Nic ponadto.
Chłopiec nie żyje.
Bity, maltretowany, wcześniej ze złamaną ręką, poparzony
chłopiec nie żyje.
Pierwszy odruch emocjonalny jest prosty.
Za krzywdę dziecka jestem gotów stracić swoje człowiecze hamulce.
Mówiąc krótko i dosadnie – gdybym w afekcie gnoja dorwał – nie ręczę za siebie.
Odruch serca w gniewie jest prosty.
Chodź no tu bydlaku i poczuj nikły procent tego co czuje maltretowane dziecko.
Ale to odruch który niczego nie załatwia, nic nie zmienia.
Odwet nie jest żadną odpowiedzią.
Nie zwróci życia chłopcu, bo chłopiec nie żyje,
mimo że walczył o życie, próbował – nie żyje.
A co by było gdyby przeżył?
Po co miałby przeżyć?
Dla kogo?
Czy ktoś go kochał?
Chociażby jakiś kotek, piesek, chomik?
Zaraz jakieś politydło zacznie brąchać, że karę śmierci trzeba by przywrócić i znajdzie posłuch.
Ale kara śmierci należy do cywilizacyjnego katalogu bezsensownego okrucieństwa,
tego samego, które zabija na granicy białoruskiej,
tego samego, które sprawiło, że chłopiec nie żyje.
Bo kara śmierci nie odstrasza. To wiadomo już od siedemnastego wieku.
A to, co ją różnicuje od emocjonalnego odruchu pojedynczej osoby w reakcji na krzywdę dziecka
– to fakt, że staje się częścią systemu państwa i prawa, a to brzmi groźnie oraz okrutnie.
Kara śmierci, zadawana człowiekowi, chociażby i podłemu, ale bezbronnemu jest bezsensownym okrucieństwem.
Jest zgodą na obecność bezsensownego okrucieństwa w przestrzeni między nami.
Jest kapitulacją przed orkucieństwem, a nie walką z nim.
Bo zabija okrucieństwo, obojętność, brak reakcji, niedowład służb państwa, obojętność sąsiadów, zakłamanie katechetów, ubóstwo mentalne i duchowe szkoły.
Zabija zasada, że chociażby zza ściany dochodził skowyt tłuczonego dziecka – to są wewnętrzne sprawy rodziny.
Bo węzeł rodzinny jest święty i ma pierwszeństwo przed życiem tego, na którego szyi ten węzeł często się zaciska.
A jest to zawsze kark najsłabszej osoby, najbardziej bezbronnej.
I zawsze cierpienie najsłabszych otacza zmowa milczenia silniejsza od omerty.
I to się nie skończy, nawet jeżeli na fali oburzenia jedna czy druga polityczna wywłoka przepchnie kolanem kare śmierci, a jakiś sąd ją orzeknie i jakiś kat ją wykona.
Bo zabicie winnych śmierci tego chłopca, nie usuwa przyczyn śmierci chłopca.
Usuwa tylko bezpośrednich sprawców i sprawia, że cała reszta społeczeństwa może umyć sobie sumienie we krwi skazany na śmierć i czekać aż ktoś znowu w obojętności sąsiadów, instytucji, księży, katechetów, nauczycieli, dzielnicowych zakatuje kolejne narodzone dziecko,
tę zygotę, która skoro stała się ośmioletnim chłopcem nie zasługiwała już by pochylił się nad nią biskup, kardynał, poseł prawicowej partii, rzecznik praw dziecka.
Tymczasem wielu szkół rzekomo nadal nie stać na zatrudnienie psychologa, ale jest kasa na etaty dla katechetów.
Praca w MOPS uchodzi za pracę dla tych, co im się nie udało gdzie indziej, źle płatną, wyczerpującą psychicznie.
Są winni bezpośredni ale są tez winni pośredni, a tymi jesteśmy my wszyscy, za słabi, żeby wmuszać na politykach realne zmiany, za słabi żeby powiedzieć, że mamy dosyć okrucieństwa w naszym życiu, za słabi by być usłyszani.
To jedna i ta sama zgoda, obojętność i rechot w odpowiedzi na cierpienie jest winne śmierci chłopca, który nie żyje.
Bo okrucieństwo zawsze znajdzie uzasadnienie by zamieszkać między nami. Bo z marginesu, bo z rodziny alkoholików, bo ze wsi, bo pedał, bo lesba, bo baba, bo czarny, bo nie dość biały, bo Syrii, bo z Iraku, bo Nigerii, bo z Kamerunu, bo Żyd. I nawet nie mogę wymienić wszystkich powodów dla których twoim, moi rodacy, ziomkowie, bliźni, polcy i polacy gotowi są zgodzić się na nieludzkie traktowanie, tortury, śmierć.
To jest jedno i to samo.
Śmiech z człowieka który wisi za nogę na granicznym murze i milczenie w odpowiedzi na jęk dziecka, brak pytań gdy przychodzi poobijane do szkoły, uniewinnienie dla faceta który ciągnął na sznurze psa za samochodem.
Co ma pies wspólnego z dzieckiem?
To, że się nie sam nie obroni.
To, że jest zdany na łaskę i niełaskę.
Że się nie poskarży.
Będzie wyć, skomleć, skowyczeć.
I pies nie żyje.
I chłopiec też nie żyje.
Jakiś bóg mógłby istnieć, jak dla mnie tylko w jednym, jedynym celu.
Żeby gdzieś się chłopiec mógł spotkać z zakatowanym psem.
Myślę, że mieliby się dobrze, rozumieli by się,
chłopiec bawiłby się z psem
a pies nie odstępowałby chłopca,
ale fakty są takie,
że pies nie żyje
i chłopiec nie żyje.
Taki jak ty synku, kilkuletni chłopiec
o chudych rękach, szczupłych nogach.
Zakatowali go pod jezuskiem na ścianie,
może przyjęli księdza po kolędzie
może nie używali kondonów,
nie brali tabletek,
może nie powinni nigdy mieć dzieci,
albo może – skoro już je mieli –
może dzieci nie powinny mieć ich.
Ale chłopiec nie żyje i nic tego nie zmieni
nawet jakby cała polska biła się w piersi,
chociaż ona tego nie umie
bo wstała z kolan i pada na kolana tylko przed jan pawłem kremówką.
O, polsko co tak pływasz w naukach jana pawła kremówki,
polsko, nade mną, pode mną, przede mną, za mną
we mnie,
polsko, konkubino nasza,
katechetko nasza,
żywicielko straży granicznej,
wypychającej każdego za trzymetrowy płot,
głucha na skowyt psa,
milcząca wobec płaczu dziecka,
jak najlepsza sąsiadka, policja państwowa,
jak rzecznik praw dziecka, ksiądz biskup, minister ziobro, błaszczak, kamińskiego
słyszysz?
Chłopiec nie żyje
ale gdzieś znowu ktoś bije,
przypala papierosem,
polewa wrzątkiem,
sadza na piecu,
nożem,
pięścią,
pasem.
Bo okrucieństwo ciałem się stało
i mieszka między nami.
Dlatego chłopiec nie żyje.
I nie jest pierwszy.
I nie będzie ostatni.
Moje funkcję pełnie społecznie, to jasne, ale kawy wirtualnej nie odmawiam –na te prawdziwą nie abrdzo mam czas, ale z góry za wspomożenie mojego trudu publicysty/animatora/wydawcy/autora/maskotki imprezy/ papierka lakmusowego epoki — – dziękuję –
Autor: Radosław Wiśniewski
Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz