywna współpraca między Polską a Niemcami w kluczowych obszarach. Polska musi otwarcie wyłożyć, czego oczekuje od Niemiec, co stanowi elementy blokujące i co mogłoby przybliżyć oczekiwany przez nas stan rzeczy, NIE UCIEKAJĄC SIĘ DO ZBĘDNYCH RESENTYMENTÓW!
Kluczem jest twarda, lecz w pełni racjonalna, oparta na faktach analiza SWOT (strenths- weakness – opportunities – threats), z której dla Amerykanów będzie wynikać jasna mapa, po której ich dyplomacja mogłaby się poruszać w zgodzie z naszymi interesami, lecz w sposób niepodważający podstaw strategicznych stosunków USA-Niemcy, bo Amerykanie po prostu na to nie pójdą. Oznacza to, że polska dyplomacja musi dokonać intensywnego „researchu” w zakresie tego, jak strona amerykańska rozumie swoje stosunki z Niemcami w wymiarze praktycznej implementacji i priorytetów celów strategicznych i w jakim stopniu poszczególne elementy tej układanki podlegają ewentualnej modyfikacji w zgodzie z naszymi interesami.
Ponieważ, o czym się nie raz przekonywaliśmy, strona niemiecka jest wyjątkowo oporna jeśli chodzi o bezpośrednie uwzględnianie naszej racji stanu (a w praktyce, polityka niemiecka wobec Polski sprowadza się do prób osadzenia proniemieckiego rządu w Polsce), to właśnie lewarowanie się interesem Waszyngtonu jest dla nas najbardziej realną drogą uzyskania wpływu na Niemcy. Musi to być jednak robione wyjątkowo starannie i pragmatycznie, co z pewnością stanowi nie lada wyzwanie dla skłonnej do hiperboli i sentymentu polskiej prawicy.
Fot. Facebook / Mateusz Morawiecki
Zostaw komentarz