Dzisiejsze (22.08.26 r.) wydarzenia na drodze do Morskiego Oka pokazują, jak ważna społecznie dyskusja może zamienić się w konflikt, w którym emocje zaczynają dominować nad rozsądkiem. Protestujący przeciwko transportowi konnemu blokowali drogę, doszło do przepychanek i interwencji policji. Równocześnie odbywała się kontrmanifestacja fiakrów.
Prawo do protestu jest jednym z fundamentów demokratycznego państwa. Podobnie jak prawo do wyrażania troski o dobrostan zwierząt. Ale żadne przekonanie o słuszności własnej sprawy nie daje prawa do stwarzania zagrożenia dla innych.
W przypadku drogi do Morskiego Oka dochodzi jeszcze jeden szczególnie istotny element konie. Jeżeli protest ma odbywać się w ich obronie, to tym bardziej trudno zaakceptować sytuację, w której w bezpośrednim sąsiedztwie zwierząt pojawiają się krzyki, gwałtowne zachowania, blokowanie przejazdu czy przepychanki. Przestraszony koń na zatłoczonej trasie może stać się zagrożeniem zarówno dla siebie, jak i dla turystów, fiakrów, protestujących oraz policjantów.
Spór o przyszłość transportu do Morskiego Oka powinien być rozstrzygany na podstawie badań weterynaryjnych, faktów, przepisów i rzeczowej rozmowy, a nie poprzez eskalowanie napięcia. Tatrzański Park Narodowy wskazuje, że funkcjonują określone zasady dotyczące pracy koni, a jednocześnie wdrażane są rozwiązania łączące transport konny z elektrycznym. To właśnie te rozwiązania należy oceniać, kontrolować i – jeżeli będzie taka potrzeba – zmieniać.
Jako człowiek związany z Podhalem patrzę na tę sprawę także przez pryzmat naszej tradycji. Koń od pokoleń jest częścią kultury góralskiej, podobnie jak fiakrzy i ich zawód. Tradycja nie może oczywiście zwalniać z odpowiedzialności za dobrostan zwierząt. Ale ochrona zwierząt nie powinna również oznaczać automatycznego przekreślania ludzi, którzy z tej tradycji żyją.
Potrzebujemy kontroli, jasnych standardów i reagowania na każde rzeczywiste naruszenie dobrostanu koni. Potrzebujemy też modernizacji tam, gdzie jest ona uzasadniona. Nie potrzebujemy natomiast wojny między obrońcami zwierząt a góralami.
Tatry są naszym wspólnym dobrem. Tym bardziej Morskie Oko nie powinno stawać się areną kolejnych konfrontacji, a policja nie powinna być zmuszana do rozdzielania zwaśnionych stron sporu, który można i trzeba rozwiązywać przy stole.
Brońmy zwierząt! Szanujmy tradycję! Ale przede wszystkim – rozmawiajmy na podstawie faktów i nie pozwólmy, aby emocje zastąpiły zdrowy rozsądek.
Zostaw komentarz